Facebook Google+ Twitter

Monolog "Do nowego anioła". Recenzja książki Arno Bohlmeijera

"Pośród sprzeczności i zamętu niebo tak bardzo zbliżyło się do ziemi, że zapragnąłem to pokazać, dzieląc się moimi przeżyciami." - tak Arno Bohlmeijer zaczyna monolog, który staje się bolesnym zapisem jego pożegnania z żoną.

Wyobraźmy sobie przepełnioną ciszą, zimną, grudniową noc. Po jednej z wielu holenderskich dróg jedzie nie tak dawno odrestaurowane volvo, a w nim czteroosobowa rodzina: młode małżeństwo z dwójką dzieci: sześcio- i dziewięciolatką. Dziewczynki wygłupiają się na tylnym siedzeniu, głośno dzielą się wrażeniami z przyjęcia urodzinowego, z którego wracają. Prowadzący auto ojciec śmieje się razem z nimi, spoglądając na swoją piękną i zmęczoną żonę, zapatrzoną w oświetloną samochodowymi reflektorami drogę. W pewnym momencie starsza córka zadaje mężczyźnie pytanie. Ten odwraca twarz w jej stronę i w tej samej chwili następuje gwałtowne uderzenie. Od tej pory cała czwórka musi zacząć życie od nowa.

Ta historia stała się udziałem Arno Bohlmeijera, holenderskiego pisarza książek zarówno dla dzieci, jak i dorosłych. W 1992 r. w wyniku wypadku samochodowego stracił żonę. Doświadczenie to wywarło wielki wpływ nie tylko na życie jego rodziny, ale i twórczość. „Do nowego anioła” jest próbą zmierzenia się z tym tragicznym wydarzeniem. Ponieważ fabuła jest ujęta w formie monologu wewnętrznego, czy nawet listu do żony Marian, trudno mi nazwać tę pozycję powieścią czy nawet opowiadaniem.

Już od pierwszych słów czytelnik może się bardziej poczuć świadkiem czyjejś spowiedzi, niż odbiorcą utworu literackiego. Bohlmeijer w bardzo osobisty bowiem sposób, opowiada swojej zmarłej żonie, o wszystkich uczuciach i doświadczeniach, które stały się jego udziałem w te tragiczne grudniowe dni, kiedy czekał na jej śmierć. Czytelnik, po początkowym zawstydzeniu, pokonaniu oporu przed wciąganiem go w tak osobiste sprawy obcej mu rodziny, nawet nie wie kiedy staje się jej członkiem. Autor, choć na pierwszy rzut oka wydaje się, że zupełnie lekceważy jego obecność, świadomie czyni go świadkiem pożegnania z ukochaną, a tym samym obdarza wielkim zaufaniem. Pozwala czytelnikowi poczuć się jego najbliższym przyjacielem, uczy empatii.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Polecam swoją recenzję link

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.