Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

1401 miejsce

Mordercza selekcja komandosów GROM: "Siadały kolana, jak ołów ciążyły plecaki"

Niedawno media rozpisywały się o śmierci trzech kandydatów do służb specjalnych SAS. Polska wzoruje się na rozwiązaniach zagranicznych służb, a determinacja młodych, by stać się członkiem GROM-u, może brać górę nad zdrowym rozsądkiem.

By zacząć służbę w SAS najpierw trzeba przeżyć testy. Słyną one z ogromnego obciążenia psychofizycznego i tylko nieliczni są w stanie sprostać wysokim wymaganiom. Jednym z etapów są marsze przez wzgórza Walii. Nie udało się tego dokonać ostatnim śmiałkom. 30 lipca zmarł trzeci kandydat do elitarnej brytyjskiej jednostki komandosów SAS. Doszło do tego po trwającym cztery tygodnie, wyczerpującym procesie selekcji w górach. Wysokie temperatury, konieczność szybkiego maszerowania, niewielkie zapasy i skrajne wyczerpanie mogły być powodem zgonu. Pozostali dwaj również zmarli po zasłabnięciu w trakcie testu. Rozwiązania szkoleniowe stosowane przez SAS są wzorem dla innych państw, także dla Polski.

Mordercze sprawdziany w Bieszczadach

W Polsce funkcjonuje specjalna Jednostka Wojskowa Grom. Selekcja kandydatów to formuła, która łączy rozwiązania brytyjskie, amerykańskie i własne doświadczenia. W pierwszym etapie na terenie Warszawy, chętni poddani są sprawdzianowi fizycznemu. Muszą wykazać się dobrym czasem w przebiegnięciu 100 metrów i kolejno 3 kilometrów. Ponadto podciągają się na drążku, wykonują skrętoskłony, pływają, nurkują czy wspinają się po linie. Sprawdzian formy fizycznej kandydatów daleko odbiega od standardowych zajęć z WF-u, a to dopiero początek. Przyszli komandosi muszą sprawdzić się w walce wręcz i nie zaszkodzi też dobra orientacja w terenie. Potem czeka na nich część psychologiczna, a mianowicie sprawdzenie ich odporności na lęk i odwagi.

Po pomyślnym przejściu tego etapu, kandydaci udają się na morderczy sprawdzian charakteru w Bieszczadach. Tydzień marszów połączony jest z pobudkami w środku nocy i sprawdzaniem znajomości topografii. Ten tygodniowy obóz urozmaica forsowanie rzeki i przejście potoku po tzw. „moście komandosa” czyli zawieszonej linie. O procesie selekcji opowiada jedna z uczestniczek marszu: „Trudno było to wytrzymać fizycznie. Od marszów po górach siadały kolana, jak ołów ciążyły plecaki. Wielu ludzi odpadło. Albo dotarli na miejsce postoju po czasie, albo zniechęceni i zmordowani sami oddawali opaski z numerem. Całość wieńczył nocny pięćdziesięciokilometrowy maraton. Z mojej grupy do końca dotrwało 12 osób. Ja byłam gdzieś na 5.- 6. miejscu" - opowiada jedna z kandydatek dla wp.

W Polsce "nie było takiego przypadku, żeby ktoś zmarł"

Dla TVN24 smierć zmarłych brytyjskich żołnierzy skomentował ppłk Jarosław Garstka, były zastępca dowódcy jednostki GROM. Jego zdaniem zabrakło „pewnej formy kontroli”, a także zaszkodził brak samokrytycyzmu i przecenienie własnych możliwości: "Ich motywacja była być może duża, a z ich organizmami było już kiepsko. A oni starali się iść dalej”- ocenia. Zapewnia także, że w Polce nigdy nie doszło do podobnej tragedii: „Nie było takiego przypadku żeby ktoś zmarł”. Bezpieczeństwo selekcji potwierdza Hubert Królikowski, który pisał o polskich służbach: „Selekcja wbrew pozorom, nie doprowadza do skrajnego wyczerpania, co potwierdzają lekarze biorący udział w ćwiczeniach. Jej uczestnicy odnoszą drobne kontuzje, są zmęczeni, trochę odwodnieni. Można ją przejść przy odpowiednim samozaparciu. To tylko tydzień zwiększonego wysiłku. Potem następują lata ciężkiej pracy, kiedy już niczego nie można udawać”.

Wszyscy chętni powinni cechować się wytrzymałością ogólną i siłową. Pomagają też dodatkowe umiejętności, m.in. pływanie, znajomość sztuk walki oraz wiedza z zakresu alpinistyki. Sprawność fizyczna to jednak nie wszystko - jak mówi płk Roman Polko, dawny dowódca GROM-u: „Kandydaci powinni być inteligentni (wskazane wyższe wykształcenie), profesjonalni w różnych dziedzinach. W najbardziej stresujących sytuacjach muszą zachować trzeźwe i analityczne myślenie, a nawet pogodę ducha”.

Jednostka Wojskowa GROM dziedziczy tradycje legendarnych Cichociemnych Spadochroniarzy Armii Krajowej, a służba w niej to ogromny prestiż. Nie dziwi więc fakt, że wielu młodych ludzi, zdeterminowanych do uzyskania miejsca w służbie, zapomina o zdrowym rozsądku. Tak, jak to było w przypadku brytyjskich żołnierzy.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

"Mordercze sprawdziany w Bieszczadach", to chyba sprawdziany dla uczestników szkoły przetrwania, a nie dla jednostek typu "Grom"...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Kilka dni temu czytałam ksiazkę "Snajper. Opowieść komandosa SEAL Team Six".
Hasłem najbardziej elitarnych oddziałów Navy Seals jest: „Jedyny łatwy dzień był wczoraj” .
Determinacja tych żołnierzy,aby zaliczyć kolejne, mordercze ćwiczenia, po to, aby być uczestnikiem najtrudniejszych operacji wojskowych jest równie nieprawdopodobna jak ich późniejsza skuteczność. To są super inteligentne maszyny do zabijania.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jest to jakaś pożywka dla podstarzałych agresywnych pacyfistów.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.