Facebook Google+ Twitter

Moskiewska awantura polskich magnatów

W otoczeniu Zygmunta III szerzyła się dość wiarygodna plotka, że Dymitr Samozwaniec jest nieślubnym synem Stefana Batorego.

„Są w ojczyźnie rachunki krzywd/ obca dłoń ich też nie przekreśli” pisał Władysław Broniewski w wierszu „Bagnet na broń”. Niesłusznie zapomniany dziś (łatka komunisty wystarczyła!!!), a wielki poeta miał rację. Szybko ferujemy wyroki o przewinach naszych sąsiadów. Tym szybciej jeśli dotyczą Rosjan. Rosjanin w powszechnym odbiorze to Moskal dybiący na naszą wolność. Bywało jednak i odwrotnie. Oto historia awantury moskiewskiej, którą sprowokowali polscy magnaci.

1 maja 1576 roku biskup kujawski Stanisław Karnkowski pobłogosławił małżeństwu Anny Jagiellonki ze Stefanem Batorym. Batory jako król zapisał się polskiej historii jako niestrudzony i szczęśliwy wojownik.
Prowadził wojny przez cały okresem swojego królowania. Walczył głównie ze swoim wrogiem Iwanem Groźnym. W 1584 roku Iwan umiera. Z jego ośmiorga dzieci przy życiu pozostali tylko dwudziestosiedmioletni Fiodor i miesięczny Dymitr.
Moskwa, Plac Czerwony, Sobór Wasyla Błogosławionego /fot. AKPAPo śmierci Iwana tron carski objął ascetyczny i bogobojny Fiodor i zasiadał na nim przez lat czternaście. Jego młodszy brat Dymitr w wieku lat siedmiu został podobno zamordowany w Ugliczu przez wielkorządcę Borysa Godunowa. Godunow wydał swoją siostrę za Fiodora. Po bezpotomnej śmierci cara Fedora, w styczniu 1598 r. tytuł panowania tatarskim obyczajem przeszedł na wdowę po carze, Irenę, siostrę Godunowa. Wielkorządca nakłonił siostrę żeby zrzekła się tronu na jego rzecz.

Fałszywy kandydat na cara

We wrześniu 1598 r Godunow koronował się na cara. Zabrał się teraz energicznie za tępienie rodów, których opozycja mogła być niebezpieczna. Terror i szpiegostwo zawisły nad państwem. Wszystkich niewygodnych nie dało się jednak wymordować. Ci z Mścisławskich, Szujskich, Golicynów, Bielskich, Romanowych, którzy pozostali, zaczęli się rozglądać za samozwańcem, który mógłby zastąpić krwawego władcę.
Nie mogąc znaleźć stosownego kandydata, zwrócili się o pomoc do panów litewskich i ruskich. Istniało prawdopodobnie porozumienie pomiędzy Bielskimi, Szujskimi i Romanowami, a możnowładczymi rodami Litwy i Rusi, zwłaszcza pomiędzy Sapiehami a Bielskimi. Owe projekty doprowadzenia do ściślejszego związku prawno-państwowego pomiędzy państwami polskim, litewskim a moskiewskim, wyrażające się kandydaturami do tronu polskiego Iwana Groźnego i Fiodora, znajdowały stopniowo coraz więcej zwolenników.
I właśnie wtedy na dworze Adama Wiśniowieckiego pojawił się niepozorny, ryżawy młodzieniec z dwiema wielkimi brodawkami na twarzy i przekrzywionym ramieniem, który oświadczył, iż jest Dymitrem, synem cara Iwana Groźnego.

