Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

4042 miejsce

Monika Wilczak: „Lubię zmiany“

Aktorka, szerszej publiczności znana z roli Ani Rogowskiej w polsatowskim serialu „Pielęgniarki“. Prywatnie miłośniczka zwierząt, aktywnego spędzania wolnego czasu.

Kocha jogging i kuchnię wegańską. Oprócz aktorstwa, pracuje także przy produkcji programów zagranicznych. Sama kiedyś chciałaby poprowadzić program o zwierzętach, bądź kulinarny.
Aktorka, szerszej publiczności znana z roli Ani Rogowskiej w polsatowskim serialu „Pielęgniarki“. / Fot.  Fot. Z archiwum prywatnego Moniki Wilczak
Aktorstwo od zawsze było tym, czym chciała się Pani zajmować, czy pojawiały się także inne pomysły? Pamięta Pani pierwszy zawód, którym zafascynowała się Pani, będąc małą dziewczynką?

-Oj, tak. Od małego kochałam się przebierać, odgrywać scenki z ukochanych bajek Disneya, potem również z filmów. Pokochałam amerykańskie kino od pierwszego wejrzenia. Ta magia kina mnie urzekła, ale również to, że można choć na chwilę wejść w inny świat. I tak jest do dziś – prawdziwa miłość.

Choć jest Pani absolwentką Warszawskiej Szkoły Filmowej, swego czasu brała Pani udział w kursach filmowych w NY i Los Angeles. Czy ucząc się tam aktorstwa zauważyła Pani różnice?

-Jeśli chodzi o same zajęcia, między WSF a kursami filmowymi w NY i LA różnic dużych nie było, bo dzięki Pani Eli Słobodzie – aktorki, która uczyła się w NY, te techniki doskonale zostały przeniesione do szkoły w Warszawie. I ta szkoła, choć prywatna, do pracy na planie naprawdę dobrze przygotowuje, jeśli tylko chcemy się zaangażować i wziąć z niej tyle, ile oferuje.

Największa różnica, która nie ukrywam, że mnie denerwuje to to, że w Polsce nadal poważnie traktowani są aktorzy po szkole teatralnej i oni głównie są brani pod uwagę jeśli chodzi o obsadę. W USA nie liczy się co skończyłeś, tylko ważne jest to, czy masz talent. Dwa - aktorstwo teatralne różni się od filmowego, dlatego nie wiem czemu, nadal aktorzy bez szkoły teatralnej często są dyskredytowani. Zauważam, że powoli się to zmienia, ale niestety zbyt wolno.
Monika kocha zwierzęta. / Fot. Fot. Z archiwum prywatnego Moniki Wilczak
Jak długo trwały te kursy? Co było w nich dla Pani najfajniejsze?

-Uczęszczałam na różne kursy praktycznie przez cały pobyt w Stanach, czyli przez półtora roku. Co było najfajniejsze? Mam wrażenie, że…wszystko :) Podejście do każdego indywidualnie, zachęcanie do walki, otwartość ludzi, spotkania z naprawdę interesującymi ludźmi, którzy czynnie uczestniczą w świecie amerykańskiego filmu. I ta niesamowita wiara w każdego – You Can do it!

Czy to, że była Pani ich uczestniczką, miało jakikolwiek wpływ na Pani pracę w zawodzie? Czy owocowało to dużą ilością ciekawych propozycji zawodowych?

-Tam niestety ze względu na rodzaj wizy którą miałam, nie mogłam pracować, ale pochwalić się mogę że dostałam propozycję zagrania w słynnym amerykańskim serialu, mała rola, ale zawsze i gdyby nie ten rodzaj wizy, kto wie :) Zostałam zaproszona na rozmowę do biura agenta w Beverly Hills, który mnie zauważył na warsztatach. Ale też wtedy wiza wyeliminowała początek współpracy, no i kończył mi się pobyt. A że byłam młoda, miałam 20 lat, (Jezu, to było 10 lat temu!) nie odważyłam się zaryzykować, zostać nielegalnie i „kombinować“. Tęskniłam za domem, bo byłam tam zupełnie sama. Teraz może zrobiłabym inaczej, ale co się odwlecze, to nie uciecze. Zawsze mówię, że wszystko dzieje się po coś. A Stany są głęboko w w moim sercu cały czas.
Uwielbia także podróżować. Jakiś czas temu odwiedziła Hollywood. / Fot. Fot.  Z archiwum prywatnego Moniki Wilczak
Pojawia się Pani w wielu produkcjach, jednak jedną z tych najbardziej znanych z Pani udziałem jest serial paradokumentalny „Pielęgniarki“, emitowany w Polsacie. Pamięta Pani, jak trafiła do produkcji?

