Facebook Google+ Twitter

Msza przeszkadza w relaksie czy relaks przeszkadza w mszy?

  • Źródło: Dziennik Bałtycki
  • Data dodania: 2006-10-06 08:59

Jest niedzielne południe. Wierni kościoła Chrystusa Króla i Błogosławionego Ojca Daniela Brottier w Chojnicach gromadzą się w murach świątyni. Początek mszy obwieszcza dźwięk dzwonków i śpiew parafian, a wraz z nim... rytmy muzyki techno...

- Sąsiad urządza dyskotekę - mówią ironicznie mieszkańcy.
- Módlmy się za sąsiada, aby przestał zakłócać nam msze - intonuje ksiądz.
Trudno jednak wychwycić sens kościelnych pieśni, trudno też skupić się na modlitwie... Fot. Dziennik Bałtycki

Walczę o prawo do wypoczynku


Ten nietypowy konflikt sąsiedzki trwa już dłuższy czas. Od roku jednak nasila się.
Spotykam się z „głównym winowajcą”. To młody, 29-letni mężczyzna. Jest pewny siebie. Zdecydowanie wie czego chce. Wypoczynku, który utrudnia mu zbytnia bliskość kościoła. Mimo iż przeświadczony jest o tym, że racja leży po jego stronie, nie zgadza się na opublikowanie nawet swojego imienia.
- Mnie kościół nie przeszkadza - zapewnia - ale niech wyłączą głośniki i zamykają drzwi. Nikt nie powinien być zmuszany do ciągłego wysłuchiwania mszy. Nie żyjemy w państwie wyznaniowym. Jestem praktykującym katolikiem, ale mam też prawo do odpoczynku na własnej działce, której przeznaczenie jest rekreacyjno-wypoczynkowe.

Krzyżowe wyprawy


Jeden z kościelnych głośników skierowany jest na podwórko mężczyzny, drugi - prosto w okno jego sypialni.
- Spośród wszystkich sąsiadów ja jestem w najgorszej sytuacji - mówi. - Głośniki włączane są nawet wtedy, kiedy przed kościołem nie ma ani jednego człowieka. Mam wrażenie, że księża robią mi na złość. Zmierzyłem swoim prywatnym urządzeniem natężenie hałasu i okazało się, że dopuszczalne normy decybeli zostały przekroczone. Nie wiem, czy ten ksiądz jakieś wyprawy krzyżowe tu prowadzi... Ale czasy średniowiecza już się skończyły.
Jak twierdzi mężczyzna, z poprzednim proboszczami umiał znaleźć wspólny język. Z tym - niestety nie.
- Bywało, że razem robiliśmy grilla, tak po prostu, jak sąsiad z sąsiadem - tłumaczy.
Wówczas nie przeszkadzało Panu sąsiedztwo kościoła? - pytam.
- Wtedy były przymykane drzwi do świątyni, a głośniki skierowane w moją stronę wyłączano - ucina. - Niestety z obecnym proboszczem nie można się dogadać. Nawet „dzień dobry” nie mówi.
Sam natomiast, na „dzień dobry” włącza - niemal na cały regulator - muzykę. Tak jest niemal za każdym razem, gdy zaczyna się msza. Jak mówią mieszkańcy, do takich incydentów dochodzi nie tylko w niedziele, ale i w dni powszednie.
Zainteresowany tłumaczy swoje zachowanie:
- Kiedy docierają do mnie głosy z kościoła, po prostu podkręcam głośniki, by ich nie słyszeć - wyjaśnia. - Poza tym wypoczywam przy muzyce.

