Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

156039 miejsce

Morderstwo czy wybawienie?

Po raz kolejny wraca kwestia co robić z osobami, które są w śpiączce od wielu lat. Utrzymywać je w stanie wegetacji czy pozwolić umrzeć? Czy odłączenie od aparatury podtrzymującej życie jest aktem miłosierdzia, czy może morderstwem?

Sonda

Czy jesteś za utworzeniem tzw. testamentu życia?

Problem, jak postępować w przypadku, gdy nie ma praktycznie żadnych szans nie tylko na powrót do normalnego życia, ale przede wszystkim na odzyskanie świadomości, powrócił w ostatnich tygodniach za sprawą Eluany Englaro. Po wypadku samochodowym w 1992 roku Włoszka była cały czas w stanie wegetatywnym. Jej ojciec od lat walczył o to, żeby córka mogła w spokoju umrzeć. W końcu sąd przyznał mu takie prawo. Jednak jego postawa, wydawałoby się humanitarna, spotkała się z ostrą krytyką społeczeństwa, które nie pozwoliło ojcu zadecydować o losie córki. W sprawę zaangażowali się czołowi włoscy politycy, z Silvio Berlusconim na czele. Oczywiście opowiedzieli się za tym, aby nie odłączać Eluany od aparatury. Włoską prawicę poparł papież Benedykt XVI. Rząd rozpoczął w trybie przyspieszonym prace nad ustawą, która miała nie dopuścić do śmierci Włoszki. Jednak po odłączeniu od aparatury, choć Włoszka miała żyć przez około tydzień, zmarła po trzech dniach. Ale dyskusja nad tym co jest życiem, co wegetacją, co zabójstwem a co wybawieniem, trwa nadal. I dobrze. Może zostaną wreszcie wypracowane jakieś odpowiednie normy prawne.

Dzisiejsze problemy etyczne mają w dużej mierze swoje źródło w postępie cywilizacyjnym. Kilkadziesiąt lat temu po prostu nie było możliwości utrzymywać kogoś przy życiu w sztuczny sposób. Nie było odpowiedniej aparatury, odpowiednich medykamentów. Dziś chyba nie trudno sobie wyobrazić, że w nieodległej przyszłości w stanie wegetatywnym będzie można utrzymywać człowieka przez powiedzmy 50 czy więcej lat. Czy mamy moralne prawo, jako społeczeństwo, zmuszać kogoś do życia? A z drugiej strony czy możemy zadecydować o odłączeniu? Jedynym bodaj przedstawicielem polskiego kościoła, który zdaje sobie sprawę z zawiłości jakich dostarcza rozwój technologiczny, jest abp Józef Życiński, a przynajmniej tak wynika z fragmentu wypowiedzi dla stacji telewizyjnej. Natomiast Jarosław Gowin (PO), nie ma wątpliwości, że odłączenie było eutanazją (w domyśle zabójstwem). Jeżeli będzie on stał na czele projektu testamentu życia i wypracuje kolejny kompromis z Kościołem, to nawet nie chcę myśleć, jak będzie on wyglądał.

Sprawa Włoszki pokazuje ponadto jeszcze, jak mało znaczy jednostka w dzisiejszym świecie. Ojciec, czyli osoba, która chce dobra swojego dziecka, nie może zadecydować o jego losie. Społeczeństwo ingeruje w suwerenne decyzje, nie szanuje decyzji sądu, a nawet posuwa się do gróźb. Dlatego tak niezbędne jest opracowanie ram prawnych. Niech każdy obywatel sam zadecyduje, czy chce być podtrzymywany przy życiu przez dziesięciolecia, czy w spokoju umrzeć, gdy szanse na przebudzenie są zbliżone do zera. Tylko czy wypracowany kompromis będzie rzeczywiście kompromisem, czy będzie utworzony pod dyktando skrajnej prawicy. Już pojawiają się głosy, że jeżeli ktoś raz zostanie podłączony do sztucznego odżywiania to musi być podłączony do końca swojej wegetacji. Dziwi również postawa Kościoła, który permanentnego sztucznego odżywiania nie nazywa "uporczywą terapią". Jeżeli coś za taką terapię jest uważane, to można ją przerwać i jest to moralnie dopuszczalne przez Kościół katolicki. Kto o tym decyduje i na jakiej podstawie? Dlaczego sztuczne odżywanie kogoś z uszkodzoną korą mózgową, osoby która nie ma żadnego kontaktu z otoczeniem, nie jest uporczywą terapią? A jeżeli za kilkanaście lat, nie tylko będzie sztuczne odżywianie, ale i sztuczne oddychanie i sztuczne serce, to nadal trzeba taką osobę podtrzymywać przy życiu?

Jesteśmy na rozdrożu. Postęp będzie powodował coraz to nowe rozterki moralne. A czy in vitro jest etycznie dozwolone, a czy pozwolić osobie w stanie wegetatywnym umrzeć? Tych pytań z każdą dekadą będzie coraz więcej. Nie możemy zahamować zmian, które zachodzą wokół nas. Społeczeństwo musi uszanować wybór każdej jednostki. Z resztą trudno nazwać przebywanie w stanie wegetatywnym przez wiele lat życiem. Dlatego należy ustanowić tzw. "testament życia", tyle że z rozsądkiem. Jak ktoś uważa, że chce być podtrzymywany przy życiu przez rok, niech i tak będzie. Jak do końca, też należy to zaakceptować. Czy to aż takie trudne?

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.