Facebook Google+ Twitter

Monstrum z Monachium

Oto potwór. Potężne monstrum, które nie patrzy co staje na jego przeszkodzie tylko miażdży. Rozdeptuje wszystko książkowo, schematycznie, jak by ktoś wcześniej dokładnie to całe zgniatanie zaprogramował.

Powoli, gdzieś zza mgły, którą spowiły kłęby dymu wyłaniające się spod kół rozpędzonych maszyn, krystalizuje się pewien scenariusz. Według niego niemieckie kluby, z Bayernem Monachium na czele, w najbliższych latach będą odgrywać ważniejszą niż do tej pory rolę w europejskim futbolu. Świadczy o tym fakt, że Bundesliga cieszy się coraz większą popularnością wśród kibiców, a kluby w przeciwieństwie do angielskich czy hiszpańskich, nie mają długów. Te sygnały spostrzegł Guardiola, który zdecydował się na posadę motorniczego w monachijskim ekspresie. Ktoś ten pociąg rozpędził, ktoś wyprostował tory, by droga do celu nie byłą zbyt kręta, teraz Pep musi tylko wsiąść do tej maszyny i… nic nie zepsuć. − Tak pisałem osiem miesięcy temu o wzrastającej potędze Bayernu Monachium w artykule pod tytułem Ekspresem do sukcesu. Dziś nadszedł czas na zweryfikowanie tych słów. Niech więc przemówią osiągnięcia.

Po pierwsze Bayern Monachium wygrał w minionym sezonie Ligę Mistrzów jeszcze pod wodzą Juppa Heynckessa. Potem do pociągu wskoczył Guardiola i na dzień dobry wygrał Superpuchar Europy. Następnie rozpoczął się futbolowy koncert w lidze niemieckiej oraz monachijska uwertura w Lidze Mistrzów. Dwa mecze, dwa zwycięstwa, sześć bramek zdobytych, jedna stracona − to dotychczasowy bilans podopiecznych Josepa Guardioli w rozgrywkach Champions League. Ale wyniki wynikami, tu chodzi o coś innego.

Kto oglądał mecz Bayernu z Manchesterem City dokładnie wie o czym mowa. Bayern wcielił się wówczas w coś w rodzaju potężnej maszyny kroczącej rodem z filmu "Wojna światów". Ta maszyna niszczyła wszystko co napotkała na swojej drodze i nie pozostawiała żadnej nadziei na ucieczkę. Owszem, tej drużynie zdarzają się momenty słabości, ale powiedzmy, że ta wielka maszyna krocząca przystaje wówczas na chwilę by naładować baterię. A po chwili odpoczynku znów miażdży, tak jak zmiażdżyła City.

Mecz pomiędzy tymi drużynami rozstrzygnął się bardzo szybko i kto wie jakby się to skończyło, gdyby monachijczycy kierowali się żądzą odniesienia jak najwyższego zwycięstwa. Podopieczni Guardioli skupili się jednak na szlifowaniu pewnych elementów gry: długiego utrzymywania się przy piłce, gry z pierwszej piłki, wychodzenia na pozycję i poszukiwaniu rozwiązań w trójkącie. Ten trening był bardzo cenny, bowiem piłkarze Bayernu bawili się z zawodowcami o uznanej reputacji. Słowo "Bawili się" jest tutaj użyte celowo, bo oglądając mecz nie można było oprzeć się wrażeniu, że zawodnicy w czerwonych strojach wyszli na drugą połowę, żeby trochę się rozerwać.

Potężna siła Bayernu robi wrażenie i na tę chwilę jest to bez wątpienia najlepszy zespół świata. Jednak najlepsze zespoły nie zawsze wygrywają najważniejsze spotkania. Zdarzają się czasem wypadki losowe, dziwne zbiegi okoliczności, czy mecze z gatunku "Z Archiwum X", po których najlepsza drużyna staje sie wielkim przegranym. Zdarza się też, że zwyczajnie trafia na godnego siebie przeciwnika, z którym nie zawsze sobie radzi. Sądząc po początkowej fazie sezonu 2013/14 taka drużyna już się pojawiła na horyzoncie i pozostaje tylko zadać sobie pytanie czy wytrzyma ona niesamowite tempo Bayernu. Już dzisiaj można robić zakłady u bukmachera, że wcześniej czy później niemiecka maszyna zmierzy sie w Lidze Mistrzó z Arsenalem Londyn i kto wie, być może w tym spotkaniu pewien Niemiec zamknie jeden rozdział w europejskim futbolu i rozpocznie kolejny. Dokładnie tak jak przed rokiem Bayern zamknął rozdział o nazwie FC Barcelona.

Monstrum z Monachium - Futbolplanet.com.pl

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.