Żeby naród się ocknął


Z prawnego punktu widzenia obie strony konfliktu nie są w tej samej sytuacji. W myśl ustawy o ochronie środowiska, wszelkie ograniczenia dotyczące wystawiania urządzeń nagłaśniających nie dotyczą miejsc kultu religijnego.
- To ten sąsiad podlega karze za zakłócanie ciszy i mszy - wyjaśnia Barbara Gdaniec, starszy specjalista w dziale inspekcji Pomorskiego Urzędu Wojewódzkiego w Gdańsku.
Do urzędników trafia wiele podobnych sygnałów od mieszkańców niezadowolonych z sąsiedztwa kościoła.
- Pamiętam pewną sytuację, jaka miała miejsce w Sopocie, chyba w roku 1997, dotyczyła kościoła pw. św. Bernarda - wspomina Barbara Gdaniec. - Ludzie mieszkający na osiedlu naprzeciwko skarżyli się na księdza, który co piętnaście minut puszczał kuranty. Jak się wyraził, robił to, „żeby naród się ocknął”. Były sprawy w sądzie. Nie pamiętam, jak się zakończyły, ale temat ucichł.

Jest o co walczyć


Temat głośników to jedna sprawa, kwestia samochodów parkowanych w pobliżu świątyni - druga.
- Zdarza się, że mam blokowany wjazd na własną posesję, mimo iż na bramie widnieje tabliczka, aby tego nie robić. Od czterech lat zgłaszam sprawę straży miejskiej i policji, ale w większości przypadków sprawa ta jest pomijana. Moja cierpliwość się skończyła.
Jak zapowiada, jeśli nic się nie zmieni, skieruje swe kroki na drogę sądową.
- Zdaję sobie sprawę, że długa będzie moja droga o prawo do normalnego wypoczynku, ale jest o co walczyć - kończy.

Chcieliśmy tu tego kościoła


Początki małej kaplicy zakonnej przy ulicy Ducha Świętego w Chojnicach sięgają roku 1985 roku. Trzy lata później przy wspólnocie zakonnej powstała parafia Chrystusa Króla i bł. o. Daniela Brottier. Jej położenie jest nietypowe, gdyż znajduje się w zwartej zabudowie domków jednorodzinnych. Odległość między jedną działką a drugą stanowi zaledwie kilka metrów.
- Kiedy moi rodzice się tu wprowadzali, obok nie było kościoła. Była to po prostu prywatna działka. Dopiero później została sprzedana i przekształcona - opowiada skonfliktowany z parafią chojniczanin. - Nie wiem, kto wydał na to zezwolenie. Nie przypominam sobie, żeby konsultowano sprawę z mieszkańcami.
- Przecież wszyscy bardzo cię cieszyliśmy, kiedy powstał tu kościół - mówi pani Teresa Beska, która od 37 lat mieszka w pobliżu świątyni. - Przedtem musieliśmy chodzić aż do fary, a to kilka kilometrów. Znałam rodziców tego pana. Nie słyszałam, żeby mieli coś przeciwko kościołowi w tym miejscu.

Szopen to nie jest


Jesteśmy w domu u państwa Beskich. Pani Teresa jest poruszona.
- Bardzo nieładnie postępuje ten pan - komentuje. - Mówi o wyciszeniu, ale ta muzyka, którą puszcza, wcale wyciszająca nie jest. To jest takie nachalne rąbanie dududu... Rozdrażnia i powoduje, że nie można skupić się na modlitwie. Znam się na muzyce i lubię sobie pośpiewać. Uczęszczam na zajęcia uniwersytetu trzeciego wieku. Jeśli ten pan naprawdę chce wypoczywać, to niech sobie włączy, na przykład, Szopena czy coś melodyjnego. Wydaje mi się, że robi to po prostu na złość. Mógłby przecież w czasie mszy słuchać muzyki przez słuchawki. Jeśli go nie stać, parafia się złoży i kupimy mu walkmana. Ale głośna muzyka to nie wszystko. Ten pan potrafił nawet w niedzielę włączać piłę.

Jak tak można? W niedzielę?


