Pozycja materiału w rankingach:
Opiekowanie się bezdomnymi kotami ma swoje przyjemne strony, ale wymaga odpowiedzialności. Szczególnie teraz, gdy rodzi się nowe pokolenie "bezdomniaków".
Ganek mojej altany jest jedynym na działkach miejscem, gdzie koty czują się w miarę bezpiecznie. Miejsce to jest traktowane jako azyl. Nikt ich stąd nie przegania, a ponieważ są systematycznie dożywiane, odchodzi im ochota na łowienie ptaków.
Wczoraj zauważyłam, że ślepe jeszcze kociaki, urodzone przez młodą kotkę, są zaatakowane przez wirus kociego kataru. Ta groźna choroba dziesiątkuje koty i bez interwencji lekarza weterynarii zwierzaki tracą wzrok, następnie zaś umierają. W takiej sytuacji nie pozostało mi nic innego jak maluchy do koszyka zapakować i udać się do zaprzyjaźnionej lecznicy weterynaryjnej. Nie miałam wielkich nadziei co do przyszłości maluchów, decyzja weterynarzy była jednak inna. Kociaki prawdopodobnie da się uratować. Tylko co dalej? Otóż gdy maluchom uda się wykaraskać z tej podstępnej choroby - zostaną zakwalifikowane do adopcji. Zobacz także:
Artykuły
(185)
Galerie
(38)
Średnia ocen
(4.54)
Miejscowość: Łódź | Kraj: Polska
O mnie: Smaruję tutaj androny, bo kiedyś może się zdarzyć, Że przyjdzie mi się zmierzyć z krytyką adwersarzy Albo jakiegoś trolla, co chyłkiem i pewnie ukradkiem Szpilę pod żebro mi wetknie. Nie znacie takiego przypadkiem?
Ostatnie artykuły autora:
Sortuj komentarze:
Anna Koralun 03.06.2010 22:45
Pani Ewo, Pani Beato, dzięki za słowa otuchy. Zobaczymy co będzie jutro. Pozdrawiam.
Ewa Łazowska 03.06.2010 22:12
W tym ratowaniu kociaka, który tak na dobrą sprawę powinien być uśpiony, gdy byłam z nim dwa tygodnie temu u "moich weterynarzy, zgromadziła się cała odwetowa pasja przeciwko niektórym działkowcom, którzy koty likwidują własnymi sposobami. Nota bene - trzy kolejne kociaki, zabrane do adopcji wczoraj przeze mnie z działki, bardzo dobrze czują się w moim domu i rozrabiają w tymczasowym lokum jak pijane zające pod miedzą.
Inko! Twój "zastrzyk" bardzo, ale to bardzo się przydał i był w samą porę. Jeszcze raz bardzo dziękuję w imieniu leczonych kotów.
Beata Traciak 03.06.2010 20:53
Pani Aniu, ja to rozumiem i uśpienie, to jedynie" konieczność". Musiałam oszukać mojego przyjaciela,- psiaka. Nie było szans..cierpiał. Trzymałam mu na kolanach głowinkę kochaną..Po chwil odszedł za" Tęczowy most"..proszę pisać co z kocinka...musi cierpieć bidusia...byle nie cierpiał. To bardzo, bardzo trudna decyzja i nie jestem zwolennikiem uśpienia, ale kocik się męczy i to bardzo;((
Ewo, również mam nadzieję,że koci ożyje. Napewno;) Bardzo się cieszę, że trafią do nowych domków..
Pozdrawiam:)
Magdalena Gawryś 03.06.2010 20:32
No i co z tego że chcę, skoro moja matka ma alergię na sierść ...
Autor usunął profil 03.06.2010 20:31
Ewo , mam nadzieje ze wszystko się dobrze skończy i ze futrzaki już zdrowe znajdą nowy dom.
Ewa Łazowska 03.06.2010 20:28
Jutro, Pani Aniu, po taką buteleczkę udam się do "mojego" sklepu zoologicznego. Dzisiaj ratuję kociaka pipetą. Gdy piszę ten komentarz, maluch na moich kolanach daje oznaki życia. :) Wiem co znaczy decyzja o uśpieniu zwierzaka. Że tak powiem - byłam na tym osobiście. Bardzo Pani współczuję... i pozdrawiam.
Anna Koralun 03.06.2010 20:08
Pani Ewo, w sklepach dla zwierząt są specjalne buteleczki ze smoczkiem dla takich maluchów. Taką butelką wykarmiłam swoją Norkę. Podwórkowy Czarnuś u mnie w domu. W takim stanie w jakim jest już teraz nie mogłam go zostawić na podwórku. W domu śmierdzi ale nic to, jakoś potem wysprzątam. Życia przed nim nie ma. Trzeba go uśpić, pytanie tylko kiedy. To ja muszę zdecydować a czego on chce?
Ewa Łazowska 03.06.2010 19:57
Nigdy nie przypuszczałam, że będę reanimować małego kociaka... Jednak życie niesie niespodzianki. Jeden z najmłodszych kociaków został odrzucony przez matkę i do tego jest niewidomy. Choroba kociego kataru zaatakowała mu oczy. Dzisiaj odnalazłam go w altanie już w agonii. Był bardzo słaby, ale tliła się w nim iskierka woli życia. Preparat mlekopodobny dla niemowląt (bez laktozy, bo koty krowiego mleka nie tolerują), zakupiony w aptece i podawany kociakowi za pomocą pipety - daje szansę na to, że kociak będzie jednak żył. Oczywiście kociaka zabrałam do domu. Tym razem "matką zastępczą" jest butelka z ciepłą wodą, no i ja... Acha! Mimo, że kociak jest niewidomy, już jest "zaklepany" do adopcji przez fundację "Kocia Mama". Mam nadzieję, że kocina jednak nie powędruje za Tęczowy Most.
Ewa Łazowska 30.05.2010 02:58
Pani Aniu! Wiem co Pani teraz czuje. Kilka lat temu z powodu "olania" objawów cukrzycy u mojej suni Buby przez pewnego weterynarza straciłam ją i nigdy już takiego przyjaciela jak Buba mieć nie będę. Znam ten ból... Pozdrawiam!
Anna Koralun 29.05.2010 22:56
Mój podwórkowy Czarnuś jest ciężko chory. Podobno ma jakiegoś koronawirusa, w brzuszku zbiera mu się jakiś płyn, wczoraj mu odprowadzili tego płynu chyba ze dwa litry. Lekarz wet. powiedziała, że można go jakoś podtrzymywać antybiotykiem i sterydami, ale to już koniec i starać się umilać mu te ostatnie dni, dawać do jedzenia to co lubi. A mnie kraje się serce. Nie mogę go wziąć do domu, a on tak pragnie pieszczot, tak by chciał posiedzieć na kolanach.
Donald Pottier i jego jet car, czyli... 6 tys. KM. Zobaczcie sami!
(odsłon: +887)