Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

184408 miejsce

Muniek Staszczyk: Nie jestem kosmitą

  • Źródło: ngo.pl
  • Data dodania: 2006-08-30 21:40

Rozmowa z Muńkiem Staszczykiem, liderem grupy T. Love

Istvan Grabowski: Prowokacje artystyczne odnoszą zwykle skutek. Czy nienawiść do rocka, deklarowana w tytule płyty zachęca nabywców do odwiedzin sklepów?
– Dokładnie tego nie wiem. Myślę jednak, że sprawiliśmy fanom radość. Wracamy do źródła, do szorstkiego grania gitarowego, okraszonego elementami reggae. T. Love był może przez minione lata stylistycznym misz-maszem, bo ocieraliśmy się też o pop, ale natchnienie czerpaliśmy zawsze z rock and rolla. Stąd tytuł potraktowany dość przekornie.

Jedna z nowych piosenek ma tytuł „Forever punk” Nadal kręci cię puls i hałas?
– Oba pojęcia są główną ideą tej płyty. Zanim ją wyprodukowałem, długo zastanawiałem się skąd naprawdę jestem. Teraz nie mam wątpliwości, że z pulsu i hałasu.

Większość tekstów ma zdecydowanie negatywne refleksje. Udało ci się wypluć żółć nagromadzoną przez 24 lata występów?
– Rock and roll zapewnił mi wiele pozytywnych momentów, ale nie szczędził kopów. Wracając do szorstkiego grania, chciałem odreagować. Napisałem sporo krytycznych w wymowie tekstów, gdzie nie ukrywam, co mnie uwiera i boli w obecnej rzeczywistości.

Wiem, że lubisz walić prosto z mostu. Co złości cię nad Wisłą?
– Głównie polska hipokryzja połączona z deklarowaną religijnością i miłością do nieżyjącego Papieża. Tymczasem nasza codzienność przesiąknięta jest złością, agresją, chwilami nienawiścią. Każdy chciałby komuś dokopać. Od tej polskiej gęby nijak uciec. Gdybym miał to wszystko w dupie, spakowałbym manatki i wyjechał w świat, ale tak nie jest. Kocham ten kraj, a jednocześnie nie znoszę chamskich zachowań rodaków.

Nazywano cię zbuntowanym punkrockowcem. Powiedz czy z tego się wyrasta.
– Punk to nie ideologia, tylko sposób myślenia o robieniu czegoś własnego, nieraz na przekór innym. Będąc na scenie dojrzewa się o wiele wolniej. Nie jestem już chłopcem, ale w gitarowym huku wychodzi ze mnie młodzieńcza zadziorność. Zwłaszcza, kiedy mam przed sobą bardzo młodą publiczność. Większość z niej to licealiści.

Do czego próbujesz przekonywać słuchaczy?
– Młodzi zawsze szukali treści, które bulwersowały, były zbuntowane wobec świata dorosłych. Dzisiejsza muzyka nie jest pewnie tak szokująca, co przed laty, ale niesie oprócz rytmu znaczące słowa. Piszę je z pozycji własnych refleksji i zdobytych doświadczeń, a nie wyobrażeń 17-latków. Fajnie jest, że oni to jednak akceptują, ba śpiewają razem ze mną.

Rockowe życie to pasmo przygód, ale i stresów. Nie czujesz się nimi nieco zmęczony?
– Często padam na twarz, ale inne prace są jeszcze bardziej męczące. Moje występy stanowią spełnienie dziecięcych marzeń. Jako młody chłopak dużo słuchałem i chciałem grać w zespole. Ten sen mi się ziścił. Życie koncertowe przypomina sinusoidę. Raz się jest w stanie totalnego uniesienia, innym razem zmęczonym i przygnębionym. Kocham to, co robię i nie zamieniłbym się na inne zajęcie.

Jak widzisz siebie za lat 10? Nadal chcesz pisać piosenki?
– Sądzę, że do pięćdziesiątki jestem w stanie napisać jeszcze kilka niezłych płyt. Oczywiście, trzeba wiedzieć, kiedy powiedzieć stop i zejść ze sceny. Mamy w T. Love inteligentny dystans do własnej twórczości i nie sądzę, bym zdecydował się odcinać kupony od zdobytego powodzenia.

Co poza muzyką liczy się bardzo dla ciebie?
– Mam wiele fascynacji. Liczą się książki, filmy, podróże. Uwielbiam piłkę nożną i nawet wybieram się z synem na mecze mundialowe. Staram się tak rozkładać zajęcia, by mieć przynajmniej miesiąc w roku tylko dla siebie. Mimo częstego grania, nie zaniedbuję domu, ani najbliższej rodziny. Nie jestem kosmitą.

W utworze „Mr. President” śpiewasz o wyborczej ściemie. Czy muzyk rockowy może ujawniać sympatie polityczne?
– Ten tekst nie dotyczy konkretnej osoby, choć obserwacja rzeczywistości doprowadza mnie do szału. Wydaje mi się, że mam prawo o tym głośno mówić. Nie chcę siać nienawiści do tej czy innej opcji politycznej, choć każdym wyborom towarzyszy ściema socjotechniczna dużego kalibru. Irytuje mnie kolesiowe myślenie o urządzeniu się po przejęciu władzy. Bolesne, że brakuje obywatelskiego myślenia o kraju.


Zygmunt Staszczk (Muniek) ma 42 lata i pochodzi z Częstochowy. Śpiewał z amatorskimi grupami Atak i Opozycja. W 1982 roku został solistą i basistą grupy Teenage Love Alternativ. Występował też w zespołach Szwagierkolaska i Paul Pavique Movement. Absolwent polonistyki UW. Żonaty, ojciec Jana i Marii.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

koncert był świetny ;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.