Pozycja materiału w rankingach:
Miłośnicy gór szykują się już na letnie wędrówki i sięgają po mapy. Ja przedstawiam propozycję wyprawy w „Alpy Rodniańskie” – jedno z najpiękniejszych rumuńskich pasm - i odpowiadam na podstawowe pytania: co, gdzie, jak.
Dlaczego Rumunia? Przecież i my mamy piękne góry. Ja mam dwa mocne argumenty. Po pierwsze, w tych najpiękniejszych pasmach, mamy u siebie zbyt wielu turystów. Jeśli ktoś chce się swobodnie czuć na szlaku i w miejscach biwakowych oraz ceni sobie turystyczne dziewictwo odwiedzanych terenów, wybierze te miejsca, gdzie infrastruktura turystyczna nie jest jeszcze dobrze rozwinięta. Po drugie, wyjeżdżając, można nie tylko wiele się dowiedzieć o danym kraju, ale również spojrzeć na świat wychylając nos poza swój krąg kulturowy. Brzmi to może banalnie, tutaj wszakże sprawdza się porzekadło „podróże kształcą”.
Z Sygietu Marmaroskiego jeżdżą już dwa, trzy razy dziennie autobusy (lepszej jakości niż ukraińskie, ale nie zawsze takiej klasy jak polskie) do Vişeu de Sus lub Borszy (skąd jest od północy bezpośrednie wyjście w najpiękniejszy fragment gór rodniańskich). Jest też druga możliwość: z Przemyśla jeździ bezpośredni autobus do Suczawy w Rumunii (110zł) – to długa i męcząca droga, gwarantuje jednak komfort dotarcia do celu o określonym czasie. Z Suczawy zaś można już zapuścić się w same góry pociągiem do Rodny (miejscowość, od której nazwę wzięło pasmo). Trwa to – jak powiedzieli nam inni polscy turyści – całą noc z okładem, ale podróżując tam z Polski trzeba niestety liczyć się z utratą minimum 48 godzin (do trzech dób!) zanim po raz pierwszy rozbijemy namiot.
Jeśli chodzi o pieniądze, do czasu wprowadzenia rumuńskiego euro (co rychło pewnie nie nastąpi), będziemy posługiwać się walutą LEI. Jego równowartość to 1 złoty (NBP podaje dziś kurs 1 RON = 0,9216 PLN, ale jeszcze rok temu lej był droższy od złotego). Nie trzeba się więc obawiać niewygodnych do przeliczania cen towarów i usług (np. transport); będą się one wahać w granicach polskich realiów. Powszechną praktyką jest zabieranie w podróż euro ze względu na jego uniwersalność za granicą (leje można wówczas kupić w każdym mniejszym miasteczku), a także niewielką popularność rumuńskiej waluty w polskich kantorach.
SZLAKI - Główny (czerwony) ciągnie się przez całe pasmo. Od niego odbija około siedem innych. Wszystkie są dobrze oznaczone, choć we mgle szlak można czasem zgubić – zarówno na otwartej połoninie, jak i wśród skałek. W tym wypadku potrzebne jest doświadczenie w posługiwaniu się mapą i busolą oraz dobra orientacja w przestrzeni. Wskazane jest również zabieranie ze sobą krótkofalówek, jeśli wyruszamy w większej grupie. Można się przy tym spokojnie obyć bez lokalizatora GPS.
NOCLEGI - Niestety nie można liczyć na schroniska i wszelkie dobrodziejstwa z nimi związane – np. prąd. Są tylko dwa miejsca, w których oferowano nam nocleg, tj na początku i na końcu pasma – oddalone od siebie o przynajmniej trzy dni marszu. Trzeba się więc całkowicie zdać na własny namiot. Całe pasmo przejść można w ok. 3 - 7 dni (w zależności od tempa oraz miejsc rozpoczęcia i zakończenia trasy). Są oficjalne miejsca do biwakowania (oznaczone na najlepszej mapie węgierskiego wydawnictwa ‘Dimap’ – dostępne w Polsce i w Rumunii) położone na samym głównym grzbiecie, bez żadnych opłat i udogodnień, za to w pobliżu niewielkich strumyków. Poza tymi „polami namiotowymi” jest kilka miejsc, w których rozbijają się bez problemów turyści, ale podobno grozi to dużą karą pieniężną w razie kontroli członka Salvamontu (rumuński odpowiednik GOPR-u). Gotowanie na ognisku często jest niemożliwe (brak opału), dlatego lepiej wyposażyć się w palnik gazowy lub benzynowy.
