Polska międzywojenna jest unikalnym okresem polskiej historii, można powiedzieć – rozkwitem polskości. Moda tych czasów jest także unikalna – przecież życie wrzało, zmieniając akcenty w stylach ubioru. Demokratyzacja społeczeństwa, emancypacja kobiet, oszałamiający rozkwit popularności kina – to wszystko kształtowało modę. Historia mody – to odzwierciedlenie historii kraju. Dlatego mieszkanki Moskwy tak chętnie idą do Muzeum Historii Moskwy, aby obejrzeć wystawę pt. “Moda warszawska I polowy XX stulecia”.
Najpierw ludzie uważnie czytają historie kolekcji, ze smutkiem dowiadując się o tym, że większość rzeczy – to cudem ocalałe szczątki mienia rodzin ze zbombardowanej, spalonej Warszawy. Są to rzeczy zbierane przez długie lata, wykopane spod gruzów, przechowane jako pamiątki po bliźnich co zginęli w wirze wojny. -Tu w każdej sukni lub torebce jest czyjeś życie - mówią ludzie już przy wejściu.

Na sali muzealnej od razu czuje się nastrój tych lat. Z ukrytych w ścianach głośników płyną ciche melodie: “Chryzantemy złociste”, “Ostatnia niedziela”… Ludzie z radosnym zdumieniem słuchają polskiego tekstu ostatniego utworu: melodia ta jest do dziś dnia szalenie popularna w Rosji, jako tango “Zmęczone słońce”, ale, jak często bywa, mało kto wie, że jest to tango Jerzego Petersburskiego, tak samo jak “Błękitna chusteczka”....
Ściany zdobią zdjęcia z prywatnych albumów. Starsi panowie z wnukami, kokieteryjne panienki w balowych sukniach, bobasy w koronkowych koszulkach. Zdjęcia ślubne, komunijne, sportowe. Ludzie, losy, życie, które tak brutalnie przekreśliła potem wojna. A wokół stoją manekiny w starych, ale jeszcze pięknych lub zabawnych strojach.
W tak popularnym w Moskwie filmie “Va-bank” jest króciutki, ale piękny moment. Oto Marta Rychlińska, grana przez Ewę Szykulską, staje na chwile w drzwiach restauracji. Cala jej postać – czarny toczek, miękka peleryna, woalka – tchnie kobiecością, kruchością a jednocześnie – niewymowną godnością, niezależnością, gotowa sprostać wyzwaniom losu.
Wystawione na sali ubiory sprawiają takie samo wrażenie. Misternie robiona szydełkiem torebka, ręczenie naszywana pajetkami saszetka. Toczki: jeden zrobiony przez znana firmę, drugi – chałupniczo, przez nieznana kobietę z Warszawy w 1929 roku. Nawet nie wiem, który jest lepszy. Od razu przypomina mi się Magdalena Samozwaniec, która powiedziała, że kobieta potrafi zrobić trzy rzeczy z niczego: awanturę, sałatkę i kapelusz. Ta mistrzyni, co zrobiła sobie nowy toczek, miała do dyspozycji stary męski dęciak, resztki boa i granatowa farbę, a wyczarowała z tego absolutne cacuszko. Mimo braku pieniędzy musiała zabójczo wyglądać w tym kapelusiku. “Boso, ale w ostrogach”! A te suknie, zrobione z wielką fantazją, z tkanin, których już nie ma, i nawet ich nazwy zniknęły z ludzkiej pamięci? Suknia ślubna, na niewysoka kobietkę, bardzo skromna, a do niej – ażurowe, białe, bawełniane pończoszki, wyprodukowane w Warszawie w roku 1910. Są malutkie, jak na siedmioletnia dziewczynkę. Obok stoją białe buciki, malutkie, zapinane na tysiąc guziczków. (Pani obok mnie komentuje z błogim uśmiechem: “Do takich bucików to trzeba zakochanego mężczyznę, żeby to wszystko zapinał”). Suknia-paw z lat dwudziestych, cala naszywana pajetkami: pióra pawia – to dól króciutkiej sukienki, a dziób jest jedynym ramiączkiem. Do tego siateczka na głowę i kokieteryjne pantofelki do charlestonu.
Tryumfem talentów, natchnienia i wytrzymałości kobiety warszawskiej jest piękna, bladozielona bluzka o skomplikowanym kroju, ozdobiona guziczkami i falbankami. Wszystkie panie od razu ja wypatrują i idą do niej… żeby przeczytać, że była uszyta z jedwabiu spadochronowego w 1944 roku. Ktoś po cichu ociera łzy.
Ludzie rozglądają się po sali, ja patrzę na ludzi. Uśmiechy: nostalgiczne, marzycielskie, rozczulone. Ktoś marszczy brwi przy pamiątkach z lat wojennych. Ale obojętnych nie ma. O tym świadczy księga wpisów:
“ Dziękujemy za kawałek ukochanej Polski. Ania, Rita, 27.04.2007”
“Chciałabym raz jeszcze urodzić się w Polsce, w tych czasach! – Nina, 1.05.2007”
“To pamiątki po ludziach, co żyli, kochali, rodzili dzieci. A jutro była wojna. –Siergiej, 15.05.2007”
“Z całego serca dziękujemy Warszawie za te wspaniałą wystawę. Wycieczka z liceum malarskiego”
“Patrząc na te świadectwa kobiecości już nie dziwimy się rycerskość Polaków. Dima, Nikita”
Ja też chciałabym podziękować za ten piękny prezent: cząstkę warszawskiej historii.
P.S. Bardzo chciałabym upiększyć ten artykuł zdjęciami, ale robienie zdjęć w muzeum jest zabronione.