Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

973 miejsce

Myśliwi czy kłusownicy? 100 tys. Polaków z licencją na zabijanie

Myśliwi - ludzie, którzy po zdaniu egzaminu, stają się "właścicielami" licencji na zabijanie. Czy zawsze przestrzegają zasad?

Sonda

Czy uważasz, że myśliwi kłusują?

Ambona myśliwego podczas zachodu słońca / Fot. Artur HampelOsoby, o których mowa, to myśliwi. Tylko ta uprzywilejowana grupa społeczna w ramach Polskiego Związku Łowieckiego może dokonywać odstrzałów zwierzyny na terenach dzierżawionych przez poszczególne koła łowieckie. Myśliwi nie ograniczają się wyłącznie do odstrzału zwierzyny łownej.

O tabu za chwilę, teraz trochę faktów o PZŁ. Statut nakłada również obowiązki na swoich członków w postaci dokarmiania zwierzyny w okresie zimowym, walki z kłusownictwem w formie zarówno czynnej jak i biernej, walki ze wścieklizną, monitorowana stanu pogłowia zwierzyny itp. Wiele z tych czynności ma charakter społeczny, czyli nieodpłatny i stanowi zobowiązania członka wobec danego koła łowieckiego. Zrzeszenie istnieje od roku 1923 (nazywało się wówczas: Polski Związek Stowarzyszeń Łowieckich) i już w okresie międzywojennym było jedynym reprezentantem myśliwych w Polsce.

Pusty paśnik zimą / Fot. Artur HampelObecnie Polski Związek Łowiecki liczy ponad 100 tys. członków.
Największy odsetek stanowią emeryci i renciści, bo aż 25 proc. Najmniej z kolei pracownicy naukowi (zaledwie 1 proc.). Również niski odsetek stanowią cudzoziemcy, bezrobotni oraz ucząca się młodzież.

Tematy tabu

O ile trudno poddać w wątpliwość potrzebę istnienia i działalności myśliwych, to daleko idąca niezależność w gospodarowaniu łowiskami, w połączeniu z brakiem jakiegokolwiek nadzoru społecznego, może budzić i budzi kontrowersje. Często dochodzą głosy, iż myśliwi nie zawsze polują zgodnie z przepisami. Dopuszczają się również kłusownictwa, w tym na gatunki chronione jak chociażby wilki, ptaki drapieżne czy zwierzynę, która podlega ewidencjonowanym odstrzałom. Trudności w ustaleniu faktów jak i przyczyn tego zjawiska wynikają nie tylko z hermetyczności środowiska, lecz również trudności w ich operacyjnemu rozpracowaniu. O takich procederach dostają informacje z anonimowych źródeł takie organizacje jak chociażby Stowarzyszenie Dla Natury "WILK".

Powszechnie rozumiane "koleżeństwo" również nie ułatwia w uchwyceniu procederu kłusownictwa wśród myśliwych, zarówno podczas polowań zbiorowych, jak indywidualnych. Podczas polowań indywidualnych, myśliwy ma obowiązek przed takim polowaniem wpisać się do odpowiedniej ewidencji na leśniczówce (odpowiedniej terytorialnie do przeprowadzanego polowania), zdarza się jednak, że takiego wpisu brak, natomiast w lesie, często nad ranem, słychać strzał (sam byłem świadkiem takiego zdarzenia, po dotarciu do leśniczówki nie było nawet wzmianki w ewidencji). Trudno oprzeć się wrażeniu, że właśnie zwierzyna została upolowana nielegalnie. Mało jest prawdopodobne użycie broni palnej przez osobę, która nie ma odpowiednich zezwoleń. Podobnie ma się rzecz przy użyczaniu broni palnej przez myśliwych swoim dzieciom bądź znajomym, by to oni strzelali do zwierzyny.

Kolejnym, nie mniej istotnym procederem, jest odstrzał przez myśliwych zwierzyny płowej (sarny, jelenie, daniele) bez właściwych uprawnień. Do odstrzału tych ostatnich, potrzebny jest zdany odrębny egzamin na tak zwanego selekcjonera. Skala kłusownictwa przez myśliwych jest w praktyce niemożliwa do oszacowania. Gdyby założyć, że kłusuje np. co setny myśliwy, dajmy na to na dzika lub sarnę raz w roku, to pogłowie tych zwierząt poza planowanym odstrzałem zmniejsza się w skali kraju o ponad 1000 sztuk rocznie. Są to oczywiście wyliczenia bez pokrycia w dowodach, jednak liczba ta może być zarówno mniejsza jak i większa. Abstrakcją byłoby sądzić, że wynosi zero.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (44):

Sortuj komentarze:

Super artykuł,czy myśliwy jest również kłusownikiem to zależy już od jego charakteru i od tego czy jest z powołania myśliwym czy tylko dlatego żeby mógł pobawić się legalnie bronią.Ja osobiście znam paru myśliwych i oni trzymają się reguł jakie do nich należą i nie chodzą do lasu tylko po to żeby ustrzelić sobie jakieś zwierzątko z nudów.

