Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

80823 miejsce

Może tort, a może zakalec?

  • Źródło: Gość dnia
  • Data dodania: 2014-09-10 08:01

Nie wiem, czy w Lechii dojdzie wkrótce do zmiany trenera. Ale wiem, że są w Gdańsku piłkarze, a ciągle nie ma zespołu. Za dużo jest tam graczy anonimowych - mówi Jacek Grembocki, wychowanek Lechii, a obecnie szkoleniowiec.

Jak się podoba panu „nowa” Lechia?
Drużyna nie gra może poniżej oczekiwań, ale też na pewno nie zachwyca. Nawet z tabeli wynika, że jest to w tej chwili średniak. Średniak, który ma w swoich szeregach niezłych piłkarzy, ale nie tworzą oni jeszcze zespołu. Zresztą nie może go być, skoro ciągle ktoś nowy pojawia się w kadrze. To tak, jakby piekło się ciasto i najpierw myślało o serniku, później o makowcu, następnie o torcie, aż wreszcie… wychodzi z tego zakalec. Trochę to tak niestety wygląda w przypadku Lechii. Mimo wszystko jestem jednak dobrej myśli. Jeśli ktoś uporządkuje grę obronną całego zespołu i wreszcie „zaskoczy” któryś napastników, Lechia pójdzie w górę. Nie oszukujmy się, w naszej słabej lidze nie może być inaczej.
Kto spośród sprowadzonych latem zawodników może zostać największym ulubieńcem gdańskiej publiczności?
Brak idola jest obecnie w Lechii bardzo odczuwalny. W każdym klubie musi być taka postać, wokół której wszystko się kręci. Tymczasem dzisiaj, kiedy zapytamy zwykłego przechodnia w Gdańsku o najlepszego zawodnika w Lechii, w odpowiedzi zobaczymy bezradnie rozłożone ręce. Ruchy kadrowe tak szybko dokonują się w klubie, że ludzie nie nadążają za zmianami i nie znają piłkarzy. Inna sprawa, że nikt z lechistów nie zasłużył sobie na razie na miano idola, żeby przychodzić specjalnie dla niego na stadion. Tak jak to kiedyś bywało w przypadku Jurka Kruszczyńskiego czy choćby nawet Abdou Razacka Traore. Brakuje mi teraz w Lechii takiego lidera i mam nadzieję, że jak najszybciej on się objawi. Bardzo podoba mi się Maciek Makuszewski, który potrafi niekonwencjonalnie zagrać i jest bardzo szybki. Fajnie prezentuje się też Stojan Vranjes. Wiem jednak, że obaj mogą być w jeszcze lepszej formie, bo obaj grali już w lepszych klubach i lepszych ligach.
A co z resztą?
Spójrzmy prawdzie w oczy – jeśli chodzi o zawodników zagranicznych, do Lechii trafili gracze całkowicie anonimowi. Nawet dla byłych piłkarzy i ludzi od lat związanych z futbolem, takich jak ja i moi koledzy z boiska. Jeszcze nie spotkałem się z takim zjawiskiem, że dawny gracz Lechii nie potrafi wymienić obecnych zawodników tej drużyny. W poprzednich klubach pełnili oni role drugo- oraz trzecioplanowe i nawet jako wielki fan Bundesligi nie kojarzę nikogo z tego letniego zaciągu. Pozostaje liczyć na to, że przynajmniej część z nich w Gdańsku „odpali”, bo wszyscy potrzebujemy tutaj sukcesu. Od pewnego czasu prowadzę akademię piłkarską i wiem, że im lepiej gra Lechia, im lepiej gra reprezentacja i nasze kluby w europejskich pucharach, tym większe jest zainteresowanie dzieciaków zajęciami. Dzieci ogólnie garną się do piłki, ale doskonale przecież wiadomo, że nic tak nie napędza koniunktury jak sukces.
Ale kilku znanych Polaków też trafiło ostatnio do Gdańska – Borysiuk, Pawłowski, Możdżeń, Dźwigała, Trela…