"Przykrywka" dla samozwańca

Historia ta pachniała mistyfikacją. Kandydat do tronu carskiego przebywający w Polsce był nader wygodny dla Zygmunta III Wazy i dlatego też postanowiono udzielić mu poparcia. Godunow twierdził wprawdzie, że Samozwaniec jest mnichem zbiegłym z klasztoru i nazywa się Otriepiew, ale w otoczeniu Zygmunta szerzyła się dość wiarygodna plotka, że jest to nieślubny syn Stefana Batorego. Mówiono, że mając lat szesnaście uczestniczył on w poselstwie Lwa Sapiehy do Moskwy, w której pozostał z bliżej nie ustalonych przyczyn. Później wędrował podobno przez Ukrainę, przebywał w Ławrze Pieczerskiej, a następnie dostał się na dwór księcia Ostrogskiego. Trudnił się w tym czasie rozbojem i książę zamierzał go uwięzić, ale młodzieniec uciekł do Adama Wiśniowieckiego, politycznego przeciwnika Ostrogskich.
I właśnie tam, skorzystawszy z przewrotu, jaki dokonał się w Moskwie, począł głosić, że jest synem Iwana Groźnego. Uwierzył w to między innymi nuncjusz papieski Rangoni, który twierdził, iż sam wygląd dłoni (!!!) pretendenta wskazuje na arystokratyczne pochodzenie.

Wojna się zaczyna

W latach 1601-1604 panował w carstwie moskiewskim głód. Opozycja przeciw Godunowowi nie próżnowała. Uzbrajano wędrowne gromady głodujących, żeby wszcząć rozruchy przeciw Borysowi. Car mścił się na kniaziowskich rodach, a tymczasem stawały się coraz powszechniej docierały do Moskwy wieści o Dymitrze. Ten, przeniósłszy się do Michała Wiśniowieckiego do Łubna, urządził sobie tam już dwór i przyjmował deputacje z prowincji moskiewskich.
Tolerowanie samozwańca na terytorium polskim mogło wywołać wojnę z Moskwą. Zwracali na to uwagę Zygmuntowi III Zamojski, Żółkiewski, Chodkiewicz. Tysiące osób jednak uwierzyło samozwańczemu Dymitrowi. Patronem rzekomego Dymitra był wojewoda ruski Jerzy Mniszech. Król też uwierzył w Dymitra, a dał się pozyskać do tej sprawy obietnicą unii cerkiewnej, przyrzeczonej odstąpieniem (nie dotrzymanym zresztą) Siewierszczyzny i połowy Smoleńszczyzny, a także obietnicą pomocy do odzyskania korony szwedzkiej. Samozwaniec przyjechał do Krakowa, przyjął tu katolicyzm.
Oficjalnie król nie mógł popierać Samozwańca, bo nie mógł bez uchwały sejmowej wypowiedzieć wojny Moskwie, Godunowowi - ale zachęcał do werbunku ochotników na wyprawę moskiewską. Nie zebrało się ich wielu, bo zaledwie 2500. Z taką garstką wybrał się Samozwaniec na zdobycie olbrzymiego, i znakomicie zorganizowanego militarnie państwa!
Na granicy powitało go poselstwo Kozaków dońskich, z poddaństwem „swemu przyrodzonemu panu”. Do Kijowa wjechał już w otoczeniu 20.000 żołnierzy, a dalej po drodze przysyłano mu w więzach dowódców warowni, których załogi buntowały się i przechodziły na jego stronę. Dopiero pod Nowogrodem Siewierskim musiał Mniszech torować sobie drogę orężem, odnosząc zwycięstwo nad Basmariowem, najlepszym wodzem moskiewskim. Sytuacja nie przedstawiała się jednak dla Dymitra zbyt dobrze. Zatrzymał się więc w Putywlu, posyłając do Krakowa gońców po pomoc, a do Moskwy zbirów z zamachem na życie Godunowa.
14 kwietnia 1605 r. zmarł niespodziewanie Borys Godunow, prawdopodobnie otruty. Pozostawił 10-letniego syna, Fiodora. Armia moskiewska zmusiła niebawem swoich wodzów, żeby ci uznali Dymitra Samozwańca carem. Wkrótce zginął Fiodor Borysowicz wraz z matką (uduszeni). Usunięte zostały wszelkie przeszkody. Samozwaniec wjechał triumfalnie do Moskwy dnia 20 czerwca 1605 r. Miał z sobą zaledwie 2000 żołnierza, którego główną siłę stanowiło 600 żołnierzy polskiej jazdy.

