Facebook Google+ Twitter

Można pomylić święta...

Wielkanocny poniedziałek w Prudniku okazał się śnieżny. Przez noc w tym miasteczku warstwa śniegu urosła do około 15 cm, a śnieg wciąż pada. Patrząc za okno można odnieść wrażenie, że Matce Naturze pomyliły się święta.

1 z 2 Następne zdjęcie
Zdjęcie: Tak dziś od rana wygląda Prudnik. Fot. M.Birecki
Tak dziś od rana wygląda Prudnik. Fot. M.Birecki

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Śnieżny śmigus-dyngus

Dzień przed lanym poniedziałkiem dzieci zagroziły mi, że mnie rano zleją wodą i zabroniły mi nastawiać budzik. Naładowały zawczasu swoje pistolety wodną amunicją i poszły spać. Ja dobrze pamiętając kilka sekwencji filmowych z Flipa i Flapa oraz Kewina sam w domu - przystąpiłem do fortyfikowania swojego pokoju. Na górnej krawędzi lekko uchylonych drzwi (otwieranych do środka) oparłem o ścianę plastikowe wiadereczko z wodą. Pod kołdrę włożyłem (jak co dzień) ciepły termofor, a do poduszki przytuliłem napełnioną H2O plastikową butelkę po Kubusiu.
Rano obudził mnie krzyk dzieci, które dały się złapać na zastawione sidła w postaci wiadereczka z wodą na drzwiach. Zanim złapały drugi oddech zerwałem się niczym rewolwerowiec, odbezpieczyłem Kubusia i serią po mokrych małolatach, ku ich zdziwieniu i przerażeniu. Przed amunicją z ich pistoletów osłoniłem się kołdrą, a dobiłem ich miną z termoforu. Długo popamiętają ten dzień, w którym wypowiedziały wojnę staremu wiarusowi. Szkoda tylko paneli, niezbyt odporne na wilgoć pole bitwy wybraliśmy. Bo teściowej to nie żałuję, i tak zawsze wygląda jak zmokła kura. A raczej jak rozdarta kwoka.
Po wyczerpującym pojedynku i śniadaniu, stwierdziwszy że za oknem biała zima, postanowiliśmy spakować się szybko i jechać na narty. Do klapy kurtki przypiąłem zdjęcie mojego guru Marka Obrębalskiego, nalepione na odznakę z western-city, żeby czuwał nad naszym bezpieczeństwem. Mam to po Lechu Wałęsie, też lubię się modlić publicznie, zwłaszcza w niedziele i święta. Pojechaliśmy do czeskiej Vrchlabii na ulubiony stok i zrobiliśmy sobie śmigus-dyngus śnieżkowy. Na koniec wlałem w siebie jeszcze zimnego budweisera. Mogłem sobie na to pozwolić, jako że żona prowadziła naszą „nową” fiestę.
Po powrocie do domu, włączam komputer, wchodzę w Internet i oczom swoim nie wierzę. Na moim ulubionym portalu Jg24.pl mnóstwo nowych wpisów w wątkach dotyczących niedawnej akcji charytatywnej z udziałem świętego dla mnie doktora. Niestety zabójczych dla zdrowego oka i ucha. Aż roiło się od inwektyw na mojego wodza, typu: „obleśny starzec”, „pierdzący geriatyk”, czy „cieć jakich mało”. Można być może by było część uznać za retoryczne pytania, ale mnie jakby piorun trafił. Dobrze, że nie czytałem tego tuż przed jakimś zjazdem na moich fischerach, bo wykur... bym na 100% w jakieś drzewo.
To wielce czcigodny i szacowny, ba, a nawet Santo Subito dr Marek Obrębalski, którego po każdym szczęśliwym ślizgu całowałem w czółko, za to, że uratował mnie i całą moją rodzinę przed upadkiem, przed złamaniem kończyn dolnych lub górnych, przed lawiną śnieżną w śmigus-dyngus, jest tak poniewierany przez pogan za moimi plecami. To jakby nóż w plecy nam ktoś wbijał. Nie podaruję! Tego stanowczo za dużo! Znam adresy IP bezczelnych adwersarzy Prezydenta Miasta Jeleniej Góry z aureolą na głowie! Zgłaszam do prokuratury zawiadomienie o przestępstwie obrazy moich uczuć religijnych!

Grzegorz Niedźwiecki herbu Ogończyk

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.