Facebook Google+ Twitter

"Morfina" Bałabanowa - "Doktor Żywago" w wersji hardcore

"Morfina" A. Bałabanowa ( ex equo z "Dzikimi polami" M. Kałatoziszwilego) zdobyła w tym roku Nagrodę Publiczności na Sputniku 3. Ten film to parabola, w której lekarz staje się pacjentem w czasie rewolucji.

 / Fot. plakatBałabanow to chyba jeden z najbardziej kontrowersyjnych reżyserów, nie tylko rosyjskich, ale światowych. Obok filmowych gangsterskich ballad w pewnych niszach uznawanych za kultowe („Brat” i „Brat 2”) lub dzieł artystycznych (rewelacyjny „Zamek” – na podstawie Kafki) serwuje widzowi także mocne obrazy: piętrzące się trupy pokazane w brudzie gangsterskiej Rosji ("Ciuciubabka"), ostre sceny przemocy (gwałt butelką w "Ładunku 200"), czy degrengoladę moralną, przy której filmy noir z lat 40. to bajki dla dzieci.

Przyznaję, że przyglądanie się takiemu zepsuciu i brudowi, którym reżyser się upaja, mnie samego denerwuje i czasami nie widzę żadnego uzasadnienia dla pławienia się w podobnych obrazach. Jego gangsterskiej „Ciuciubabki” wyświetlanej na Warsaw Film Festival w 2005, w której chciał przebić podobne filmy Scorsese, Refna czy Kassowitza znieść nie mogłem i opuściłem seans. Droga przez ten film była taplaniem się w strumieniach krwi i czarnym jak sadza humorze. Z czasem, przyzwyczajony do przemocy, na film „Ładunek 200” nie zareagowałem już odruchem wymiotnym, bo film niósł ze sobą przynajmniej jakiś przekaz treściowy. Nie da się zaprzeczyć temu, że treść ma też w sobie jego „Morfina”.

Wspomniałem jego poprzednie filmy nie tylko po to, żeby się pochwalić, że je w ogóle znałem, ale po to, żeby nie tłumaczyć się, że nie ostrzegłem tych, którzy wybiegliby z „Morfiny” po pierwszej naturalistycznej scenie, jaką jest resuscytacja, charczącego pianą, umierającego pacjenta. Podobnych obrazków w „Morfinie” jest jeszcze sporo, a pretekst jest zasadniczy: bohaterem jest bowiem lekarz, Polakow (Leonid Bichevin) na rosyjskiej prowincji w czasie rewolucji. Tym, którzy mimo ostrzeżeń spodziewaliby się romantycznego „Doktora Żywago” przypomnę, że chociaż film oparty jest na klasyku Bułhakowie, to jednak reżyserem jest stary dobry Bałabanow.

Zabieg opisania świata przez reżysera jest ciekawy. Polakow narkotyzuje się tytułową morfiną. Czy ucieka od świata choroby i śmierci, czy też doskwiera mu jakaś przeszłość, o której nikomu nie mówi? Nie wiemy, Polakow zdaje się być everymanem. Nie ma właściwości. Poza tym, że jest człowiekiem namiętnym, wdaje się w romanse z siostrą miłosierdzia, która sama wpada w nałóg i z leczoną przez siebie pacjentką. Bardzo doświadczony w fachu nie jest. W trakcie operacji biega do gabinetu, by poszukać w encyklopedii poszczególne choroby. Kolejne przypadki są na tyle drastyczne (zmiażdżona noga do amputacji, tracheotomia), a lokalna ludność „dzika” i niezrozumiała, że Polakow zamyka się ze strzykawką w gabinecie coraz częściej i przyjmuje tylko najtrudniejszych pacjentów, całą resztę pozostawiając obsłudze szpitala.

A co z rewolucją? Polakow mówi eskapistycznie „dla mnie są dwie klasy: zdrowi i chorzy”, ale sam z lekarza staje się pacjentem akurat wtedy, gdy nastaje rewolucja. Czy zatem kraj przed rewolucją i po niej to „dom wariatów”? Czy też rewolucja dzieje się na stołkach, a ludzie pozostają ciemni, otumanieni propagandą, albo sami przez siebie… Film nie ma co prawda częstego w kinie rosyjskim gruchnięcia, po którym wszystko się zawala i zmienia (kocham ten zabieg), ale pod koniec nabiera tempa i trzyma w napięciu do ostatniej minuty, przynosząc kolejne dramaty i niespodzianki.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.