Facebook Google+ Twitter

Mordercy na polskich drogach

Nie mam zamiaru nikogo obwiniać za stan naszych dróg i brak autostrad. Nie jest to artykuł o odpowiedzialności za poziom rozwoju kraju w tej dziedzinie.

Nie chcę pisać o polityce, ale żeby uciąć niepotrzebne docinki z podziałem na „komunę” i tych dobrych, to raz na zawsze chcę przypomnieć, że PRL-u nie ma już od prawie dwudziestu lat. W tym samym okresie we Francji wybudowano ponad 3000 kilometrów autostrad, a nie będę wspominał o drogach ekspresowych.
Nie o tym miałem pisać! Nie będę również pisał o micie „czarnej wołgi”, chodzi tutaj o poważną sprawę.

Wszyscy jesteśmy świadkami akcji prowadzonych przez policję, która poluje na pijanych piratów drogowych. Mówią o tym media, o liczbie zatrzymanych kierowców po jednym „głębszym”, o ofiarach śmiertelnych i o rannych w wypadkach spowodowanych przez pijanych morderców. Wszyscy przyklaskujemy takim spektakularnym działaniom i ganimy pijaków za kółkiem.

 / Fot. Fot. Jacek WistNie będę powtarzał, co już wielokrotnie było omawiane i przedstawiane opinii publicznej. Chciałbym zwrócić uwagę na innych morderców grasujących na polskich drogach. Chodzi oczywiście o bezmyślnych, łamiących wszelkiego rodzaju przepisy kierowców bez wyobraźni o niesamowicie niskim ilorazie inteligencji. Jestem użytkownikiem drogi jak każdy z nas. Najczęściej poruszam się samochodem przy okazji będąc świadkiem sytuacji mrożących krew w żyłach. Na naszych drogach jeżdżą bezkarnie mordercy. Nie sposób jest opisać wszystkie ich zachowania na drogach. Niby w Polsce istnieją i obowiązują przepisy zawarte w kodeksie drogowym, jednakże w rzeczywistości prawie nikt ich nie przestrzega! Na próżno też szukać stróżów prawa, którzy poza obowiązkowymi, medialnymi akcjami nie kwapią się do pracy.

Z własnego doświadczenia wiem jak trudno jest nie ugiąć się presji innych kierowców, gdy światłami daje wam się znak, żeby zjechać na bok. Na mnie to nie działa. Zawsze stosuję się do przepisów drogowych z ograniczeniem szybkości włącznie. Jeżdżąc po polskich drogach odnoszę wrażenie, że toczę walkę z wiatrakami. Bez przerwy jestem świadkiem wyprzedania na ciągłej linii (podwójnej też), podejrzewam, że gdyby nawet ich dziesięć się namalowało to i tak nic by to nie dało. Wyprzedzania na ciągłych liniach, na zakrętach, na przejściach dla pieszych, a także na skrzyżowaniach, to codzienność.  / Fot. Fot. Jacek WistNie wzrusza mnie to i jadę dalej przed siebie. Jadę w ten sposób, że denerwuję innych nie zjeżdżając na pobocze! Widzę pieklenie się w lusterku, kierowców ciężarówek, kierowców pojazdów osobowych, mężczyzn i kobiet w różnym wieku. Takie zachowanie nie dotyczy wyłącznie panów z łysymi głowami o szerokich karkach, rozbijających się czarnymi „beemwicami”! Nie ma reguły, co do wieku, a powiedzenie, że młodzi jeżdżą jak szaleńcy pasuje także do osób starszych.

Z pewnością klną na wariata z Francji, który nie zna się na regułach jazdy w Polsce i czekają na moment, kiedy będzie można wyprzedzić nie bacząc na przepisy, warunki na drodze i w szczególności na bezpieczeństwo innych użytkowników drogi! Liczy się każda zyskana sekunda, która przybliża potencjalnego mordercę do celu.

