Facebook Google+ Twitter

"More than Naked" w wiedeńskim WUK - naga niedorzecznosć

Dwudziestu nagich tancerzy na scenie jednej z sal WUK zmierzyło się z kompleksami, kanonem piękna, pruderią, komercją, estetyką, współczesnym tańcem wreszcie. Efekty najlepiej mierzyć było reakcjami publiczności, a te były zróżnicowane.

 / Fot. more than nakedWUK to taki kulturalny klasyk, występujący w większości miast europejskich: czerwona cegła, byłe centrum rzemieślnicze, ogromna przestrzeń przekształcona w pracownie, warsztaty i sceny, gdzie myśl polityczna (lewicowa raczej, w konserwatywnym z reguły Wiedniu bardzo przydatna jest taka perspektywa) i sztuka mogą się ze sobą spotykać w różnych formach.

W jednej z sal WUKu odbył się spektakl przygotowany przez Doris Uhlich i dwudziestkę tancerzy, wszystko we współpracy między insert, ImPulsTanz i WUK performing arts. Wstęp przygotowany przez pewną znajomą filozofkę, która nie omieszkała opowiedzieć mi o karierze choreografki, pozwolił mi nabrać pewnych oczekiwań i przypuszczeń na temat treści i formy występu. Doris bowiem nie udało się osiągnąć statusu znanej tancerki - problemy z utrzymaniem wagi i niestandardowe wymiary sprawiły, że nie dostała się do akademii, później katorżnicza praca pozwoliła jej osiągnąć odpowiednią formę i przekonać do siebie komisję, by już jako studentka tańca przytyć i w rezultacie stracić miejsce po raz kolejny. Wybrała karierę choreografki w to miejsce i w "More Than Naked" mierzy się z własną traumą - wystawia na widok publiczny nagie ciała tancerzy i zmusza je do dziwnego tańca.

Występ był wyprzedany na kilka dni wcześniej - co świetnie pokazuje, jak silnym magnesem jest nagość, nawet jeśli jest ona elementem sztuki (choć sama Doris ponoć została rozchwytywaną autorką w międzyczasie i jej nazwisko też sporo ma tu do rzeczy), spory tłum wszedł więc na salę, by zmierzyć się z bliskim kontaktem z ciałem. Reakcje były różne - sporo śmiechu na początku, chyba bez powodu (nie widziałam tam nic humorystycznego), pomagało rozładować zakłopotane napięcie, część z osób koło nas (maty w pierwszym rzędzie, a więc na wyciągnięcie ręki od tancerzy) z oczami wbitymi w podłogę wytrzymała nawet nie do końca. Austriacka pruderia miesza się z normalnym, ludzkim zawstydzeniem. Ktoś więc musiał zdezerterować. Reszta, a więc większość, przyjęła rzecz zupełnie naturalnie - oczywiście z lekką dozą podglądactwa i ciekawości. Ale to rzecz przyjęta z góry w tym kontekście.

Artyści wyglądali różnie - chudsi, wyżsi, grubsi, niżsi, nieogolone łona i nogi, włosy pod pachami, sporo ciekawych tatuaży i piercingów, w różny sposób tym samym odnoszący się do kanonu. W większości dość atrakcyjni, ale czy obiektywnie - nie byłaby tego pewna. Narzucony im układ eksponował to, co w ciele problematyczne - spora część została poświęcona "trzęsieniu" pośladkami, ramionami, łydkami, cyckami, brzuchem - każda fałda została poruszona, a efekt balansował gdzieś na granicy między niebywałą szczerością i naturalizmem a ohydą. No bo jak to. Ten zakazany, wstrętny tłuszcz na tych wysportowanych ciałach? Drugą dominantą były takie figury, w których tancerze zderzali się ze sobą, używali siły wobec siebie, dotykali się w dość intymne miejsca, tarzali po podłodze zostawiając smugi wydzielin (od krwi po pot) - według znajomej filozofki było to przesadnym okrucieństwem. Mi na swój sposób ten brutalny taniec przypominał raczej eksperyment z ciałem, rzecz bliższą cięciu trupa na oczach publiczności czy studentów, coś z założenia pouczającego, nawet jeśli estetycznie trudnego. Wreszcie dochodziło też do tych momentów, w których grupa cieszyła się wolnością - nagość jest w końcu szczerością, kompletnym otwarciem, wymaga wyłączenia autokrytycyzmu, zapomnienia. Poza ciężką, kontrowersyjną pracą nad ciałami mieli też momenty dzikiego, radosnego tańca, podczas których promienieli radością i zdawali się reprezentować jakieś wyższe stadium świadomości i wolności. Piękny zaiste widok.

"More than Naked" jest więc w pewien sposób niedorzeczne, oderwane od codziennej billboardowej batalii o nieskazitelne dzieło Photoshopa, które od niepamiętnych czasów segreguje społeczeństwo na tych raczej szczęśliwszych i mniej szczęśliwych. Determinuje losy i kariery, ustawia stosunki międzyludzkie i zmusza do ciągłej negacji i refleksji. Jest prezentacją tak szczerą, że aż kojącą. Przynajmniej dla mnie. Pozwala też sprawdzić, czy taka nieuprzedmiotowiona, pozbawiona erotyzmu nagość jest dla nas widokiem problematycznym - przyzwyczajeni do oglądania nagości w domu, zwykle w samotności, zostajemy z nią zestawieni publicznie (i choć jest to wrażenie wyolbrzymione, bo kto jak kto ale my wystawiamy się tu najmniej) i musimy się do niej jakoś ustosunkować. Tu nie ma właściwych reakcji. To, co jest nam właściwie, wydaje się po prostu dobre.

Polecam waszej uwadze http://www.wuk.at/language/en-US/event/id/16726w razie wizyty w Wiedniu - zdecydowanie ciekawe, bardzo bohemiańskie i berlińskie miejsce zarazem.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Relacja jest szczera, to się liczy! O wstępie już zapomniałem. Wiedeń wydał wielu znakomitych artystów, także "od Nagości", jak Egon Schiele, Hans Makart, Gustav Klimt, czy Oskar Kokoszka.
Nic więc dziwnego, że i Teatr posłużył się tym wcale nie nowym językiem artystycznej, a zarazem bardzo ludzkiej wypowiedzi. Mam nadzieję, że i KAMPNAGEL w Hamburgu wkrótce zaprosi artystów z Wiednia na swoje deski teatralne. Zapraszam i pozdrawiam serdecznie!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.