
Pobieżna sonda przez pokolenia ujawniła następujący obraz: "Pancernik Patiomkin", "Dersu Uzała", "Moskwa nie wierzy łzom" i kultowy serial "17 mgnień wiosny"... No proszę, a ja oglądając "Moskwo kocham Cię" miałem bardziej skojarzenia z filmem Jima Jarmuscha "Noc na ziemi".
Zacznijmy od oprawy. W Warszawie większość festiwalowych projekcji odbywa się w Kinotece w Pałacu Kultury i Nauki. 55-letni pałac projektu radzieckiego architekta Lwa Rudniewa, wzniesiony jako dar narodu radzieckiego dla narodu polskiego, inspirowany był moskiewskimi budowlami. Architektonicznie jest mieszanką art deco i socrealizmu. Tak, że już na wstępie wchodzimy w atmosferę Moskwy. W środku także zadbano o atmosferę. W socrealistycznych wnętrzach kiermasz rosyjskich wydawnictw, kawiarenka z herbatą z samowara i... kolejki do kas. Poważnie! - byłem w szoku. Nie wiem czy to nostalgia za minioną epoką czy chęć bliższego poznania i próba zrozumienia kultury sąsiadów ze wschodu. W każdym razie atmosfera była doskonała, wszystkie miejsca na sali zajęte a kilkanaście osób oglądało projekcję siedząc na schodach. W trakcie seansu nikt nie wyszedł!
No a teraz nieco o samym filmie. Z braku czasu zasięgnąłem wcześniej wiedzy na co warto się wybrać. Rekomendowano mi "Moskwo Kocham Cię", bo to rzadko spotykany projekt filmowy: 18 reżyserów, 18 etiud, 18 śmiesznych i wzruszających historii o Moskwie. Każda pięciominutowa etiuda ma własną fabułę i pokazuję ułamek życia Moskwy, opowiada o spotkaniach, rozstaniach, utratach i odkryciach. Głównym bohaterem łączącym wszystkie etiudy jest oczywiście miasto - Moskwa. Reżyserzy, którzy brali udział w stworzeniu tego niezwykłego projektu, napełnili film osobistym podejściem, artystyczną swobodą i szerokim wachlarzem styli. Każdy z nich na swój sposób opowiada swoją historię miłości… do Moskwy.