 / Fot. Fot. Jacek WistZa śmierć niewinnych ludzi obwiniam tych, którzy to robią oraz tych, którzy im to ułatwiają. Zjeżdżanie na pobocze i przepuszczanie piratów drogowych, nie oznacza kultury w jeździe, oznacza przyzwolenie na niebezpieczne manewry wyprzedzania na „trzeciego” ,a nawet na „czwartego”! Osobiście zjeżdżam z drogi tylko żeby uniknąć czołowego zderzenia, wyższa konieczność. Nie zjeżdżam, żeby „zapraszać” do wyprzedzania mnie, robiąc tak, brałbym czynny udział w ewentualnym morderstwie. Nie chcę mieć na sumieniu niewinnych ludzi, małe dzieci idące poboczem do szkoły czy rowerzystę jadącego do pracy!

Zwalniam, gdy jest ograniczenie do 50 kilometrów na godzinę nie dlatego, że znajduje się tam fotoradar, ale dlatego, że ludzie, którzy mieszkają w tych miejscowościach mają prawo żyć normalnie, a nie w strachu o własne i swoich dzieci życie. Ilu jest takich, co to nie obchodzi, pod pretekstem, że się spieszą? Nie obchodzi ich do czasu, gdy w tragicznym wypadku ginie im ktoś bliski. Dopiero, gdy tragedia dotyka osobiście krzyczą wniebogłosy i o pomstę do nieba wołają. Wówczas zdają sobie sprawę, że na drodze nie tylko pijani kierowcy stwarzają zagrożenie, ale każdy kierowca, który nie przestrzega obowiązujących przepisów. Po prostu brak wyobraźni! Wypada również wspomnieć o przejeżdżaniu na czerwonym świetle, nieprzepuszczaniu ludzi na przejściach dla pieszych i „ocieraniu” się o rowerzystów a także o wyprzedzaniu po prawej stronie! Doświadczyłem tego dwukrotnie!

Gdy słyszę lub czytam w mediach, że w wypadku zginęło tyle a tyle osób, a policja stara się wyjaśnić przyczyny wypadku, na razie informując, że: „…kierowca z niewiadomych przyczyn zjechał nagle na przeciwległy pas…” to włos się jeży na głowie. Jak to nie wiadomo, z jakich przyczyn? Z pospolitej głupoty, chcąc dojechać do domu 5 minut wcześniej, a przy okazji zabił niewinne osoby. Nie żal mi wariata, który sam zginie na przydrożnym drzewie czy słupie. Żal mi tych wszystkich, którzy jak my są użytkownikami polskich dróg, ale znaleźli się w nieodpowiedniej chwili i w nieodpowiednim miejscu. Nie tylko alkohol zabija na drogach, ale i pospolita głupota!

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (14):

Sortuj komentarze:

Potrzebny artykuł, bo temat ważki, rzeczywistość na polskich drogach przerażająca +

Komentarz został ukrytyrozwiń

Widzę, że nie jestem sam :) Niestety więcej nas trzeba, żeby coś zmienić!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Bardzo podoba mi się postawa autora tekstu. Jest nas już na pewno dwóch. Ja też jeżdżę "złośliwie" zgodnie z przepisami (łącznie z tymi o max 90 km/h) wiedząc, że doprowadza to wielu innych użytkowników drogi do szewskiej pasji. Jestem zwolennikiem poszanowania istniejącego prawa, a jeśli jest złe lub nie życiowe to jego zmiany. Ale puki obowiązuje to nie przyjmuje argumentów typu "jeżdżę tak jak wszyscy". Nagminność wykorzenia nie stanowi jego usprawiedliwienia. Jeżeli uważamy że powinniśmy po naszych drogach mieć możliwość jazdy 150 km/h to zmieńmy ustawę ale puki jest to szanujmy. Lekceważenie prawa i przyzwolenie społeczne na to lekceważenie rodzi inne nadużycia. Dziwimy się, że kierowca jedzie pijany. A jaka jet różnica w poczytalności i możliwość panowania nad pojazdem kierowcy jadącego nawet "tylko 120 km/h, a pijanym jadący 60 km/h? Jaka jest różnica między mordercą zabijającym matkę z dziećmi, a facetem, który wyprzedzając na podwójnej ciągłej zabija rodzinę jadącą samochodem z naprzeciwka?

