Facebook Google+ Twitter

Mówi się, mówi... czyli kabaret Jurki o codzienności

Prawdziwy mężczyzna powinien spłodzić dom, zbudować drzewo i posadzić syna – tymi słowami zielonogórski kabaret Jurki przywitał wczoraj publiczność w swoim nowym programie pt.: „Mówi się, mówi...”

Kabaret Jurki w Koszalinie w 2007 roku. / Fot. AKPAW zielonogórskiej Piwnicy Artystycznej Kawon Jurki zainaugurowały początek stałej sceny kabaretowej, na której cyklicznie pojawiać się będą nie tylko zielonogórskie formacje. Jurki mówią o wielu rzeczach, udowadniając jednocześnie, że najśmieszniejsze jest samo życie, choć oczywiście przez kabareciarzy przejaskrawione. A publiczność, znając wcześniejsze dokonania kabareciarzy, tłumnie stawiła się w Kawonie.

Mieliśmy okazję zobaczyć scenkę o samotnym ojcu umawiającym się na randkę z dużo młodszą kobietą, która w ostatecznym rozrachunku została poderwana przez jego syna, czy mężczyznę, który panicznie boi się dentysty i zrobi wszystko, aby opóźnić czas wyrwania zęba. Jurki potrafią rozbawić publiczność nie tylko ubarwionymi historiami z codziennego życia, ale też ukazać pracę urzędników z NFZ w formie, która publiczności bardzo się spodobała. Przyglądaliśmy się także rozmowie kwalifikacyjnej aktora, którego życiową rolą była postać trupa, a także singla, którego rodzina próbowała wyswatać na wszelkie możliwe sposoby. Był też listonosz molestowany przez adresatkę poleconego, czy żołnierz odchodzący do rezerwy. Na koniec wysłuchaliśmy jeszcze rozmowy zielonogórskiego dresa z kuzynem inteligentem. Co ciekawe Jurki nie zawsze występują razem, niektóre skecze artyści prezentują pojedynczo. Do takich właśnie należy występ Agnieszki "Marylki" Litwin-Sobańskiej, która brawurowo zagrała rolę niezbyt rozgarniętej turystki.

Wszystkie skecze, w tym te śpiewane, zdobyły uznanie w oczach publiczności. Zielonogórzanie często swoimi oklaskami przerywali trwające na scenie skecze. Oprócz tego poszczególne scenki rozdzielono dość efektownymi przerywnikami w wykonaniu Znanego Wojtka Kamińskiego i Przemysława „Saszy” Żejmo. Jurki kilkakrotnie bisowały, a autentyczności ich występu dodawał fakt, że sami artyści wraz z publicznością śmiali się ze swoich numerów. Po wczorajszym występie można stwierdzić, że Jurki już dawno wyszły z kabaretowych form sierocych, które jak podaje Wikipedia "charakteryzowały się specyficznym wyglądem, egzaltowaną mową i "przepraszającym" zachowaniem" - kłaniali się w środku skeczu po każdej silniejszej reakcji publiczności, emocje wyrażali poprzez sztuczną deklamację, a stroje dobierali sobie o dwa numery za małe.

Jurki zapewniły mi półtorej godziny dobrej zabawy w pewnym sensie wolnej od codzienności, choć w swojej wymowie bardzo jej bliskiej. Artyści potrafili ukazać w prosty i zabawny sposób sytuacje, o których na co dzień... mówi się, mówi...

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

Też bym sobie obejrzała ich nowy program, mam nadzieję, że pojawią się we Wrocławiu :) + za pisanie o kabarecie!

Komentarz został ukrytyrozwiń

(+) Zazdroszczę. :-)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.