Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

40366 miejsce

Motörhead - "Aftershock" (nowość!)

Nowość! 21 longplay studyjny w dyskografii Motörhead. Zespół z Lemmym Kilmisterem nadal nie zawodzi. To dobra płyta.

Motörhead - 14 nowych kompozycji pod tytułem "Aftershock". Motörhead nie rozczarowuje. Każdą kolejną płytą udowadnia swoją niepowtarzalność i zjawiskowość. Granie bazujące na mocnym heavy metalowym rock and rollu i bluesowych tradycjach jest w ich przypadku jedyne w swoim rodzaju. Przede wszystkim za sprawą frontmana, Iana "Lemmy" Kilmistera (67 l.; bas, śpiew (sic!)), który bryluje na rockowych scenach od połowy lat 70-tych. Rok 1975 przyjęto uważać za czas założenia Motörhead.

Muzycy po raz kolejny zaufali Cameronowi Webbowi, dzięki czemu realizacja dźwięku to klasa sama dla siebie. "Aftershock" jest albumem zróżnicowanym, ale też wyraźniej przywołującym tradycje grania lat 50. i 60. Na tej płycie nie ma bogactwa perełek w postaci poszukiwań ciekawych rozwiązań brzmieniowych jak choćby na "Overnight Sensation" (1996), czy wprowadzenie rzadziej spotykanego instrumentu lub innych zabiegów. Motörhead przypomina się od najlepszej strony, a więc krótkie, proste, wręcz surowe rockowe utwory jak z pierwszej dekady działalności. Taka zakamuflowana retrospektywa historii własnego soundu.

Wszelakie fachowe wydawnictwa i inni recenzenci dość zgodnie przyznają "Aftershock" wysokie noty. Również jestem skłonny przyznawać tej płycie około 7 punktów na 10 możliwych i to z pewną tendencją zwyżkową.

Koperta płyty zdobna jest w jedną z fantasmagorycznych wizji z obliczem maskotki grupy. Snaggletooth (tyle co "szczerbal", ale równie dobrze "szablozębny") znany jest też jako War-Pig (mniej więcej "świnia wojenna"), a stworzył go w 1977r. Joe Petagno, który wartościował plastycznie okładki płyt takich tuzów jak Pink Floyd, czy Led Zeppelin.

Dość długo oczekiwana płyta nie zawiera utworów sprawiających wrażenie takiej spójności brzmieniowej jak poprzednia "The Wörld Is Yours" (2010), czy przykładowa "Orgasmatron" (1986). Nowy LP nie jest więc tak równiutki, ale tercet Kilmister, Phil Campbell (g), Mikkey Dee (perkusja) sprawia nielichą satysfakcję słuchaczom, którzy przez 47 minut obcują z mocnym rock and rollem, jakiemu hołdują ZZ Top, a nawet z muzykowaniem klubowo-knajpianym (nie mylić z disco polo czy brytyjskim eurobeatem) i eleganckim dancingiem (tak, tak!).

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.