-Poszłam na casting i zostałam wybrana do roli Ani Rogowskiej.

Jak sama nazwa wskazuje, wciela się Pani w rolę pielęgniarki. Czy odgrywając rolę pielęgniarki, musiała się Pani jakoś szczególnie przygotować? Jakich umiejętności musiała Pani nabyć?

-Na pewno podstawowej obsługi sprzętu medycznego. Nie były jakoś bardzo skomplikowane czynności. Najgorsze były pierwsze ujęcia, kiedy miałam grać, że pobieram krew dziewczynce. I to było dla mnie wyzwanie. Sama zawsze od małego, do teraz, słabnę lub mdleję na pobraniu krwi. Igła, strzykawka i żyły to dla mnie najgorszy „zestaw“. Mogę oglądać różne horrory, strzelaniny, ale to... No i ta scena była dla mnie naprawdę ciężka, pierwszy raz byłam tak zdenerwowana, że poleciały mi łzy, a to miało być tylko przyłożenie igły do małej rączki i gdyby nie to, że Leszek Koruszewicz, reżyser jest bardzo wyrozumiały i dał mi chwilę na oswojenie się, to nie wiem, jakbym to zagrała. No ale potem już przywykłam i nie było problemów.
Jest fanką kuchni wegańskiej. / Fot. Fot. Z archiwum prywatnego Moniki Wilczak
Co najbardziej podoba się Pani w roli pielęgniarki, a co jest najtrudniejsze?

-Podoba mi się to, że pokazuje jak ważna jest rola pielęgniarek, ich podejścia do pacjenta, bo w szpitalu to one są większość czasu z nimi opiekują się, rozmawiają, wspierają... Najtrudniejsze to właśnie to o czym wspomniałam wcześniej, czyli trudne sceny, jak choćby ta, z pobraniem krwi.

To tylko moje wrażenie, czy właśnie rola w serialu „Pielęgniarki“ przyniosła Pani największą rozpoznawalność?

-Myślę, że tak. Grałam w wielu produkcjach, lista jest długa, ale to właśnie stała rola w serialu pozwala na to że, ludzie mogą poznać lepiej aktora, zapamiętać, niż po jednorazowym czy kilkukrotnym pokazaniu się na ekranie.

Pojawia się Pani w wielu serialach, ostatnio wystąpiła Pani w kolejnym serialu medycznym – „Na Sygnale“. Tym razem w roli żony i córki. Lubi Pani seriale o tematyce medycznej?

-Lubię, chociaż nie są moim ulubionym gatunkiem. Czasem ta ilość krwi i strzykawek albo sama atmosfera szpitala, gdzie tyle ludzi choruje i cierpi źle na mnie wpływa. Nie ukrywam, że jestem bardzo wrażliwą i empatyczną osobą. Często płaczę kiedy widzę, że ktoś cierpi, czy w szpitalu, czy na ulicy, wzruszam się i boli mnie ta bezsilność, że czasem po prostu nie da się pomóc.

Moim zdaniem seriale medyczne są tymi najbardziej lubianymi przez widzów. Dlaczego?

-Może pokazują codzienność z jaką ludzie zmagają się na co dzień, ile ludzi cierpi, zmaga się z chorobami, dają nadzieję, kiedy uda się pokonać chorobę na ekranie, może się udać także w życiu.

Jeśli jednak spojrzeć na to z perspektywy widza, to jakie produkcje najbardziej się Pani podobają? Wybiera Pani komedie, czy filmy dokumentalne?