Borysiuka pamiętam jeszcze z czasów, kiedy prowadziłem Znicza Pruszków i Polonię Warszawa. To jest ciągle młody zawodnik, który w Legii grał bardzo dobrze, ale po „liźnięciu” europejskiej piłki musiał wrócić i zrobił krok do tyłu. A może nawet i dwa, bo nie trafił z powrotem do Legii, a tylko do Lechii. To bardzo inteligentny piłkarz, przyszłościowy, ale sam daje w wywiadach do zrozumienia, że to jeszcze nie jest to, o co mu chodzi na boisku. Pawłowski? Dla mnie to ciągle zawodnik anonimowy, który gdzieś kiedyś wyjechał i nie za bardzo się przy tym nagrał. To gracz młodego pokolenia, z którym w Lechii wiązane są duże nadzieje, ale na razie fakty są takie, że na Zachodzie sobie nie poradził. A wielu już mieliśmy świetnie rokujących piłkarzy, którzy później w najlepszym wypadku przepadli w ligowej szarzyźnie. Dobrym przykładem jest Michał Janota, który w młodzieżowych reprezentacjach wybijał się ponad resztę i wydawało się, że jest skazany na występy w dobrym zagranicznym klubie. I co? Ledwo gra teraz w najsłabszym zespole naszej ekstraklasy. Wierzę jednak, że wspomniani przeze mnie piłkarze – dzięki ciężkiej pracy w Gdańsku – osiągną sukces z Lechią i zrobią przy tym postęp indywidualny, który pozwoli im z lepszym skutkiem zaistnieć w silniejszej lidze. Tylko nie za szybko, niech najpierw spłacą ten dług wdzięczności wobec Lechii za otrzymaną szansę odbudowania się i nacieszą trochę gdańskich kibiców swoją grą… Nie chciałbym, aby ich pobyt w Trójmieście przeszedł bez echa, bo niepamięć w piłce nożnej to najgorsza rzecz.
Wiele osób wskazuje na kiepskie przygotowanie fizyczne piłkarzy Lechii…
Już wielokrotnie zwracałem uwagę na to, że choć w Gdańsku przez ostatnie lata przewinęło się wielu szkoleniowców, za przygotowanie fizyczne odpowiadała cały czas ta sama osoba. I dopiero niedawno się to zmieniło. Odkąd pamiętam, niezależnie od tego, kto prowadził Lechię, zespół ten zawsze w trakcie sezonu przechodził kryzys. Kilkakrotnie przecież drużyna była nawet bliska gry w europejskich pucharach, ale w kluczowych momentach rozgrywek coś okazywało się nie tak. Jak za wyniki odpowiada trener pierwszego zespołu, tak samo za braki kondycyjne odpowiedzialność powinien ponosić specjalista od przygotowania fizycznego. Moda na trenerów od przygotowania fizycznego przyszła do nas z Zachodu i bardzo fajnie. Tyle że znam takich specjalistów, którzy zatrudnieni są w sześciu klubach jednocześnie. Przecież to jest nienormalne i źle świadczy o danym zespole. Ale o tym się na co dzień w mediach nie mówi…
No to niech pan teraz coś opowie…
Pamiętam z pracy w Polonii Warszawa jak to wyglądało w przypadku doktora Wielkoszyńskiego, który równolegle współpracował jeszcze z Ruchem Chorzów i GKS-em Bełchatów. I efekt na koniec sezonu był taki, że każdy z tych trzech klubów miał spore problemy kondycyjne. Bełchatów stracił na finiszu mistrzostwo Polski, a my z Waldkiem Fornalikiem w roli pierwszego trenera straciliśmy z Polonią awans do ekstraklasy. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że chociaż w klubach są specjaliści, to nasze zespoły ciągle ustępują pod względem przygotowania fizycznego rywalom zagranicznym. Byli Hiszpanie, Włoch, dużo Polaków… I co? I nic. Kiedyś wziąłem do Polonii Warszawa młodego zawodnika Lechii. W Gdańsku wyniki jego testów wyszły bardzo dobrze, a tydzień później podczas tego samego badania w stolicy okazało się, że chłopak jest na samym dnie pod względem przygotowania fizycznego. No cóż, wyniki sprawdzianów bardzo często zależą od tego, kto je zleca. Historii związanych z trenerami od przygotowania fizycznego można mnożyć w nieskończoność. Choćby takich, jak ta z Bałtyku Gdynia, gdzie za ten element odpowiadał kiedyś człowiek specjalizujący się w… siatkówce. Do dzisiaj z niedowierzaniem kręcę głową, że dopuszczono do podobnej sytuacji.
Wracając do Lechii – widzi pan w ogóle jakieś zaczątki stylu gry wypracowanego przez „biało-zielonych” pod wodzą Quima Machado?
