Anna Janicka-Galant: Europa zrobiła się mała, a małżeństwa wielokulturowe częste. Twój mąż, Moniko, jest Portugalczykiem. Jak się poznaliście? Rui najpierw poznał Łódź, a dopiero będąc w Portugalii poznał przeznaczoną mu łodziankę?Monika: Rui był na półrocznym stypendium Leonardo da Vinci w Łodzi i w tym czasie się nie znaliśmy. Ja byłam w klasie maturalnej i interesowałam się Portugalią. Szukając informacji o Portugalii weszłam na forum portugalskie, na którym jeden Portugalczyk mieszkający w Łodzi podał namiary na ówczesną stronę Rui. Były na niej zdjęcia z jego pobytu w Łodzi i opisy miejsc, w których bywał. Taka ciepła relacja, która bardzo mnie zauroczyła. Chciałam to skomentować, ale nie wiedziałam co napisać w księdze gości, myślałam, że to będzie sztuczne. Zobaczyłam, że można się z nim skontaktować on-line za pomocą komunikatora, więc dodałam go do listy kontaktów. Chciałam mu powiedzieć, że jestem z Łodzi, że podoba mi się jego strona, choć z jej treści już wiedziałam, że on wrócił do Portugalii. Nasza pierwsza rozmowa odbyła się w styczniu 2005. Później były kolejne. Rozmawialiśmy siedem miesięcy, wysyłaliśmy sobie zdjęcia, pocztówki, małe prezenty. Rui przyjechał do mnie w sierpniu na trzy tygodnie. Zakochaliśmy się w sobie i później tak już jeździliśmy do siebie mniej więcej co dwa miesiące. A w sierpniu ubiegłego roku wzięliśmy ślub.
Coś jak znak dzisiejszych czasów - romans w sieci.Monika: Tak, choć na początku to nie miał być romans. Bardzo dobrze nam się rozmawiało i dużo nam dało to, że on był tutaj, a ja już kiedyś byłam tam, więc mogliśmy porozmawiać o naszych spostrzeżeniach. O tym co nam się podoba w naszych krajach.
Rui, co skłoniło Cię do przyjazdu do Polski na program Leonardo da Vinci?Rui: W dawnym systemie nauczania w Portugalii po pięciu latach studiowania robiło się licencjat. Po skończeniu tych studiów miałem możliwość wyjechać na stypendium. Miał być to wstęp do życia zawodowego i możliwość praktyki... a potem mogłem zdecydować czy chcę kontynuować naukę. Studiowałem inżynierię komputerową i dla tego kierunku były oferty wyjazdu do Barcelony lub Łodzi.
Monika: Wybrał Łódź, bo było to dalej od domu i jak podejrzewał, bardziej egzotycznie.
Najpierw przyjechałeś tu po wiedzę, a potem po żonę...Rui: Gdy skończyłem stypendium, chciałem zrobić magisterium. System był taki, że magistra robili już ludzie czynni zawodowo w wieku 30-40 lat. Gdy zaczęliśmy komunikować się z Moniką przez internet byłem w trakcie studiów magisterskich w Universidade do Minho i jednocześnie na nim pracowałem. Strona, na którą trafiła była moją prywatną.
Monika: Nie byłam pierwszą Polką, która się z nim skontaktowała, ale rozmowy z nimi nie były takie interesujące jak ze mną. (śmiech)
Co was fascynuje w kraju współmałżonka?Rui: Fascynuje mnie moja żona... :) Ludzie tutaj też są interesujący. Część swoich fascynacji i przemyśleń związanych z pobytem w Polsce opisuję na bieżąco
na swoim blogu będącym następcą strony, dzięki której się poznaliśmy.
Monika: Raczej nie krajobrazy, bo w Polsce mamy ładniejsze. Moim ulubionym miejscem w Portugalii jest miasto Braga, podoba mi się też Lizbona. Smakuje mi kuchnia portugalska, zwłaszcza ich słodycze. I ludzie są spokojniejsi, mniej zagonieni, nigdy się nie śpieszą, więc są wiecznie spóźnieni... Z jednej strony jest to miła odskocznia od mojego bardzo aktywnego życia w Polsce. Z drugiej ta powolność może trochę denerwować.