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 26.09.2008 11:03

na plus;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Oczywiście rozumiem pewne zachowania na drodze. Nie każdego, który zjeżdża obwiniam, ja też najlepiej bym to robił gdy mi siedzi ktoś na zderzaku i się pieni. Niestety takie zachowania są bardzo niebezpieczne, ponieważ ty robisz to w miejscach, gdzie jest widoczność. Widziałem na własne oczy jak ludzie to robią przy widoczności "zero" i tu właśnie jest problem!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jacek, nie zgadzam się z zachowaniem w stosunku do szaleńców z tyłu. Chodzi mi o zjeżdżanie i ustępowanie miejsca.
Jeżeli widzę przed sobą wolne pobocze, to zjeżdżam. I bynajmniej nie czuję się jeszcze współwinnym.
Nie dajmy się zwariować. W ten sposób można uczynić się współwinnym w niemal każdej sytuacji.
Dlaczego zjeżdżam? Dlatego, ze jeżeli nie zjadę, to mam wariata na tylnym zderzaku, wkurzonego i sprowokowanego do nerwowych ruchów. Będzie próbował jak najszybciej mnie wyprzedzić i to być może właśnie w sytuacji, gdzie będzie ładował się na trzeciego, albo wręcz na czołówkę. I co wtedy, gdy jedynym wyjściem będzie zjechać, a pobocze okaże się zajęte? To ja już wolę zjeżdżać wtedy kiedy mogę.
Droga to nie miejsce na "wychowywanie" kierowców. Trzeba rozwiązywać tylko i wyłącznie aktualne, bieżące problemy.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Brak wyobraźni, ale i duży brak umiejętności, spowodowany złym szkoleniem - testy egzaminacyjne wykute na blachę (bez zrozumienia), egzamin zdany za 6 podejściem, a czego można się nuczyć w czasie 30 godzin nauki jazdy? W efekcie młodzi (zazwyczaj) ludzie uczą się jeździć dopiero wtedy, gdy mają już prawo jazdy. Osobiście spotkałem się na drodze ekspresowej z panią jadącą prawym pasem, która nagle skręciła w lewo przejeżdżając całe skrzyżowanie. Dobrze, że też przestrzegam przepisów, więc zdążyłem wyhamować, bo przejechała mi tuż przed maską. Zapach palonej gumy, za mną też pisk opon. Pani miała szczęście, że w przeciwnym kierunku nie jechał żaden samochód, więc spokojnie udało jej się pojechać dalej. Też skręcałem na tym skrzyżowaniu w lewo, ale pościgu nie podejmowałem, choć przyznaję, że taki był mój pierwszy odruch. Dobry temat w ciekawym ujęciu. (+)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Osobiście jeżdżę do 100 km/h przy 90 dozwolonych, jednakże ktoś kto jedzie przede mną 50 na godzinę wcale mi nie przeszkadza, bo nie każdy lubi jeździć "szybko". Czekam cierpliwie na możliwość wyprzedzenia i na prawdę nie lubię jak mi się zjeżdża na pobocze.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Z jednej strony zastanawiam się jak jeździ autor artykułu. Z drugiej jednak moim zdaniem gnanie na wariata nie ma najmniejszego sensu, w trasie zazwyczaj jeżdżę z prędkością około 100 - 120 km/h tak jak większość użytkowników drogi i to sprawia, że ruch jest płynny. Zdarzają się jednak "kozacy", którzy pędzą na złamanie karku o wiele szybciej... nie dość, że narażają życie i zdrowie swoje i innych (pół biedy jak tylko swoje), ale na dodatek zazwyczaj kawałek później w jakiejś mniejszej mieścinie stoją w korku lub na światłach razem z tymi, których wyprzedzali. I po co to?

Komentarz został ukrytyrozwiń

na plus;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.