Facebook Google+ Twitter

Myśmy to ustalili

Przemiły list otrzymałem przed paroma dniami z Niemiec od Pana Inżyniera E.W., dawnego mieszkańca Wrocławia. Dziękując Korespondentowi za życzliwe słowa, muszę uściślić pewne fakty związane z „Rzeczą o języku".

Otóż wiodę ją co tydzień w naszej gazecie od listopada roku 1968; w latach 50. do roku 1964 prowadził tę rubrykę Stefan Reczek, nieżyjący już późniejszy profesor WSP w Rzeszowie, a po nim kontynuowała ją do
czasu przejścia do „Gazety Robotniczej" też zmarła przed kilkunastoma laty redaktorka wydawnictwa Ossolineum Anna Cieślarowa. „Bohaterami" listu Pana E.W. są konstrukcje typu myśmy to ustalili,
myśmy postanowili, myśmy złożyli kwiaty, aleśmy się uśmiali, aleśmy się zabawili, myśmy tego nie chcieli, to wyście tak zadecydowali, wyście tak postanowili. Korespondent twierdzi, że są one w mediach zbyt często
używane. Czy to jakieś archaizmy, a może formy gwarowe? pyta.

Jakże znamienne są to wątpliwości! Przylegają one do odczuć coraz większej liczby użytkowników polszczyzny przekonanych, że w tekstach oficjalnych powinny się pojawiać wyłącznie formy z końcówkami dołączonymi do czasowników, czyli: my to ustaliliśmy, my postanowiliśmy, my złożyliśmy kwiaty, ale uśmialiśmy się, ale się zabawiliśmy, my tego nie chcieliśmy, to wy tak zadecydowaliście, wy tak postanowiliście (oczywiście, w naszym języku dopuszczalne jest pominięcie zaimkowego podmiotu my, wy: ustaliliśmy to, postanowiliśmy, złożyliśmy kwiaty, nie chcieliśmy tego, tak zadecydowaliście, tak postanowiliście). Temu zrośnięciu się czasownika z końcówką nader często towarzyszy błędne akcentowanie przedostatnich sylab: ustali-LI-śmy, zabawi-LI-śmy, zadecydowa-LI-ście, postanowi-LI-ście. Tymczasem zgodnie z normą należy w tych formach stawiać przycisk na sylabach trzecich od końca: usta-LI-liśmy, zaba-WI-liśmy, zadecydo-WA-liście, postano-WI-liście, a znakiem pierwotnej odrębności dzisiejszych końcówek śmy, -ście także w liczbie pojedynczej m, -ś jest nie tylko takie właśnie obowiązujące akcentowanie, ale i możliwość doczepiania tychże końcówek do różnych wyrazów w zdaniu, co niepokoi tak wielu rodaków, w tym Pana E.W.: my to ustaliliśmy myśmy to ustalili, my postanowiliśmy myśmy postanowili, ale uśmialiśmy się aleśmy się uśmiali, wy zadecydowaliście wyście zadecydowali (nie są więc ani archaizmami, ani formami gwarowymi konstrukcje przytoczone w liście!).

Jakie jest historyczne podłoże opisanych wyżej zjawisk? Oto w dawnej polszczyźnie wśród kilku czasów przeszłych funkcjonował tzw. czas przeszły złożony, składający się z dwu odrębnych elementów: imiesłowu
czynnego przeszłego i słowa posiłkowego być w czasie teraźniejszym. Jego odmiana wyglądała następująco: (ja) ustalił jeśm, (ty) ustalił jeś, (on) ustalił jest, (my) ustalili jeśmy, (wy) ustalili jeście, (oni) ustalili są. W trzecich osobach liczby pojedynczej i mnogiej odpadły człony jest, są, dlatego mamy dziś brzmienia ustalił, ustalili. W pozostałych osobach doszło do zlania się pierwotnie odrębnych elementów i tak powstały
dzisiejsze postacie ustaliłem, ustaliłeś, ustaliliśmy, ustaliliście. Śladem pierwotnej odrębności końcówek m, -ś, -śmy, -ście, powtórzmy, są: akcent na trzecich sylabach od końca w formach 1. i 2. osoby liczby mnogiej oraz możliwość doczepiania tychże końcówek do różnych wyrazów w zdaniu.

Już prawie całkowicie rezygnowaliśmy z tej możliwości w 1. osobie liczby mnogiej (konstrukcje typu gdym poszedł do miasta, tom sobie kupił buty są coraz rzadsze; wszyscy powiedzą raczej: gdy poszedłem do miasta, to kupiłem sobie buty). W pozostałych osobach też boimy się jej coraz bardziej, zwłaszcza w tekstach oficjalnych. Tymczasem ja z pełną odpowiedzialnością za słowo zachęcam: nie bójmy się! Przecież im więcej w języku możliwości wyrażenia danej myśli, tym lepiej!

