Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

16835 miejsce

Na jakie problemy napotykają rodzice dzieci niepełnosprawnych?

Współautorzy:

1 czerwca, w kawiarni Starlight Cafe na Ursynowie, odbyła się debata poświęcona pracy organizacji pozarządowych, działających na rzecz dzieci niepełnosprawnych. Poniżej kilka słów na ten temat.

Koncert w wykonaniu artystów - amatorów, podopiecznych Domu Pomocy Społecznej przy ul.Przedwiośnie. / Fot. Bożena Jakubowska"Wszystkie dzieci nasze są..." - oto słowa piosenki śpiewanej przez Majkę Jeżowską. Kto ten utwór jeszcze dzisiaj pamięta? A kto pamięta o dzieciach niepełnosprawnych? 1 czerwca to Dzień Dziecka - także niepełnosprawnego. Z tej też okazji w kawiarni Starlight Cafe na Ursynowie odbyła się debata poświęcona pracy organizacji pozarządowych pomagającym dzieciom niepełnosprawnym.

Prace plastyczne dzieci z warszawskich szkół,biorących udział w konkursie " Ja i moja klasa" / Fot. Bożena JakubowskaSpotkanie zorganizowało Stowarzyszenie Niegrzeczne-Dzieci zrzeszające rodziców dzieci z Zespołem Aspergera. Niepełnosprawność tych dzieci jest ukryta i polega głównie na braku umiejętności społecznych i niemożliwości dostosowania się do funkcjonowania w społeczeństwie, pomimo ilorazu inteligencji w normie lub powyżej jej. Uniemożliwia im to prawidłowe funkcjonowanie społeczne, emocjonalne oraz zakłóca procesy uczenia się.

Prace plastyczne dzieci ze szkół warszawskich biorących udział w konkursie " Ja i moja klasa" / Fot. Bożena JakubowskaW debacie wzięły udział nastepujące organizacje pozarządowe: Stowarzyszenie Niegrzeczne-Dzieci,
Stowarzyszenie Rodzin I Opiekunów Osób Z Zespołem Downa Bardziej Kochani, Fundacja Wspierania Rozwoju Dziecka, Polskie Stowarzyszenie Na Rzecz Osób z Upośledzeniem Umysłowym, rodzice dzieci niepełnosprawnych oraz Naczelnik Wydziału ds. Osób Niepełnosprawnych przy Biurze Polityki Społecznej Urzędu m.st. Warszawy.

Osoby przybyłe na debatę. Przemawia Jan Ponulak - Naczelnik Wydziału ds. Osób Niepełnosprawnych w Biurze Polityki Społecznej Urzędu m.st. Warszawy.  / Fot. Bożena JakubowskaTematem przewodnim było dziecko niepełnosprawne i bariery jakie napotyka w swoim codziennym życiu. Ono i jego rodzice. Poruszano między innymi kwestie przedszkoli i szkół specjalnych, a w zasadzie ich małą liczbę (lub brak - jak w dzielnicach Ursus czy Ursynów) na terenie całej Warszawy. Inną kwestią jest dowożenie dzieci do tych placówek przez wiecznie zakorkowaną stolicę. Stworzenie dodatkowych szkół pomogłoby samym dzieciom, a jednocześnie zaoszczędziło wydatków danej dzielnicy. Bowiem, to właśnie one pokrywają koszty dojazdów dzieci do szkół. Wstępnie przedyskutowano wyżej zasygnalizowane sprawy. Wszystkie strony mają nadzieję na ich pozytywne zakończenie.

Wszystkie dzieci biorące udział w konkursie otrzymały prezenty niespodzianki. / Fot. Bożena JakubowskaOprócz części oficjalnej była także chwila relaksu dla samych dzieci. Nastąpiło uroczyste rozstrzygnięcie konkursu "Ja i moja klasa". Jury każdemu dziecku, biorącemu udział w zabawie, wręczyło nagrodę niespodziankę. Dalszą wspólną zabawę zapewnili artyści - podopieczni Domu Pomocy Społecznej przy ul. Przedwiośnie.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (9):

Sortuj komentarze:

Problemem również jest niewidoczna niepełnosprawność dzieci. O tym się często zapomina. Społeczeństwo kojarzy niepełnosprawność z wózkiem inwalidzkim. Zapomnianym tematem są dzieci rodziców niepełnosprawnych. Pozbawione dzieciństwa są obciążone obowiązkami.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Bardzo dziękuję za polemikę z moim wpisem pod artykułem Ewy. Zgadzam się, że sytuacja nie wygląda różowo (nie twierdziłem tak). Z moich obserwacji wynika(a pracuję w środowisku dzieci "nietypowych"), że jednak pewna poprawa w sytuacji społecznej osób niepełnosprawnych. Oczywiście, głównie dzięki ich rodzicom i ludziom dobrej woli. Chwała im za to. A politycy, rządy? Mój znajomy mówił: "czegóż oczekiwać po wołu, jeśli nie kawałka mięsa?"