Komentarz został ukrytyrozwiń

@ Robert Grzeszczyk - w końcu znalazłem chwilę, by się pochylić nad Pański komentarzem i oczywiście odpowiedzieć na zadane mi pytanie, czy też żądanie deklaracji :)
Zanim jednak odpowiem, to z zaskoczeniem dla samego siebie muszę stwierdzić, że wyjątkowo się zgadzam z treścią Pańskiego komentarza w całości.
Co do Pańskiego pytania - "Jeśli wyeliminujemy człowieka to powstaje dziura w tej całej ideologiczno-ekologistycznej układance. Bo jeśli eliminujemy go z lasu, to dlaczego nie z pola? Ale czy człowiek zasługuje tylko na miejskie getto? - proszę to oficjalnie zadeklarować!"
Odpowiadam zatem, oczywiście, że ludzie nie powinni być skazani na miejskie getto. Artykuł zawężony jest jedynie do możliwych nadużyć, gdzie zwierzyna pada łupem poza jakąkolwiek ewidencją, a co za tym idzie, tak na prawdę nie panujemy nad tym jako społeczeństwo. Reasumując, nie jestem zwolennikiem wypędzania człowieka z lasu, zabraniania odstrzału zwierząt ( ktoś musi obecnie zastępować wilki, rysie, niedźwiedzie orły i sokoły ), zbierania grzybów i jagód, czy biegania po lesie. Jestem za zmianami, które w przypadku akurat poruszanego tematu w artykule, powinny dać większą kontrolę nad regulacją właściwego pogłowia leśnej zwierzyny

Komentarz został ukrytyrozwiń

Co innego, gdy idzie o 200 kilo wieprzowiny, albo tuzin kurzych serc ...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Głównie udowadniają to sami sobie i w ten sposób uspokajają sumienie. Niemniej faktów się nie zmieni. Strzelanie do zwierząt dla rozrywki jest nieludzkie i koniec.

Komentarz został ukrytyrozwiń

No cóż. Albo ja jestem śpiący, albo ten komentarz jest poplątany i pozbawiony logiki.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Na tak, pojawiła się i trybuna ludu ekologizmu, czuli Dzikie życie w wydaniu Pracowni na rzecz wszystkich istot - Panie Adamie. Tak się zwie periodyk finansowany przez rządy spętane hałaśliwym terroryzmem, wieszajacym sie na drzewach też za pieniądze rządu, wykorzystując dla własnych celów skłócenie na politycznej arenie kraju. To oni budują ekrany, gdzie popadnie, potęgują koszty niby ochrony środowiska, napychając kieszenie stowarzyszeniom tworzącym pseudonaukowe opracowanie zw. z opisem srodowiska. A my, Panie Adamie, zapadamy na carborexię. Mam nadzieję, że to jeszcze nie stan kliniczny :-) .

Komentarz został ukrytyrozwiń

Prawdziwe oblicze "myslistwa" obnaża tez Pracownia Na Rzecz Wszystkich Istot (przepraszam jesli przekręcam nazwe) swymi publikacjami i dokumentami filmowymi. ja po skończeniu studiow lesnych tez chcialem byc mysliwym. Chwala Bogu, że sie nim nie stalem