A już za tydzień:
Co to jest design i po co nam tyle designu?

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (7):

Sortuj komentarze:

Jeśli akceptujesz *exodus* bo pochodzi z łaciny, to powinieneś konsekwentnie akceptować setki innych wyrazów, które mają w oryginale x, v, q, a po polsku nie mają tych liter.

Jeśli ignorujesz *imaż* (i słusznie), bo mamy polskie synonimy, to mógłbyś takze zignorować *okupacja*, bo mamy *zajęcie*. W innych językach maja tylko *occupation* itp.

Kolejne nowe polskie słowo - balejaż, oznaczające metodę farbowania włosów polegającą na pokrywaniu ich różnymi warstwami środka barwiącego, aby uzyskać odmienne odcienie tego samego koloru. Słowo pochodzące z języka francuskiego - balayage (zamiatanie). Wyrazy pokrewne (raczej frywolne) - wybalejażować (się), balejażowata.
Wizażyst(k)a (fr. visagiste od visage 'twarz') to specjalist(k)a od wykonywania artystycznego makijażu. Zapewne wizaż to twarz po wykonaniu makijażu albo nawet ogół czynności wykonywanych podczas charakteryzacji buzi. Makijaż to nakładanie kosmetyków (fr. maquillage), w przenośni (dla Francuzów) również 'fałszowanie' albo 'podrabianie', co we właściwym świetle stawia obie połowy ludzkości - panie, które tworzą swe wizerunkowe iluzje oraz panowie, którzy z całkowitym zrozumieniem dają się oczarowywać owym imaginacjom. W ogłoszeniu czytamy - Policealne studium wizażu, stylizacji i charakteryzacji teatralnej, telewizyjnej i filmowej. Wizażystyka podobnie jak matematyka jest nauką logiczną. Jednak wizażu, nie visage'u. Można? Zatem konsekwentnie - imażu, nie image'u! Jeśli już musimy, to nowe słowa wprowadzajmy do naszego języka w poprawnie zredagowanej formie, skoro znudziło się nam już mało atrakcyjne (w przekonaniu wielu Polaków) słowo wizerunek, które jest pięknym (już!) polskim wyrazem, choć opartym na staroniemieckim Visierung.
Inny słownik języka polskiego (PWN, Warszawa 2000) zawiera jedynie image czytane dwojako [imaż, imidż], jednak nie ma postaci najprzyjaźniejszej dla nas - imaż! Podaje także przykładowe zastosowanie - Przez cały czas pracował nad swoim politycznym image. Co ciekawe, nie nawiązano do znaczenia wizerunek, natomiast w haśle wizerunek nie napomknięto o image'u, zatem nie dostrzeżono ich powinowactwa, jednak w bezpośrednim sąsiedztwie zdefiniowano - wizażysta to osoba projektująca makijaże.
Ortograficzny słownik języka polskiego (Wilga, Warszawa 2001) zawiera wprawdzie imaginista/imażynista, ale rozczarowuje hasłem image (odmienianym - tym image'em, te image'e, tych image'y; również nie podano wymowy!), a przecież tak niewiele brakowało, aby zamieścić dużo prostsze słowo imaż z jeszcze łatwiejszą deklinacją. Jest tamże wizażystka, zatem słowa ze wspólnej branży (fr. branche - gałąź, dziedzina) zostały potraktowane nierównoprawnie! Podobnie sprawę ujęto w Wielkim słowniku ortograficzno-fleksyjnym (Horyzont, Warszawa 2001), który ponadto ma hasło wizaż.
Większość polskich słów przyjętych z języków obcych o zakończeniu -ż jest pochodzenia francuskiego - abordaż/abordage (atak na okręt "burta w burtę"), aliaż/alliage (połączenie różnych pojęć, emocji), ambalaż/emballage (opakowanie, także jego koszty), apanaże/apanage (przywileje), arbitraż/arbitrage (postępowanie rozjemcze), awantaż/avantage (korzyść, przewaga), ażiotaż/agiotage (spekulacja), bagaż/bagage (przedmioty zabierane w podróż), balotaż/ballottage (wynik wyborów bez absolutnej większości), bandaż/bandage (opaska), baraż/barrage (rozstrzygająca runda rozgrywki sportowej), drenaż/drainage (odprowadzenie cieczy), ermitaż/ermitage (ogrodowy pawilon), ekwipaż/équipage (elegancki powóz a. ekwipunek), furaż/fourrage (pasza dla koni), garaż/garage (pomieszczenie dla pojazdów), grylaż/grillage (masa cukiernicza z prażonych orzechów laskowych lub migdałów, cukru i tłuszczu; także pieczenie, krata, siatka; niepodważalny związek ze słowem gryl, jednakowoż nie grill!), kabotaż/cabotage (żegluga przybrzeżna), kamuflaż/camouflage (maskowanie), kapotaż/capotage (wywrócenie się samolotu przez dziób podczas lądowania), kartonaż/cartonnage (wyrób lub oprawa kartonowa), kolaż/collage (kompozycja plastyczna), kolportaż/colportage (rozprowadzanie wydawnictw), kupaż/coupage (mieszanie różnych gatunków win), kuraż/courage (odwaga, śmiałość), maneż/manege (ujeżdżalnia koni), mariaż/mariage (związek małżeński), masaż/massage (zabieg leczniczy lub kosmetyczny), melanż/mélange (mieszanina), metrampaż/metteur en pages (pracownik