Facebook Google+ Twitter

Morrissey jak wino. Marne wino

Tylko niestety nie jak Don Perignon, lecz tani Komandos, którego po pewnym czasie nie warto ruszać. Tak też jest z jego najnowszą płytą "Years of Refusal", której nie powinno się jej słuchać.

Years of Refusal / Fot. Okładka płytyŻeby nie było wątpliwości Stevena Patricka Morrisseya uważam za jednego z najlepszych wokalistów muzyki rockowej. Obdarzonego ciepłym, lirycznym głosem Brytyjczyka znają wszyscy, którzy chociaż raz zetknęli się w życiu z muzyką The Smiths, a później interesowali się jego solową karierą. Na swoim koncie ma wiele doskonałych płyt, że wymienię tylko "Your Arsenal" z 1992 roku i "You Are The Quarry", na której znalazły się takie hity, jak "Irish Blood, English Heart" lub "First Of The Gang To Die". Te wydawnictwa były powalające, czego nie mogę powiedzieć o jego ostatnim muzycznym dokonaniu.

"Years of Refusal" zaczyna się od fenomenalnego "Something Is Squeezing My Skull" i w zasadzie na tym utworze powinna się skończyć, bo po chwili zdajesz sobie sprawę, że płyta ta jest przede wszystkim nijaka. Morrissey zapragnął podobać się wszystkim, więc co kawałek możemy odczuć zmianę stylu, chaotyczne melodie i przede wszystkim poczucie, że "to już było". "Black Cloud" jest do cna banalnym utworem, a Mama Lay Softly On The Riverbed zaskakuje, że ten genialny poeta mógł stworzyć coś tak tekstowo kulawego. Wyjątkowo ciekawie słucha się "It's Not Your Birthday Anymore", gdzie po łagodnym intro włącza się mocna sekcja gitarowa, a głos Morrisseya przywołuje nostalgiczne wspomnienia. Niestety dwa utwory nie mogą uratować płyty, gdy całość nie współgra ze sobą.

Zabij płytę teledyskiem

Oglądając teledysk do jego najnowszego singla "I'm Throwing My Arms Around Paris" miałem wrażenie, że znalazłem właśnie męski odpowiednik Gosi Andrzejewicz - dźwięki gitary akustycznej i małe pieski biegające po planie miały nadać utworowi uroku, a wyszło komicznie. Żałuję, że Morrissey nie pojechał jednak z tą piosenką na Eurowizję - jest najlepszy wśród tych pseudoartystów, bo na żywo śpiewa czysto, pewnie i gardzi playbackiem, ale może zdałby sobie sprawę, że to nie jest utwór na poziomie byłego wokalisty The Smiths i... czas odpuścić?

Czekałem długo na tą płytę i może stąd moje rozgoryczenie, może spodziewałem się czegoś więcej. A dostałem średniej jakości wysmażony kotlet, który zostanie w moim odtwarzaczu parę godzin, a potem trafi na półkę.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

A jak i tak lubię Morriseya ;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.