Facebook Google+ Twitter

Moskwa: Moda warszawska I połowy XX stulecia

Ludzie uważnie czytają historię kolekcji, dowiadując się, że większość rzeczy to cudem ocalałe szczątki mienia rodzin ze zbombardowanej Warszawy. Zbierane przez długie lata, wykopane spod gruzów, przechowane jako pamiątki po bliźnich, którzy zginęli podczas wojny. – Tu w każdej sukni lub torebce jest czyjeś życie – mówią ludzie już przy wejściu do Muzeum Historii Moskwy.

Polska międzywojenna jest unikalnym okresem polskiej historii, można powiedzieć – rozkwitem polskości. Moda tych czasów jest także unikalna – przecież życie wrzało, zmieniając akcenty w stylach ubioru. Demokratyzacja społeczeństwa, emancypacja kobiet, oszałamiający rozkwit popularności kina – to wszystko kształtowało modę. Historia mody – to odzwierciedlenie historii kraju. Dlatego mieszkanki Moskwy tak chętnie idą do Muzeum Historii Moskwy, aby obejrzeć wystawę pt. “Moda warszawska I polowy XX stulecia”.

Najpierw ludzie uważnie czytają historie kolekcji, ze smutkiem dowiadując się o tym, że większość rzeczy – to cudem ocalałe szczątki mienia rodzin ze zbombardowanej, spalonej Warszawy. Są to rzeczy zbierane przez długie lata, wykopane spod gruzów, przechowane jako pamiątki po bliźnich co zginęli w wirze wojny. -Tu w każdej sukni lub torebce jest czyjeś życie - mówią ludzie już przy wejściu.

Modelka prezentuje suknię z kolekcji Ralpha Laurena podczas pokazu w siedzibie amerykańskiego ambasadora w Moskwie / Fot. PAP/EPA/MIKHAIL METZEL/POOLNa sali muzealnej od razu czuje się nastrój tych lat. Z ukrytych w ścianach głośników płyną ciche melodie: “Chryzantemy złociste”, “Ostatnia niedziela”… Ludzie z radosnym zdumieniem słuchają polskiego tekstu ostatniego utworu: melodia ta jest do dziś dnia szalenie popularna w Rosji, jako tango “Zmęczone słońce”, ale, jak często bywa, mało kto wie, że jest to tango Jerzego Petersburskiego, tak samo jak “Błękitna chusteczka”....

Ściany zdobią zdjęcia z prywatnych albumów. Starsi panowie z wnukami, kokieteryjne panienki w balowych sukniach, bobasy w koronkowych koszulkach. Zdjęcia ślubne, komunijne, sportowe. Ludzie, losy, życie, które tak brutalnie przekreśliła potem wojna. A wokół stoją manekiny w starych, ale jeszcze pięknych lub zabawnych strojach.

W tak popularnym w Moskwie filmie “Va-bank” jest króciutki, ale piękny moment. Oto Marta Rychlińska, grana przez Ewę Szykulską, staje na chwile w drzwiach restauracji. Cala jej postać – czarny toczek, miękka peleryna, woalka – tchnie kobiecością, kruchością a jednocześnie – niewymowną godnością, niezależnością, gotowa sprostać wyzwaniom losu.

Wystawione na sali ubiory sprawiają takie samo wrażenie. Misternie robiona szydełkiem torebka, ręczenie naszywana pajetkami saszetka. Toczki: jeden zrobiony przez znana firmę, drugi – chałupniczo, przez nieznana kobietę z Warszawy w 1929 roku. Nawet nie wiem, który jest lepszy. Od razu przypomina mi się Magdalena Samozwaniec, która powiedziała, że kobieta potrafi zrobić trzy rzeczy z niczego: awanturę, sałatkę i kapelusz. Ta mistrzyni, co zrobiła sobie nowy toczek, miała do dyspozycji stary męski dęciak, resztki boa i granatowa farbę, a wyczarowała z tego absolutne cacuszko. Mimo braku pieniędzy musiała zabójczo wyglądać w tym kapelusiku. “Boso, ale w ostrogach”! A te suknie, zrobione z wielką fantazją, z tkanin, których już nie ma, i nawet ich nazwy zniknęły z ludzkiej pamięci? Suknia ślubna, na niewysoka kobietkę, bardzo skromna, a do niej – ażurowe, białe, bawełniane pończoszki, wyprodukowane w Warszawie w roku 1910. Są malutkie, jak na siedmioletnia dziewczynkę. Obok stoją białe buciki, malutkie, zapinane na tysiąc guziczków. (Pani obok mnie komentuje z błogim uśmiechem: “Do takich bucików to trzeba zakochanego mężczyznę, żeby to wszystko zapinał”). Suknia-paw z lat dwudziestych, cala naszywana pajetkami: pióra pawia – to dól króciutkiej sukienki, a dziób jest jedynym ramiączkiem. Do tego siateczka na głowę i kokieteryjne pantofelki do charlestonu.

Tryumfem talentów, natchnienia i wytrzymałości kobiety warszawskiej jest piękna, bladozielona bluzka o skomplikowanym kroju, ozdobiona guziczkami i falbankami. Wszystkie panie od razu ja wypatrują i idą do niej… żeby przeczytać, że była uszyta z jedwabiu spadochronowego w 1944 roku. Ktoś po cichu ociera łzy.

Ludzie rozglądają się po sali, ja patrzę na ludzi. Uśmiechy: nostalgiczne, marzycielskie, rozczulone. Ktoś marszczy brwi przy pamiątkach z lat wojennych. Ale obojętnych nie ma. O tym świadczy księga wpisów:

“ Dziękujemy za kawałek ukochanej Polski. Ania, Rita, 27.04.2007”

“Chciałabym raz jeszcze urodzić się w Polsce, w tych czasach! – Nina, 1.05.2007”

“To pamiątki po ludziach, co żyli, kochali, rodzili dzieci. A jutro była wojna. –Siergiej, 15.05.2007”

“Z całego serca dziękujemy Warszawie za te wspaniałą wystawę. Wycieczka z liceum malarskiego”

“Patrząc na te świadectwa kobiecości już nie dziwimy się rycerskość Polaków. Dima, Nikita”


Ja też chciałabym podziękować za ten piękny prezent: cząstkę warszawskiej historii.

P.S. Bardzo chciałabym upiększyć ten artykuł zdjęciami, ale robienie zdjęć w muzeum jest zabronione.




Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

Piekny tekst

Komentarz został ukrytyrozwiń

nie zła pani w pięknym stroju ładne foto eh....

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.