formujący kolumny publikacji), metraż/métrage (długość obliczana w metrach), miraż/mirage (zjawisko optyczne), montaż/montage (łączenie elementów), negliż/négligé (niekompletny strój), oranż/orange (kolor pomarańczowy), pasaż/passage (przejście pomiędzy budynkami), pejzaż/paysage (krajobraz), persyflaż/persiflage (drwina), pilotaż/pilotage (umiejętności lotnika), prestiż/prestige (autorytet, uznanie), repasaż (a. repesaż)/repassage (dodatkowy wyścig zawodników), reportaż/reportage (gatunek prozy), rewanż/revanche (odwet a. dodatkowy mecz), sabotaż/sabotage (umyślne dezorganizowanie pracy, uszkadzanie maszyn), sakwojaż/sac de voyage (torba podróżna), sondaż/sondage (badanie opinii publicznej ), staż/stage (czas trwania pracy zawodowej), szantaż/chantage (wymuszanie groźbą), tatuaż/tatouage (napis lub rysunek na ciele), tonaż/tonnage (pojemność lub wyporność statku wyrażona w tonach), trejaż (a. treliaż)/treillage (ozdobna kratownica porośnięta pnączami), wernisaż/vernissage (uroczyste otwarcie wystawy sztuki plastycznej), wiraż/virage (zakręt), witraż/vitrage (kolorowe kawałki okiennego szkła), wojaż/voyage (podróż, raczej żartobliwie), woltaż/voltage (napięcie elektryczne wyrażane w woltach). Również słowo engagé (zaangażowany) zaowocowało polskim wyrazem angaż.
Na podstawie zbioru wyrazów podobnych, należy uznać, że imaż jest najprzyjaźniejszym synonimem popularnego słowa wizerunek, które oznacza nie tylko obraz pewnej osoby (portret wykonany dowolną techniką), ale również wyobrażenie tej osoby wykreowane na podstawie jej działalności.
Z języka francuskiego mamy także rzeczowniki rodzaju żeńskiego, np. plaża/plage (piaszczysty pas wybrzeża morskiego) oraz loża/loge (wydzielone miejsca na widowni), zaś z włoskiego - doża/doge (tytuł włoskich naczelników).
Wracając do rzeczowników rodzaju męskiego - z języka holenderskiego mamy potaż/potasch (węglan potasu; dawniej potasz) oraz stelaże/stellage (stojaki); z greckiego - anyż/ánneson a. ánison (roślina zielna); z niemieckiego - blamaż/Blamage (kompromitacja), sztafaż/Staffage (elementy tła); z angielskiego - kliważ/cleavage (rozpad skały); z rosyjskiego - instruktaż (udzielanie instrukcji; coraz mniej słowników zamieszcza hasło instruktarz, czyli zbiór instrukcji).
Choć niektóre z nich nie są pochodzenia francuskiego, to ich brzmienie jest aż tak sugestywnie francuskie, że jedynie sprawdzenie w słowniku wyrazów obcych wyjaśnia, że "nie jest tak jak nam się wydaje"; większość spolszczonych wyrazów bazuje na związku -ż z obcym (najczęściej francuskim) -ge.
Pewien polonista odpowiada na internetowych łamach - Tak więc prawo obywatelstwa ma image 'wizerunek' (słowo używane zwłaszcza w odniesieniu do osoby publicznej, np. polityka lub aktora). Także nie ma nic przeciwko image'owi.
Panie profesorze - nie ma obywatelstwa i mieć nie będzie, chyba że uznamy prawo większości do wprowadzania wszelkich absurdów do Polski, także w dziedzinie naszego języka. Większość kieruje się modą, atrakcyjnością, szpanem. Jak w technice i w medycynie (wszelkie nowinki muszą mieć atesty stosownych władz) takoż i do naszego poczciwego języka nie można bezkrytycznie wprowadzać słów o nieskoordynowanej pisowni z fonetyką. Wielu prawników poddało się - skoro dokonano zaboru na małą kwotę, to wydarzenie uznajemy za społecznie nieszkodliwe; podobnie w dziedzinie naszego języka - przyszło, zagnieździło się w codziennym języku, także w poważnych wydawnictwach, trudno z tym walczyć, no to zaakceptujmy. Skoro zerowa tolerancja jest pojęciem u nas wyłącznie abstrakcyjnym, to i upadek notujemy nie tylko w zagadnieniach prawnych oraz moralnych... I żałosne jest zjawisko oddawania pola wszelkim nielogicznym obcym wpływom. I to bez choćby symbolicznego wystrzału! I za to odpowiadają poloniści - teoretycy na katedrach oraz praktycy wśród ław szkolnych. A poza szkołami największą rolę do spełnienia mają dziennikarze, i co? Żenada! (o, tutaj francuskie g przechodzi także w polskie ż).
Jaką cenzurkę wystawiają sobie profesorowie odpowiedzialni za stan naszej mowy? Jeśli dopuszczają image [imidż, imydż, ymydż] do użytku wśród piśmiennego polskiego ludu, to tenże powinien poważnie zastanowić się nad obecnym imażem piewców kultury języka polskiego tudzież nad dalszym opłacaniem ich jałowego trudu. Może niech nauczają języków obcych, nie ojczystego... A kompletnym nieporozumieniem jest umieszczenie onego słowa w niepolskiej postaci w tekście dyktanda z języka polskiego - skandal!

