Facebook Google+ Twitter

Mordercy przyrody

Wyobraźmy sobie, że przyroda ma już serdecznie dość naszej obecności. Drzewa nagle ożywają. Biorą do ręki siekiery, ciężki sprzęt i mordują ludzi bez mrugnięcia liściem.

Zdjęcie pobrane ze strony http://www.swiatkwiatow.pl/userfiles/image/brzoza4.jpg / Fot. Świat kwiatówDroga ludzkości. Uderzmy się w pierś. Przypomnijmy sobie wszystkie przewinienia, jakie popełniliśmy wobec przyrody - wycinanie lasów, wypalanie łąk, kłusownictwo, sztuczne modyfikacje żywności, próby jądrowe, trucie spalinami, odpadami, ropą, zaśmiecanie i wiele innych gwoździ, jakie wbiliśmy Matce Naturze. Wyobraźmy sobie, że przyroda ma już serdecznie dość naszej obecności. Drzewa nagle ożywają. Biorą do ręki siekiery, ciężki sprzęt i mordują ludzi bez mrugnięcia liściem. Osoby, które oglądały trylogię "Władcę pierścieni" część trzecią ("Powrót króla") wiedzą, że mam tu na myśli atak Entów (starych, mądrych drzew) na Isengard (siedzibę zła), gdzie drzewa zemściły się, na swoich oprawcach - orkach, za wycinanie swoich bliskich w czasie działań wojennych skierowanych przeciwko całemu Śródziemiu.

Co zmusiło mnie to takich makabrycznych przemyśleń? Poczułam się zszokowana, zażenowana, kiedy spółdzielnia, do której należy blok, w którym mieszkam od urodzenia, zakomunikowała mi, że zamierza wyciąć 4 brzozy posadzone 16 lat temu przez moją mamę na pustym trawniku. Powód wywołał u mnie zniesmaczenie, zgorszenie i całą gamę emocji oburzenia. Okazało się, że sąsiad napisał taką prośbę do spółdzielni, ponieważ jego wnuczka ma alergię!!! Państwo sobie spróbują wyobrazić, że każdy alergik wycina drzewa, na które ma uczulenie, zamiast zwyczajnie się odczulić. To jest taka bezczelność i karygodny brak poszanowania dla przyrody, że nie mam słów oburzenia, to znaczy mam, ale nie nadają się na publiczne udostępnienie. Sąsiad sprowadził się kilka lat temu, czyli, brzozy były posadzone zdecydowanie wcześniej, były tu pierwsze i należy się im prawo dalszego zamieszkiwania trawnika. Sąsiad jest zwykłym prymitywem, chamem i degeneratem. Kilka lat temu mieli pieska - wilczurka. Jak urósł, to oddali go (mam nadzieję, że nie wyrzucili w lesie), bo nie mieli dla niego czasu, nie przewidzieli, że pies to obowiązki. Widziałam jak bestialsko ciągnął tego psa za smycz do domu. Pies nawet nie zdążył porządnie załatwić swojej potrzeby. Potem córka sąsiada przyniosła w brzuchu niespodziankę do domu. Mi byłby wstyd, że tak źle wychowałam córkę, ale sąsiad uważa, że wnuczka bez ojca to taki powód do dumy, że skoro ma alergię, to trzeba wyciąć wszystkie drzewa, na które na uczulenie. Abstrahując, będzie musiał wyciąć drzewa również w pobliskim parku, w przedszkolu, potem przy szkole podstawowej, gimnazjum i wszędzie tam, gdzie pojedzie na wakacje. Poinformowałam spółdzielnię, że muszę mieć zgodę od prezydenta Wrocławia w Wydziale Środowiska i Rolnictwa.. Sąsiad jest pewny, że zgodę dostanie, bo ma zaświadczenie od lekarza o alergii wnuczki. Nie wiem, czy mam w tym miejscu się uśmiać po pachy, czy wyć do księżyca. Normalnie ręce i szczęka mi opadły. Każdy wie, że takie zaświadczenie można sobie załatwić. Sąsiad nie zachowuje się jak dorosły, myślący facet, tylko nastolatek, który skołował sobie zaświadczanie na opuszczony sprawdzian i uważa, że powinien za to dostać Nobla. Tak samo można poddać w wątpliwość stopień inteligencji i logicznego myślenie zarządu spółdzielni. Oni powinni działać obiektywnie, zgodnie z prawem. Powinni odrzucić takie bezpodstawne, śmieszne, groteskowe żądanie od sąsiada. Spółdzielnia nie ma chyba na co kasy wydawać, wycięcie kosztuje ok 1.800,00 zł, a podjazd i chodnik kuleją od lat!!! Klatka schodowa obdrapana, schody drewniane, powojenne... Sąsiad był kiedyś w zarządzie, dlatego uważa, że ma nadal władzę i dostanie zgodę. Zarząd ewidentnie trzyma jego stronę, nawet przeinacza fakty w piśmie do Wydziału Rolnictwa i Środowiska. Pisze, że osoby mają alergię, to jawne, celowe oszustwo. Wiadomo, że chodzi tylko o jedną osobę. Nikogo z nich nie obchodzi przyroda, ani los tych brzóz. Aż wstyd, że Ziemia nosi takich ludzi...Sprawa jest w Wydziale Rolnictwa i Środowiska. Wierzę, że Wydziałowi zależy naprawdę na zieleni Wrocławia. Przepisy mówią wyraźnie, że drzew powyżej 10. roku się nie wycina. Czytałam paragrafy, nie ma tam żadnego punku traktującego o wycinaniu drzew z powodu czyjejś alergii, jednak czy wygra sprawiedliwość, czy układy ?

Proszę o wsparcie dla mojej sprawy, polecenie osób, instytucji, które wstawią się za mną i brzozami. Dla mojej mamy te brzozy są jak dzieci...Wyobraźcie sobie, że ktoś chce zabić wasze dzieci, bo na przykład zachowują się głośno... Ile z Was ma dobre serce i dokarmia koty? Ilu z Was spotkały nieprzyjemności z Twego powodu, skargi, groźby, celowe brudzenie wycieraczki ? Nie dajmy takim sąsiadom zabijać całego Świata według ich chorego widzimisię. To również Nasz Świat, nasze potrzeby. Mamy prawo sadzić drzewa i pomagać zwierzętom.

Ja chcę żyć w symbiozie z przyrodą, chcę czerpać zdrowie od brzóz, a nie skażone powietrze od toksycznego sąsiada. Rośliny podobnie jak zwierzęta są najbardziej wartościowszymi, bezwarunkowymi przyjaciółmi w naszym życiu. Nie zdradzą, nie zranią, są szczere, pomocne, mają działanie zdrowotne. Pamiętajmy o tym, kiedy będziemy deptać kwiatek na trawniku...Mordercom przyrody mówimy zdecydowanie NIE!!!

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.