Kiedy uzbrojonemu w pałki i tarcze kordonowi policji udało się rozpędzić prawicową młodzież, uczestnicy Marszu Tolerancji przeszli pod kościół Mariacki. Jak uważa Łukasz Cygan, brutalność policji zaskakiwała; gdy jeden z protestujących został obezwładniony przez dwóch funkcjonariuszy za rzucanie w uczestników Marszu Tolerancji jajkami oraz innymi przedmiotami, nagle oprócz wcześniej wspomnianych znalazło się nad nim ponad 15 innych policjantów, którzy z nieukrywaną nienawiścią przycisnęli go do ziemi i pomimo głośnych protestów mieszkańców Krakowa odprowadzili do furgonetki.
Posłuchajmy relacji Łukasza Cygana:
O innym incydencie mówią demonstranci; według ich relacji, księdza, który protestował przeciwko „promocji homoseksualizmu” w Polsce policja skatowała do takiego stanu, że potrzebna była interwencja sanitariuszy. Przy kościele św. Wojciecha na Rynku prawdopodobnie spadł z murku 72-letni duchowny. Wezwane - wbrew jego protestom - pogotowie, odwiozło duchownego do szpitala -
podaje wp.pl.
Grupa narodowców zakończyła swoją manifestację spaleniem koszulki z symbolami Związku Radzieckiego oraz flagi Unii Europejskiej, której pozostałości podeptali i wielokrotnie opluli. Głośno sprzeciwiali się przy tym integracji, prowadzącej - według nich - do poszerzania praw homoseksualistów. Narzekali także na działania policji osłaniającej Marsz Tolerancji, uważając, iż funkcjonariusze „nie służą Polsce”. Nie zabrakło wyzwisk pod adresem mniejszości seksualnych, a nawet wezwań do czynnych aktów przemocy na ich reprezentantach.
Do godziny 15.30 uczestnicy wszystkich trzech manifestacji rozeszli się do domów. Podczas sobotnich wydarzeń policja zatrzymała 15 osób podejrzanych o zakłócanie legalnej demonstracji. Za jej udaremnienie grozi kara do 2 lat pozbawienia wolności.