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 22.06.2007 16:07

Kiewbasa mi sie podoba :-))) Nawet bardzo mi sie podoba :-))) A ze polskie slowniki akceptuja zwrot "image" nawet nie wiedzialem. Posunalbym sie nawet dalej niz Ty i stwierdzil, ze "imaż", czy tez "imidż" nie maja nic do szukania w naszym jezyku. "Obraz", "odzwierciedlenie", "przedstawienie (sie)" - czysto polskie odpowiedniki istnieja. Moge zrozumiec "exodus", pochodzi w koncu z laciny (wyciag, wyjscie, przejscia) a ta jest w pewnym sensie matka wspolczesnych jezykow europejskich.

Zdaje sobie sprawe z tego, ze autorzy tacy jak Pan Miodek nie korzystaja z mozliwosci pisania komentarzy. Mimo tego chcialbym wiedziec, co sadzi o tych sprawach niekwestionowany autorytet...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Zgadzam się z Tobą. Niestety, słowniki akceptują te słowa. Ale o dziwo także "exodus" oraz "image", co jest zdumiewające, wszak powinno być "eksodus, imaż".
No i "stewardesa" czytane z angielska, choć Anglicy tego słowa nie mają (mają "stewardess"), czyli czytamy po angielsku słowo, które u nich nie istnieje! Może w odwecie Anglicy wprowadzą polskie słowo (zmodyfikowane, którego u nas nie ma) i będą je czytać po polsku? Np. wodka czytane vudka albo kielbasa czytane kiewbasa (w=ł).

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 22.06.2007 13:59

Mirnal: oczywiscie, dostaje gesiej skorki gdy czytam taka "hiperpoprawnosc" :-))) i "autosalon" pozostal dla mnie do dzisiaj salonem samochodowym...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Kiedyś był ostry zakaz łączenie polskich wyrazów z obcymi przedrostkami i krytykowano eksmąż (pisane dawniej ex-mąż), automyjnia, hiperpoprawność; akceptowano autoportret, eksterytorialny. Ale później machnięto na to ręka, a właściwie jęzorem...
Krytykuje się także fotoaparat, bo to z rosyjskiego. Jak coś z angielskiego, to można. Takie polityczne niechęci...
A speckomisja, specsłużby? Tez koszmarki...

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 22.06.2007 12:03

A ja chcialbym przeczytac, co Pan sadzi o zlepkach typu "autosalon", "oknonaprawa" czy "szyberdach"...
O ile wiem, polska gramatyka nie przewiduje mozliwosci laczenia z soba dwoch rzeczownikow w jeden...
Czy to "potworki", wynikajace ze zmian, ktore nastapily w Polsce w latach 90-tych, czy prawidlowe wyrazenia?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Chciałabym przeczytać taki artykuł na temat słowa "żeśmy/żem":) A za tekst oczywiście PluS

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.