
- Where are you from?
- We are from Poland.
- Świetnie, pochodzę z Puerto Rico, ale pracowałem kilka lat w Stoczni Gdańskiej, znam więc troszeczkę język polski...
Taka ciekawa rozmowa przytrafiła mi się podczas mojej najbardziej szalonej wyprawy autostopem do Danii w 2008 roku. Ponad 20 kierowców wiozło mnie i mojego przyjaciela do tego fantastycznego kraju. Każda osoba, z którą rozmawialiśmy zrobiła na nas ogromne wrażenie.
Skagen to niewielkie miasteczko położone na północy Jutlandii. Nizinny krajobraz i zmienna pogoda - nic więcej jeszcze nie wiedzieliśmy na temat tego miejsca. Wieczorem, zmęczeni jazdą w służbowym aucie naszego nowo poznanego kolegi Pawła (absolwent filozofii, który pracując jako konserwator monitorów na kolei, zarabia równowartość 12 tys. zł), dobijamy na parking w pobliżu cyplu. Idziemy na spacer, na plaży trwają uroczystości związane z nadejściem lata - Duńczycy palą wystrojoną kukłę, słychać śmiechy i piski zachwyconych dzieci.
Mijamy to rozbawione towarzystwo i ruszamy dalej. Nieco czasu zajmuje nam obejrzenie kilku bunkrów z czasów II wojny światowej. Przytłaczają nas ich grube, mokre mury. Część z bunkrów już skradło morze, wygląda to naprawdę ponuro.
Idziemy dalej, smagani wiatrem. Czuję, że mam piasek w zębach, w butach, wszędzie. Ciężko jest iść, wiatr unosi tumany piasku na wysokości naszych łydek, nie rezygnujemy jednak. Docieramy do miejsca, gdzie znajduje się znak "zakaz kąpieli" - chyba jedynie samobójca planowałby się rzucić w tą kipiel. Oto ukazuje się naszym oczom oszałamiający widok - Morze Północne i Bałtyk kłócą się o władzę. Fale napływają to od zachodu, to ze wschodu, myślę, że tu nigdy nie można mówić o "ciszy na morzu"...