„Trzeba teraz tej muzyce się odwdzięczyć”
Po wojnie postanawia, że zwiąże swoje życie z Krakowem. –Uświadomiłem sobie, że przecież ja nie jestem wojskowym. Znaczy się jestem, bo tak los chciał. Trzeba się zabrać do muzyki. Zorganizowałem pierwszy
w wojsku polskim zawodowy Zespół Pieśni i Tańca Krakowskiego Okręgu Wojskowego. Była ta różnica, że
w filharmonii muzycy ubierali fraki, a tutaj muzycy ubierali mundury. Ale zaraz po koncercie mundur
z powrotem.. oni byli na kontraktach. Objechałem bardzo dużo, to co można było wtedy w Pakcie Warszawskim (…). Napisałem razem z kolegą Olearczykiem taką piosenkę „Na strażnicy jest granica”.
A później też moja piosenka, do słów Śliwiaka zdobyła jedną z trzech głównych nagród w Sopocie na Międzynarodowym Festiwalu Piosenki. Byli jurorzy z dwudziestu czterech krajów, także duży sukces, bo polska wojskowa piosenka znalazła się w tej pierwszej trójce. Prowadziłem ten zespół do 1968 roku, kiedy był ten sławny marzec.. kiedy Gomułka wykrzykiwał „Syjoniści do Syjamu!”. I wtedy w stopniu pułkownika,
w białych rękawiczkach zostałem zwolniony z wojska.
Żyć trzeba było dalej. Kończy studia kompozycji i dyrygentury w Wyższej Szkole Muzycznej
w Krakowie. – I sobie powiedziałem pewnego dnia: muzyka uratowała mi życie … Mówi to powoli, drżącym głosem, widać wzruszenie na twarzy. - Hitler wymordował naród żydowski, trzeba teraz tej muzyce się odwdzięczyć i trzeba żeby ta muzyka nie zginęła. Jako wtedy bardzo młody człowiek, wyszedłem na krakowski Kazimierz i na tymże akordeonie zagrałem.. jest taka piosenka „Moja żydowska matko”. Na policzku artysty
pojawia się łza. - Przepraszam… no i dalej już poszło…
Nawiązuje współpracę z Jackiem Cyganem, znanym tekściarzem i poetą oraz Sławą Przybylską, tworzą pierwszy program żydowskiej piosenki. Później pracuje z Katarzyną Jamróz, Anetą Bizoń – tworzą zespół „Leopold Kozłowski i przyjaciele”. - I chcę wam powiedzieć, że ta muzyka zasłużyła na to, że cały prawie senat Akademii Muzycznej poprosił mnie, że oni chcą grać tą muzykę. Dlaczego? Klezmer – to jest
z hebrajskiego klej zmer – klej, to znaczy instrumenty; zmer znaczy śpiewać, grać. Jest to muzyka rozproszenia, muzyka diaspory. Klezmer nie gra, klezmer opowiada na instrumencie. Są takie niuanse, których nie można zapisać w nutach. Trzeba pokazać, powiedzieć na której stronie zagrać, żeby to tak zabrzmiało tak jak powinno się grać. Na mojej pierwszej płycie, dwuczęściowej (jedna w wersji polskiej, jedna w jidish) właśnie nagrałem z solistami i orkiestrą składającą się z dwóch prorektorów, trzech profesorów i studentów ostatniego roku. Zagrali tak, jakby byli klezmerami żydowskimi. Z tym programem objechaliśmy trzy czwarte świata. Byliśmy w Argentynie, Brazylii, Stanach Zjednoczonych, Kanadzie, w Izraelu kilkakrotnie. I tak do dzisiaj…Muzyka mi uratowała życie, a ja sobie powiedziałem: Hitler wymordował naród, ale kultury nie. Muzyka żyje, kamienie Kazimierza, które milczały żyją i ja żyję.
Gdy zwalniają go z wojska zakłada zespół cygański, Romę. Jak twierdzi, muzyka żydowska jest pod względem harmonicznym bardzo podobna do cygańskiej. Dziesięć lat pracuje również jako dyrektor muzyczny w Teatrze Żydowskim w Warszawie.
***
Do Klezmer Hois wchodzi kolejna wycieczka szkolna, pani przewodnik wskazuje wiszące na ścianach pamiątki wielkiego muzyka. Zdjęcia z Romanem Polańskim, Jackiem Cyganem i przyjaciółmi, drzewo genealogiczne rodziny Kleinmanów ze zdjęciami bliskich, plakaty z koncertów. Obok znajduje się wejście do małej księgarni, z głośników dobiega dźwięk skrzypiec. Pani przewodnik mówi, że Leopold Kozłowski bardzo często grywa tu koncerty, a na co dzień lubi tutaj przychodzić. Ida trzy kroki dalej,
a tam w kawiarence bohater opowieści wychyla się znad talerza z ciastem i łagodnie się uśmiecha. Za oknem gwarno, kakofonia dźwięków; dzisiaj dominuje włoski i angielski. Ktoś biegnie na czuleni, ktoś chce dziś zobaczyć nowo otwarte przez księcia Karola Centrum Społeczności Żydowskiej. A wieczorem koncert
w synagodze Tempel. Mury Kazimierza żyją.
***
Korzystałem z książek: „Noc” Elie Wesela, „W lwowskiej Armii Krajowej” Jerzego Węgierskiego oraz artykułu Joanny Laprus – Mikulskiej „Melodia może czas ocalić” opublikowanym w „Zwierciadle”
w 2005 roku. Spotkanie studentów dziennikarstwa WSE z Leopoldem Kozłowskim miało miejsce
w kwietniu 2008 roku w Muzeum Auschwitz. Niektóre z wypowiedzi pochodzą z filmu dokumentalnego „Ostatni klezmer. Leopold Kozłowski – jego życie i muzyka” w reżyserii Yale Stroma. W tekście zacytowałam piosenki:
„W tych miasteczkach już nie ma nas”, „Nasza piosenka”, „Gdy jedna łza” z płyty „Leopold Kozłowski i przyjaciele - Pieśni i piosenki żydowskie”.
"Muzyka, która ratuje życie. Cz. 1".