Facebook Google+ Twitter

Mur, który burzył - 30 lat "The Wall"

Rok 1979 był przełomem dekad, ale również zwrotem stylów, jakie dotychczas obowiązywały w muzyce. Nadeszła moda na punk, pop i disco. Jednak wydany w grudniu 1979 tytułowy "Mur" pokazał, że "dinozaury rocka" nie mają zamiaru wyginąć.

The Wall / Fot. www.merlin.pl"The Wall" powstawał w wyjątkowym okresie. Na scenach szaleli Sex Pistols i The Clash, zastępując rozbudowane gitarowe solówki i poetyckie teksty trzema akordami granymi w kółko i wykrzykiwanym refrenem. Pierwsze kroki stawiał jeszcze ciemnoskóry wtedy Michael Jackson, który swoim księżycowym krokiem miał wkrótce podbić muzyczny świat, stając się królem popu. Za sprawą Johna Travolty, Olivii Newton-John oraz braci Gibb zapanowała również moda na disco, ewidentnie marginalizując dotychczasowe muzyczne mody i trendy. Dlatego każdy, kto patrząc na świat muzyki 30 lat temu, postawiłby wtedy pieniądze na to, że "The Wall" uzyska do dziś status 23-krotnej platynowej płyty, zapewne w tej chwili czytałby ten artykuł w swojej willi na Seszelach popijając drinki z parasolką i leżąc na hamaku. W 1979 roku nie było jednak tak różowo.

Waters i długo długo nic.

Genezy albumu należy upatrywać w drugiej połowie lat 70. Roger Waters, który już od czasu
"Ciemnej strony księżyca" kreował się na dyktatora zespołu, zaczął całkowicie podporządkowywać sobie wszystko to co wychodziło pod szyldem Pink Floyd. Status megagwiazdy zaczął powoli uwierać zespół, co powodowało liczne tarcia w jego składzie. Zaostrzająca się walka o przywództwo pomiędzy Gilmourem a Watersem, a także osobiste kłopoty Ricka Wrighta powodowały, że zespół przestawał z dnia na dzień być monolitem. Czarę goryczy przelał incydent na jednym z koncertów, podczas którego zdegustowany zachowaniem publiczności Waters opluł fanów stojących pod sceną. Basista Pink Floyd stwierdził wtedy, że najchętniej oddzieliłby się od publiki jakimś murem. Słowa te nie okazały się być płonne, przeradzając się w dłuższą historię. Historię, która miała się stać muzyczną autobiografią Watersa.

Cienki lód

"The Wall" przeszedłby zapewne do historii jako solowy projekt Rogera Watersa, gdyby nie pewien bankowiec, który zarządzał funduszami Pink Floyd. Jego niejasne machinacje finansowe doprowadziły muzyków na skraj bankructwa, dlatego w trybie pilnym skłóceni członkowie zespołu podjęli decyzję o reaktywacji. Waters postawił jednak warunek. Gilmour, Mason i Wright mieli podporządkować się swojemu basiście grając wyłącznie jego kompozycje. Roger przedstawił im dwie gotowe koncepcje, i wspólnie wybrano "The Wall" ze względu na bardziej uniwersalną i łatwiejszą do zapamiętania nazwę. Cztery trudne charaktery pracujące nad jednym projektem, do tego pod nadzorem despotycznego frontmana. Pierwsza myśl - to się nie może udać.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

jxdxlbnet
  • jxdxlbnet
  • 28.09.2011 02:53

aY46ej <a href="http://akrsxqtsixfv.com/">akrsxqtsixfv</a>, [url=http://hbjcpuftzeoq.com/]hbjcpuftzeoq[/url], [link=http://aycmpljdvzmp.com/]aycmpljdvzmp[/link], http://bbxrkzjlukmz.com/

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.