Polacy w Moskwie

Szybko zaczęły się rozruchy, skierowane przeciw Polakom. Wasyl Szujski rozsiewał pogłoski, jakoby Polacy dybali na życie Dymitra, bo po to tylko przybyli, żeby cerkwie pozamieniać na łacińskie kościoły. Szujskiego skazano na śmierć; został jednak ułaskawiony. Lud burzył się jednak, widząc u Polaków dziwne obyczaje, a cara obcującego z polskimi ochotnikami inaczej, niż wymagał ceremoniał moskiewski. Zachodni obyczaj, nie tak poddańczy, wydawał się ludowi poniżaniem carskiego majestatu. Samozwaniec popełnił błąd, chcąc „reformować” obyczaje moskiewskie. Polacy znajdujący się w otoczeniu Dymitra „dolali oliwy do ognia”. Wśród oddziału ochotników, wybierających się na zdobycie obcego państwa z wątpliwym kandydatem do tronu, więcej było awanturników i ludzi wątpliwej konduity
W listopadzie, Dymitr wysłał swego wielkiego posła do króla Zygmunta, zawiadamiając go oficjalnie o objęciu tronu, prosząc o wyrażenie zgody na poślubienie Mniszchówny oraz proponując wspólne wystąpienie przeciwko Turkom, „żeby nas wielkich hospodarów staraniem chrześcijaństwo z rąk bisurmańskich wyswobodzone było”. Król zgodził się oczywiście na małżeństwo i powinowaty Mniszchówny, biskup krakowski i nominat na arcybiskupstwo gnieźnieńskie, Bernard Maciejowski, udzielił Marynie ślubu per procura.

Dobre złego początki

Mniszchówna ze wspaniałym orszakiem wyruszyła do Moskwy. Wjechała do niej 12 maja 1606 roku, a 18 maja patriarcha Hermogenes pobłogosławił jej związek z Dymitrem i włożył jej na skronie koronę Rurykowiczów.
Szczęście młodej carskiej pary trwało zaledwie tydzień. 22 maja 1606 r. zaczynają się rozruchy przeciw Polakom, a w nocy z 26 na 27 maja nastąpiła rzeź i zamordowanie Samozwańca. Mniszech i Maryna zostali uwięzieni, a zwolenników byłego cara wymordowano.
Zginęły wtedy tysiące ludzi, w tym także niemało Polaków. W dwa dni potem Wasyl Szujski „wybrany” był przez kupców i duchowieństwo moskiewskie carem.

Do dwóch razy sztuka

Z niepowodzeniem zięcia nie mógł pogodzić się Jerzy Mniszech, którego Szujski zesłał do Jarosławia. Począł on głosić, że Samozwaniec wcale nie zginął i że wkrótce upomni się znowu o swoją koronę. Prawdopodobnie Mniszech wyszukał także człowieka, który swym wyglądem przypominał zamordowanego cara i którego przedstawił publicznie jako ocalonego zięcia. Nikt oczywiście nie wiedział, iż nieco wcześniej, w najgłębszej tajemnicy, poślubił on owdowiałą Marynę.
Wokół drugiego Samozwańca gromadzić się poczęli dawni protektorzy. Zebrali siedmiotysięczną armię, przy pomocy której zamierzali zdobyć Moskwę. Planowany atak przeciągał się jednak w czasie, aż zdenerwowani tym żołnierze, którzy nie otrzymywali żołdu, poczęli dezerterować. Wojsko topniało w oczach, aż Samozwaniec, obawiając się o swoją głowę, porzucił armię i uciekł do Kaługi. Próbował jeszcze później zgromadzić swoich zwolenników, ale zginął w końcu zamordowany przez Piotra Urusa. I tak zakończyła się moskiewska awantura polskich możnowładców. Są zatem w ojczyźnie rachunki krzywd? A obca dłoń…

Na podstawie: "Rzeczpospolita obojga narodów", Paweł Jasienica, Warszawa 1982, "Historya nowożytna", Tadeusz Korzon, Warszawa 1910, "Dzieje narodu polskiego", Władysław Smoleński, Warszawa 1898

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

Mistrzu, dziękuję za lekcję historii, wyważającą nasze sąsiedzkie stosunki. I nasze zapędy na Kreml.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Warto dodać, że wypędzenie Polaków to święto narodowe w dzisiejszej Rosji. Rosjanie kręcą też o tych wydarzeniach film.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.