Odpowiem w ten sposób: widzę duże możliwości w tych chłopakach. Tacy gracze jak Borysiuk, Makuszewski czy Vranjes naprawdę mogą pociągnąć drużynę na wysoki poziom. Ale nie mówmy teraz o żadnym portugalskim stylu, skoro obecnego szkoleniowca Lechii nie znają nawet w jego własnym kraju. Styl to może podopiecznym zaszczepić ktoś, kto miał już jakieś osiągnięcia w piłce – grał w reprezentacji, europejskich pucharach. Ktoś, kto poprzez charakter, charyzmę i wcześniejsze dokonania, może być wzorem dla piłkarzy. Kolejna sprawa, że piłkarska filozofia obcojęzycznego szkoleniowca nigdy do końca nie będzie całkowicie zrozumiała dla zawodnika z innego kraju. Bo w trakcie tłumaczenia uciekają gdzieś niuanse, które w futbolu bardzo często decydują o końcowym wyniku. Jeśli piłkarz nie czuje do końca myśli trenera, nie jest później w stanie realizować w stresie założeń taktycznych. Na razie mamy w Gdańsku zlepek niezłych piłkarzy, ale stylu w tym brak. Jeśli Lechia będzie wysoko w tabeli, to tylko słabością innych, a nie własną siłą.
Krótkie zgrupowanie w Gniewinie pomoże lechistom w skonsolidowaniu zespołu?
Z pewnością te kilka dni przyda się na wypracowanie jakiejś powtarzalności wybranych elementów. Myślę, że każdy w zespole wie, nad czym trzeba szczególnie mocno potrenować, aby ta gra zaczęła wreszcie lepiej wyglądać.
W najbliższej kolejce Lechia zagra na wyjeździe z sąsiadem w tabeli – GKS-em Bełchatów. Według firmy bukmacherskiej Fortuna, gdańszczanie są faworytem tego spotkania. Pan też przewiduje wygraną gości w tym meczu?
Wielkim błędem Lechii było to, że ostatecznie nie wzięła ona do siebie braci Maków. Obaj byli latem w kręgu zainteresowań klubu i teraz na pewno będą chcieli się dodatkowo pokazać z jak najlepszej strony. Mateusz i Michał od początku sezonu są groźni dla rywali i stanowią o sile GKS-u. Grają na luzie, znają się doskonale i przy wsparciu kolegów za pomocą kilku podań potrafią wyprowadzać zabójcze kontrataki. Przeciwko Lechii obaj szczególnie się zmobilizują, a trzeba pamiętać, że gdańszczanie mają olbrzymie problemy na prawej obronie. Wiele lat grałem na tej pozycji i jestem w szoku, kiedy widzę, co tam się teraz dzieje. Niektórzy zawodnicy są tak zakręcani przez rywali, że po meczu muszą chyba chodzić na karuzelę, aby się odkręcić w drugą stronę. Jak widać, błędem było pozbycie się Deleu, który przez wszystkie lata gry w Gdańsku nigdy nie schodził poniżej pewnego poziomu. Ale i tak stawiam na Lechię.
Jeśli Lechia nie zagra w Bełchatowie na miarę oczekiwań, spodziewa się pan zmiany trenera?
Trudno powiedzieć, czy na tym etapie ewentualna zmiana trenera pomoże Lechii. Nie chcę oceniać obecnego szkoleniowca, bo na co dzień nie oglądam jego zajęć. Mogę się tylko wypowiadać na podstawie tego, co widzę na meczach i nie wygląda to najlepiej. Wiele też zależy od tego, kto miałby zastąpić portugalskiego trenera. Niedawno słyszałem historię jak w jednym z klubów naszej ekstraklasy zebrał się zarząd, aby zastanowić się nad zmianą szkoleniowca. Każda z pięciu osób obecnych na tym spotkaniu wystawiła swojego kandydata i okazało się, że jest pięć różnych kandydatur. I tak to teraz niestety zwykle w polskiej piłce wygląda – każdy foruje swoich ludzi: przyjaciół, kolegów, znajomych. Takimi osobami łatwiej później sterować, a wszyscy działacze chcą mieć bezpośrednie przełożenie na to, co dzieje się w zespole. Wszystko to zmierza w bardzo złym kierunku. Zawód trenera strasznie u nas zatracił na znaczeniu. Ale jak szkoleniowiec może cieszyć się prestiżem i mieć szacunek wśród piłkarzy, jeśli zarabia tyle, co zawodnik, który ledwo łapie się na ławkę rezerwowych? A tak się teraz bardzo często dzieje…
(Mat Pras)

Wybrane dla Ciebie:


Tagi: Grembocki


Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.