Obiekcji sąsiada pani Teresa nie rozumie.
- Dla mnie to jest przyjemność słyszeć odgłosy z kościoła. Czasem pielę sobie grządki, a przy okazji modlę się. Chyba bym się załamała, gdyby teraz zamknęli ten kościół. Mam Pana Boga tak bliziutko...
Gdy tak rozmawiamy, dosiada się do nas Beata, synowa pani Teresy. Na rękach trzyma rocznego Hubercika. Ona również podziela opinię teściowej.
- Jestem dumna z takiego sąsiedztwa. Moja trzyletnia córeczka, Karolinka (która właśnie wchodzi do pokoju), jak słyszy dzwony, mówi do mnie: „Mamusiu, Bozia nas wzywa”.
Ewentualnej likwidacji świątyni nie wyobraża sobie także inna mieszkanka osiedla, pani Zuzanna Rekowska.
- Ten kościół jest tu naprawdę bardzo potrzebny - potwierdza. - W każdy pierwszy piątek miesiąca ksiądz przychodzi do mnie, bo sama nie mogę tam pójść.

Gdzie wina?
Niektórzy z parafian, zastrzegając anonimowość, skłaniają się jednak ku opinii, że wina leży po obu stronach konfliktu.
- Proboszcz nie jest kryształowy - słyszymy. - Trochę mało w nim pokory, „głowę nosi za wysoko”. No i msze przeciąga.
Są jednak i pozytywne opinie na temat księdza.
- Nieraz słyszałam, będąc w kościele, jak prosił wiernych, by nie blokowali wjazdu temu człowiekowi - mówi jedna z kobiet.
Sam proboszcz nie zgodził się na rozmowę. Mówi, że woli nie wypowiadać się w tej sprawie, gdyż nie chce zaogniać sytuacji, a poza tym ma teraz mnóstwo innych spraw na głowie.
Tak czy owak, spór trzeba jak najszybciej zakończyć - twierdzą mieszkańcy.
- Oni nie mogą się dogadać, a my cierpimy - mówią.

Aleksandra Jakusz

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (4):

Sortuj komentarze:

p.nie lubie ksiezy
  • p.nie lubie ksiezy
  • 03.05.2011 19:04

konstytucja RP art53,pkt 6 i po klopocie.wylaczyc glosnik musi,bo slychac z niego mszę a zgodnie z poniższym....

6. Nikt nie może być zmuszany do uczestniczenia ani do nieuczestniczenia w praktykach religijnych.

Komentarz został ukrytyrozwiń

> Z prawnego punktu widzenia obie strony konfliktu nie są w tej samej sytuacji. W myśl ustawy o ochronie środowiska, wszelkie ograniczenia dotyczące wystawiania urządzeń nagłaśniających nie dotyczą miejsc kultu religijnego.
- To ten sąsiad podlega karze za zakłócanie ciszy i mszy - wyjaśnia Barbara Gdaniec, starszy specjalista w dziale inspekcji Pomorskiego Urzędu Wojewódzkiego w Gdańsku.

W tej sytuacji ten sasiad powinien zalozyc sobie wlasny Kosciol i wowczas bedzie sobie mogl puszczc swa muze na rownych prawach.

Komentarz został ukrytyrozwiń

brakuje negocjatora konfliktu, moze wladze miasta moglyby sie zainteresowac tym co sie dzieje

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jak zawsze, natura ludzka staje na drodze wszelkiego porozumienia... Nie ma tu znaczenia, czy cywil, czy ksiądz, czy... jeszcze ktoś inny. A wystarczy przecież tak niewiele... Trochę dobrej woli, kompromisu i zrozumienia. Nie zawsze dobro ogółu musi górować nad dobrem jednostki, jak to niegdyś bywało...
W opisanym przypadku szczególnie przydałby się dobry gospodarz terenu (wójt, wojewoda, starosta... etc), który m.in. powinien charakteryzować się umiejętnościami dobrego negocjatora, a nie tylko chęcią posiadania władzy.
Z drugiej strony, jakby ci, którzy deklarują gorliwie wiarę (katolicką szczególnie), rzeczywiście zachowywali się, jak tego uczy wiara, to wiele by to nie raz ułatwiło i pozwoliło uniknąć dokuczania jeden drugiemu. Szanuj (w oryginale: kochaj) bliźniego swego, jak siebie samego, czyż nie?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.