Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

183590 miejsce

Mundurkowa rewolucja, czyli flary i wabiki

Asumptem do napisania tego artykułu były dwie sprawy. Pierwsza to wypowiedzi ministra edukacji narodowej na temat postulowanych przez ministerstwo zmian w polskiej szkole - casus restytucji idei „mundurka szkolnego”.

Druga, to odczuwany przez autora artykułu zmysł realizmu, czyli jego swoiste zanurzenie w rzeczywistości szkolnej.

Już na studiach mnie uczono, że empiria winna być podstawą teorii, a puste teoretyzowanie nie przyczynia się do rozwoju nauki (szkoły też). Więc, o co chodzi?

Co na to słupki?

Jak wiadomo, jesteśmy w przededniu wyborów samorządowych. Oznacza to, że staliśmy się na nowo (my - społeczeństwo) głównym zmartwieniem partii politycznych, które ustawicznie bombardowane są problemami jakby żywcem wyciągniętymi z popularnego telewizyjnego cyklu Okruchy życia: przekroczy (partia) próg, czy nie przekroczy, będzie istnieć, czy istnieć przestanie. Nachalne sondaże bezustannie przypominają o tym, kto jest jeszcze na, a kto już pod wozem. Partie polityczne, jak grzeczne dzieci i z pieczołowitością godną lepszej sprawy, odrabiają te sondażowe lekcje.

Co jest problemem, a co jest ściemą?

Oto nastał czas debaty. Kto jest za a kto przeciw mundurkom w szkole. Hasło ministra o przywróceniu mundurków zelektryzowało świat mediów, do tego stopnia, że już pojawiły się głosy popierające ów pomysł oraz takie, które od mundurkowej rewolucji wyraźnie się dystansują.

Można odnieść wrażenie, że minister edukacji wystrzelił, że posłużę się mało wyrafinowaną metaforą, na ciemne, bezgwiezdne niebo polskiego szkolnictwa, ogniste hasło - flarę, która – i tu znów przydatna będzie barwna frazeologia ulicy - „ robić ma” za problem, a właściwie za problemu rozwiązanie.

Mundurek to panaceum za wszystkie szkolne bolączki. Dzięki niemu rozpoznać można dilera, który najwyraźniej w wyobrażeniu ministra skazany jest na kolorową bluzę z kapturem i łobuzerskie spodnie z krokiem w kolanach. Mundurek jak gps - pozwala na „namierzenie” krnąbrnych wagarowiczów poza szkołą – toż się nie da tego ściągnąć, bo przylega do ciała, jak „druga skóra”. Mundurek wreszcie wyrównuje dysproporcje między uczniami - nie będzie bogaty szczyl „szpanował” przed kolegami, nie będzie im biedakom, synalek kapitalisty, kłuł w oczy ostentacyjnym milionerstwem. Szczytne to postulaty.

 

Co jest prawdziwym problemem ministra edukacji? Warto nad tym pomyśleć. Czy jest nim kwestia umundurowania uczniów, czy może - i to nie jest żadna złośliwość - permanentne problemy LPR z przekroczeniem magicznych pięciu procentów? Czy minister służy już szkole czy jeszcze partyjnemu zapleczu? Czy wrzawa z mundurkami, to program ministra na rozwiązywanie problemów polskiej szkoły, czy też marketingowo-reklamowy zabieg lidera partii, mający na celu wpychanie LPR w przestrzeń medialną ( czytaj - przestrzeń kampanii wyborczej). Niech każdy osądzi podług siebie.

Mundurkowa teoria

Wprowadzenie mundurków do szkół to być może dobry pomysł, lecz nie w takiej postaci, w jakiej funkcjonuje obecnie. Mundurki nie mogą być sednem teorii naprawy szkolnictwa, bo ze swej natury są zaledwie narzędziem, egzekucją kompleksowych szerszych ustaleń. Zmiany, owszem, można rozpoczynać od małych innowacji, lecz wpierw należy dokonać diagnozy sytuacji. Słowem – określić, co jest prawdziwym problemem polskiej szkoły. Kto inny, jak nie nauczyciele i uczniowie są w stanie odpowiedzieć na to pytanie. Może warto ich zapytać, miast bez przerwy, proponować i narzucać własne, odgórne problemy (sic) i rozwiązania tychże. Gdzie diagnoza, gdzie tu nauka?

Próba konkluzji

Jaka jest szkoła i jej problemy wie ten, kto do ma dzieci w wieku szkolnym; wie ten kto uczy i wie ten, kto jest uczony. Szkoła, jakkolwiek truistycznie to nie zabrzmi, to nie tylko „tanie podręczniki” i mundurki. To cały system relacji między jednostkami, grupami i instytucjami. To mikroświat, który rządzi się własnymi prawami. By w ten świat ingerować, trzeba i nie ma zmiłuj się, znać te reguły i dopiero w oparciu o tę znajomość próbować go przebudowywać. Żadna ideologia i żadna teoria nie podoła temu zadaniu bez wsparcia doświadczenia.

Szczerze życzę ministrowi edukacji narodowej, kimkolwiek by nie był, sukcesu w rewitalizacji polskiej szkoły, ale „sukcesu”, za który nie przyjdzie nam wstydzić się przed przyszłymi pokoleniami na nowo wyedukowanych Polaków.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.