Facebook Google+ Twitter

Mundial się kończy, czas na refleksję...

Mundial w RPA, który jeszcze się nie skończył, był dla mnie wyjątkowy pod wieloma względami.

Jak większość facetów (i jakaś część kobiet) jestem zagorzałym fanem piłki nożnej. Mistrzostwa Świata oglądam z zapartym tchem od 1994 roku do dziś. I nadal mam z tego wielką przyjemność.

Co mnie najbardziej zaskoczyło na tych mistrzostwach, to oczywiście postawa Urugwaju, który dotarł już do półfinałów i nie wiadomo co będzie dalej. Życzę im wszystkiego najlepszego, niech nawet zwyciężą cały turniej, bo kocham niespodzianki, a nie będzie takowej, gdy po złoto sięgną Niemcy. Chociaż i do nich się trochę przekonałem - na przestrzeni lat mogę powiedzieć, że grają coraz ładniej. No i wyniki coraz lepsze. Co innego Brazylia - w 1994 roku zwyciężyła mundial w USA, a potem było już tylko gorzej. Porażka Canarinhos z Holendrami kilka dni temu była dla mnie ogromnym ciosem. Mówiąc krótko za wielkim polskim poetą: Ideał sięgnął bruku. Ale za cztery lata mistrzostwa odbędą się w Brazylii, więc... jestem wciąż dobrej myśli.

Największy smutek podczas tego mundialu to przegrana Ghany z Urugwajem w rzutach karnych i płacz Asamoah Gyana. Prawdziwy, głęboki płacz. Wielki dramat ostatniej afrykańskiej drużyny w zawodach. Albo "postawa" Urugwajczyka Suareza, który odbijając piłkę ręką uratował swoją drużynę przed odpadnięciem, ale przez to dostał czerwoną kartkę i już nie zagra w RPA.

Najwięcej kontrowersji budziły oczywiście decyzje sędziów. Jak ta z meczu Anglii z Niemcami w ćwierćfinale, gdy piłka uderzona bodaj przez Lamparta znalazła się za linią bramki na 300 procent - ale sędzia uznał, że nic nie było. Oczywiście nie mogę zapomnieć o trąbkach wuwuzele, które słyszę wciąż w uszach po obejrzeniu tych około pięćdziesięciu meczy w turnieju.

Mundial w RPA to ogromna ilość sportowych wrażeń skomasowana w ciągu jednego miesiąca. Ale największe emocje dopiero przed nami: półfinały, mecz o trzecie miejsce i finał. Nieważne jest dla mnie kto w nim zagra, marzę tylko o tym, by doszło do rzutów karnych... Już dawno ich nie było w finale Mistrzostw Świata. Z tego co pamiętam, ostatnio w 1994 roku, gdy Brazylia grała z Włochami. Nie ma nic bardziej ekscytującego, niż właśnie rzuty karne.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.