Komentarz został ukrytyrozwiń

Tak Magdo, do tych dzieci potrzeba bardzo dużo serca. Czasem o wiele więcej niz samych umiejętności, wiedzy, ukończonych kursów. Ale nie każdy chce tak się poświęcąc. Bo, po co? Dla cudzych dzieci?
Podziwiam tych, którzy jednak chcą. Że cieszy ich zapłata, za to co dają. Od samych dzieci- ich usmiech i radośc w ich oczach czy rodziców.

I powiem tak..bariery miedzy dziećmi niepełnosprawnymi wytyczają nie same dzieci ale rodzice dzieci zdrowych i narzucają punkt widzenia. Dzieci o wiele lepiej rozumieja siebie i inne dzieci

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ewo, swego czasu uczyłam w szkole podstawowej z oddziałami integracyjnymi. Uczęszczały tam dzieci z różnym stopniem niepełnosprawności. To bardzo trudna praca, dla nauczycieli i dzieci, które w różnym stopniu akceptują obok siebie niepełnosprawnego kolegę. Ale moim zdaniem taka integracja jest konieczna dla prawidłowego rozwoju każdego dziecka. Obok szkoły jest przedszkole, do którego uczęszczają niepełnosprawne maluchy. Obserwowałam czasami jak pracują z nimi panie wychowawczynie, jak wiele serca im okazują. Ale cóż z tego skoro brakuje pieniędzy na przystosowanie sal , na specjalne pomoce, na asystentów, na dokształcanie nauczycieli. A przede wszystkim brak konkretnych działań MEN

Komentarz został ukrytyrozwiń

Magdo, mądrze mówisz. Trzeba jednak mieć dużo siły by ten dar udźwignąć.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Pani Ewo ma pani racje !!!!

No a te które mają swoją niepełnosprawność widoczną naprawdę nie muszą być zamykane w swoim środowisku, bo oprócz swoiej niepełnosprawności nie różnią się niczym od dzieci zdrowych. Tak samo chcą być doceniane, kochane i aby koledzy dostrzegali że są "fajni" a nie aby widzieli ich jakąś tam dysfunkcję.

Ja zawsze powtarzam że niepełnosprawność jest darem który trzeba potrafić przyjąć i iść z nim przez życie mimo wielu trudności.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Niestety Krzysztofie- smutno ,to mówić- nie jest tak rózowo jak się wydaje. Kogo interesują "inne", chore dzieci? NFZ czy resort edukacji? Powinno, prawda? Ale to tylko pozory. Najlepiej jakby takich dzieci nie było, to i spraw do załatwiania by ubyło. I problemy z nimi .by znikneły. Jest dużo stowarzyszeń i fundacji pomagających, wspierających w opiece nad dziećmi. Tylko, ze przewaznie powstają z inicjatywy rodziców chorych dzieci. Bo, kto jak nie Oni widzą, że to jedyna szansa na zycie czy jego poprawę u swoich pociech?
Bywają jednak nieliczne wyjątki.
A swiadomośc społeczeństwa i ludzkie podejście..hmmm. Zmienia sie ale bardzo powolutku. Nadal się uważa , ze chore dzieci to jedynie te, które maja swoją chorobę widoczną na pierwszy rzut oka..a więc na np. te poruszające się na wózkach.
Ale są i inne choroby i nie muszą być wypisane na twarzy.

Komentarz został ukrytyrozwiń

"Pewne mankamenty" to eufemizm, panie Krzysztofie. W naszym kraju to jeden wielki mankament. Gdyby nie organizacje pozarządowe i zwykli ludzie dobrej woli, rodzice poważnie chorych dzieci byliby zdani wyłącznie na siebie. Dla kolejnych rządów ten problem nie istnieje, a już szczególną ignorancją wyróżniają się resorty zdrowia i edukacji...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Cieszę się, że w naszym społeczeństwie zmienia się na lepsze podejście do ludzi nietypowych pod każdym wzgledem. Oczywiście, że są jeszcze pewne mankamenty, ale właśnie dlatego powstają takie artykuły, jak ten (5+), by ważkie problemy poruszać.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.