FAUNA I FLORA - Rodniański Park Narodowy szczyci się obecnością wielu rzadkich gatunków. Jeśli ktoś chce poznać szczegóły, odsyłam do strony internetowej parku, sam zaś ograniczę się do podstawowych informacji. Wśród pięter roślinności w Górach Rodniańskich brakuje kosodrzewiny. Wprawdzie występuje ona tu i ówdzie, ale nie stanowi nigdzie dominującego elementu krajobrazu, a zatem nie przeszkadza w marszu. Z kolei na stosunkowo dużym obszarze (od ok. 1300 m.n.p.m.) rośnie trawa, pokrywająca niemal całą wyższą partię gór. 
Jego gościnność uchroniła nas przed deszczem, pozwoliła na dzień wytchnienia i wreszcie przekonała, że my – jako ludzie z dużych miast, a także pod stałym wpływem kultury zachodniej – często mamy w swoim sposobie myślenia wiele interesowności, w odróżnieniu od wielu tamtych rodzin. Sorin był mimo wszystko pewnym wyjątkiem wśród Rumunów; mówił zarówno po francusku, jak i po angielsku, co może prowokować do pewnego spostrzeżenia. Czasami chęć poznania innego kraju nie wystarczy do poznania ludzi; trzeba jeszcze mieć odrobinę szczęścia i… zdobyć się na pewien wysiłek.
Podsumowując należałoby jeszcze dodać, że ze strony ludzi nie grozi nam w Rumunii raczej żadne niebezpieczeństwo. O bezpieczeństwo można obawiać się tam, gdzie jest biednie (choć nie zawsze!), a wbrew stereotypom w Rumunii nie ma biedy nieporównywalnej z tą w Polsce (nie tylko w uprzemysłowionym Siedmiogrodzie i w bogatym Bukareszcie). Czasem może nawet dziwić obfitość dobrych, niemieckich aut z rumuńskimi rejestracjami w zwykłych wsiach.Zobacz także:
Artykuły
(28)
Galerie
(6)
Średnia ocen
(4.62)
Wiek: 25 | Miejscowość: Warszawa | Kraj: Polska
O mnie: Humanista-teocentryk, polityk społeczny, dziennikarz, poeta, warszawiak. Żyję dla Jezusa.
Ostatnie artykuły autora:
Sortuj komentarze:
Anna Motreanu 06.08.2008 09:56
Panie Janie... świetny artykuł ale jedna rzecz mnie martwi... wiem z własnego doświadczenia, że w rumuńskich klasztorach, szczególnie tych w Mołdawii (monastyry jak Pan to ujął) zabronione jest robienie zdjęć wewnatrz... przede wszystim by zachować jak najdłużej te niesamowite malowidła.
Proszę mi wybaczyć, ale mam lekki niesmak... chyba że ktos dał Panu zgodę na robienie tam fotografii...
Benedykt Kowalski 01.07.2008 23:42
Rumunia zapomniana a przecież piękna i ciekawa;)
Rafał Andrzej Smentek 01.07.2008 22:47
Janie, profesjonalnie napisany artykuł. Zawarłeś w nim wszystkie potrzebne informacje i co najważniejsze, to pomimo jego objętości czytało się bardzo dobrze. Plus
Adam Degler 01.07.2008 21:50
Kłaniam się nisko i wielkie dzięki za ten tekst! Będę go na pewno miał w przyszłości na uwadze!!!
Happening po japońsku - artysta nakarmił gości swoimi genitaliami
(odsłon: +7309)