-Jestem ogromną romantyczką więc nie ukrywam, że uwielbiam dramaty, komedie romantyczne. Ale uwilelbiam też musicale no i dobre horrory, które wywołują u mnie gęsią skórkę.

Jakie role preferuje Pani jako aktorka? Lubi bardziej Pani grać role śmieszne, czy skomplikowane, takie, nad którymi trzeba bardziej popracować?

-Typem komika raczej nie jestem, nigdy nie potrafiłam opowiadać dowcipów, więc może nie role śmieszne. Ale w komedii wcale nie trzeba grać śmiesznie bo, tu już bazuje się na niuansach i i czasem im poważniej zagra się śmieszną scenę tym lepiej wychodzi. Lubię pracować nad rolami ciężkimi, są wyzwaniem i zawsze coś wnoszą do naszego życia. Ale też czasem przyjemnie zagrać coś lżejszego w takiej komedii romantycznej i się świetnie bawić.

Ma Pani coś takiego, jak rola wymarzona? Jak mogłaby wyglądać?

-Tu naprawdę często się zastanawiam bo dramaty, filmy historyczne, komedie romantyczne, a nawet horrory, są czymś, w czym chętnie bym zagrała, ale nie ukrywam, że bardzo chciałabym zagrać też w dramacie pokroju „Dirty Dancing“, „Notebook“, „Bodyguard“, czy „Titanic“ to jest coś, w czym na pewno czułabym się dobrze :) Ach, i jakaś ekranizacja bajki Disneya ... spełnienie dziecięcych marzeń. Bo mimo, że praca przy filmie to ciężka praca sprawia, że jeżeli na 100% wejdziesz w buty postaci, możesz przenieść się do innego świata, nierzadko do krainy marzeń... jeśli nie mówimy teraz o horrorze (Śmiech.)

Dlatego tak kocham film. Bo grasz w „autentycznych“ miejscach a nie jak w teatrze, na scenie w jednym miejscu, które odgrywa wszystko, co często pięknie się udaje, ale dla mnie to jednak ta magia kamery to jest to.

Z jakimi aktorami chciałaby Pani wystąpić w jednej produkcji? Czy ma Pani nazwisko reżysera, u kogo chciałaby Pani zagrać?

Och, od młodych lat James Cameron, Martin Scorsese, Steven Spielberg... wielkie marzenia ale mówię z głębi serca jak jest :) Jeśli chodzi o twórców z Polski, marzeniem było zagrać u św. pamięci Pana Andrzeja Wajdy, to się już nie spełni, ale przynajmniej miałam przyjemność poznać go osobiście, niesamowity człowiek. Chciałabym zagrać w filmie Agnieszki Holland i ponownie popracować z Magdaleną Łazarekiewicz.
Zagrać u boku Meryl Streep, to królowa! Mogłabym nawet statystować u jej boku i podpatrywać jak tworzy! A potem lista już jest długa :) (Śmiech.)

Opowie Pani coś o najbliższych planach zawodowych?

-Obecnie łączę dwa zawody gram sporadycznie w serialach i pracuję w redakcji przy programach zagranicznych. Może to przerodzi się w prowadzenie jakiegoś programu, np. zagranicznego. Tym zaraziła mnie Martyna Wojciechowska, z którą byłam kilkanaście dni w Maroku w Misja Martyna II. Ona przekonała mnie, by walczyć o swoje, więc po powrocie z wyprawy rzuciłam studia zarządzania, byłam na nich raptem trzy miesiące i wyjechałam do USA. Fajnie byłoby połączyć dwie pasje - aktorstwo z podróżowaniem. Kto wie, może się uda. Mogłabym też prowadzić program o zwierzętach lub związany z kuchnią wegańską. Bo to jest coś, czym żyję na co dzień :) Co przyniesie przyszłość? Nie wiem, ale jestem otwarta na to, co los mi da :) Lubię zmiany.
Z jednym z ukochanych psiaków. / Fot. Fot. Z archiwum prywatnego Moniki Wilczak
Motto

-„Everything happens for a reason" tłum. „Wszystko dzieje się po coś“; „Nic nie dzieje się bez przyczyny“.

(Rozmawiała Mariola Morcinková)









Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.