Komentarz został ukrytyrozwiń

Bo to jest taka właśnie mitologia społeczna. Myśliwy "uprawia szlachetny sport", a osobnik zabijający psa czy kota to "degenerat".
Kiedyś myśliwi spełniali rolę rzeźników mordujących zwierzaki by szlachta miała co jeść, a teraz to są jak dla mnie osoby o zaburzonej psychice, bo jak można inaczej nazwać kogoś kto zabija nie dając ofierze żadnych szans? Cieszyć się z faktu że się jest silniejszym? Panem życia i śmierci? Twierdzić, że najfajniej jest jak zwierzyna jeszcze chce ranna uciec, ale się jej nie daje szansy tylko zabija?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Panie Arturze, klika uwag nasunęło mi się, gdy czytałem artykuł.
1. Kłusownictwo: to nie jest rzecz jednoznaczna w moim rozumieniu, i z punktu widzenia zwierzyny. Etycznym może być człowiek polujący i nie należący do PZŁ a nie etycznym może być członek PZŁ.
2. Niezależność i brak kontroli nad PZŁ to sprawa ostatnich dziesięcioleci, i nowej demokracji. Demokracja socjalistycznego PRL-u kontrolowała łowiectwo - było ono ściśle powiązane z gospodarką leśną i nadleśnictwami.
3. Twierdzenie o samoregulacji wśród zwierzostanu jest celne pod warunkiem, że będzie się traktować człowieka jako składnika natury. Przecież człowiek od zawsze brał udział w walce o życie i przeżycie. I tak jest do dziś (w sensie dosłownym jeszcze w wielu regionach świata). Jeśli wyeliminujemy człowieka to powstaje dziura w tej całej ideologiczno-ekologistycznej układance. Bo jeśli eliminujemy go z lasu, to dlaczego nie z pola? Ale czy człowiek zasługuje tylko na miejskie getto? - proszę to oficjalnie zadeklarować! Ideologia ekologistyczna zakłada generalnie zamknięcie dla człowieka lasów, stepów i gór. Nie jest to moja ideologia i sprzeciwiam się jej.
Wiara ma niewiele wspólnego z wiedzą. Dziś obserwujemy coraz silniejsze objawy carborexii - dotykają one najczęściej osobników łatwowiernych, słabych i niedouczonych. Z pewnością nie dotykają one ideologów ekologizmu. Ci bowiem, prócz siania wiary, w rzeczywistości skupiają się na materii.
4. Sprawa pojemności łowisk.
Łowiectwo, wbrew twierdzeniom różnej maści "warjaków" jest nauką. A ta nauka ma swoją kadrę, również profesorską. Jako nauka może określić pojemność łowiska w zależności od jego zasobów pokarmowych. Bardzo często, najczęściej, plany łowieckie nie są wykonywane i w związku z tym następuje brak równowagi i szkody. Szkody w lesie i na polu. Ideologia walczy ze szkodami, starając się je ukryć lub starając się wyeliminować przedmiot szkody. Służą temu różnorakie działania administracyjne i prawne. Służą temu też działania nieformalne i ukryte. Ostatnimi czasy, bez medialnego szumu, podejmowane są starania by ograniczyć społeczeństwu dostęp do grzybów i jagód - bo to przecież baza pokarmowa zwierzyny. Ale to ograniczenie ma też inny cel. Docelowo spowoduje trwałe wyeliminowanie człowieka z lasu - tak jak to się dziś dzieje w rezerwatach.
Kierunek jest ewidentnie widoczny. Już dziś niemal 30% powierzchni lasów jest formalnie odsunięta od gospodarki.
Artykuł bardzo ciekawy, poruszający niektóre aspekty łowiectwa. Jednak sam tytuł dość sensacyjny i według mnie bardzo kontrowersyjny.
Bo zabójstwa na zwierzynie nie są największe w lesie. Wiemy, że zdarzają się przypadki nieetycznego postępowania. Same trofea - co warto skorygować, mają generalnie na celu ocenę, czy odstrzał był właściwy (czyli selekcyjny, wzmacniający tym samym całą populację), gdyż na ich podstawie możemy ocenić zdrowotność i siłę zwierzęcia.
Zdecydowanie większe spustoszenia sieją wszyscy Kowalscy, dopuszczając do istnienia przemysłowych form chowu i uboju. To są obozy koncentracyjne (w których zwierze nie ma żadnych możliwości swobody - jak w przypadku zwierzyny leśnej) i obozy zagłady - w których zwierze ginie na taśmie bez szans na przeżycie. Niszczenie hodowli zagrodowej i walka z łowiectwem w każdej postaci to są "dobre" działania ekologiczne.
Czym są w takim razie są obozy koncentracyjne i zagłady dla zwierząt, które nie wzbudzają takich kontrowersji jak łowiectwo? Ilu tam jest zawodowych podrzynaczy gardeł?
Społeczeństwo musi sobie uświadomić, że jedno z drugim się wiąże w sposób bezpośredni i silny. I rozważyć, gdzie jest większe zło!
Chyba, że jest się weganem.
Zgadzam się z autorem, że niezbędny jest nadzór nad łowiectwem. Powinien odbywać się w lesie, na terenach administracyjnych nadleśnictw. Będzie on skuteczny i możliwy, tylko wtedy, gdy prawdziwym gospodarzem w tym lesie będzie Nadleśniczy. Prawdziwym, a nie malowanym, jak jest dziś.

Komentarz został ukrytyrozwiń

znaczy jak konkretnie, panie Andrzeju? bo artykuł dotyczy myśliwych i możliwych nadużyć, i o tym problemie rozmawiamy.. a nie o kompetencjach ani naszych byłych zawodach..

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.