Facebook Google+ Twitter

Na jego widok ludzie przystają na chodniku. Chrysler de soto z 1947 roku

  • Źródło: Dziennik Zachodni
  • Data dodania: 2006-11-19 10:02

Jako mały chłopiec Tomasz Wachowski spędzał długie godziny na oglądaniu amerykańskich filmów gangsterskich. Podczas któregoś z seansów z Al Capone w roli głównej młodzieniec zobaczył wspaniałego de soto. – To chyba wtedy narodziła się moja wielka miłość – śmieje się pasjonat.

fot. Dziennik ZachodniNa ślad „polskiego” de soto z 1947 roku Tomasz Wachowski, mieszkaniec rybnickich Niedobczyc, trafił trzy lata temu. – Syn kolegi namierzył go gdzieś w centralnej Polsce. Pojechaliśmy na miejsce. Wóz był w kiepskim stanie, a mimo to właściciel za nic na świecie nie chciał go sprzedać – wspomina.
Ale Tomasz – jak wielki Al Capone – nie odpuścił. „Przycisnął” właściciela i de soto z 47 roku znalazło się w jego „dziupli”. Tam przepiękna, pięcioipółmetrowa limuzyna ukryta była przed światem przez dwa lata.
– Całymi dniami nie wychodziliśmy z warsztatu. Robiliśmy samochód „od śrubki” – wspomina „gangster z Rybnika”, bo takiej ksywy dorobił się po zakupie u znajomych. Jego kompanem od brudnej roboty był Damian Rybacki, wieloletni pasjonat amerykańskiej motoryzacji.

Chociaż w karoserii nie było ani jednej dziury po kuli, dopieszczanie samej blacharki zajęło sześć miesięcy. Brakowało ludzi, którzy podjęliby się zadania... – W okolicy nie było nikogo, kto potrafiłby zrobić słynny chromowany przód. Listewki „grilla” sami odlewaliśmy z mosiądzu – uśmiecha się Tomasz Wachowski.

Jego kalsa to szczegóły

Panowie dbali o każdy szczegół i nie żałowali dla de soto czasu. Wszystko musiało być zgodne z oryginałem. – W Polsce mało kto przywiązuje do tego wagę. Łączy się elementy różnych modeli, a nawet marek – mówi Tomasz Wachowski. – Czasem Damian dzwonił w środku nocy i mówił: „słuchaj mam to i to”. Nie musiał długo na mnie czekać. Po chwili byłem w warsztacie – dodaje. By nikt nie rozpoznał dawnego de soto, Tomasz przemalował je na czerwono. – Po drogach Stanów Zjednoczonych jeździły de sota tylko w czterech kolorach: czarnym, zielonym, granatowym i czerwonym – wylicza pasjonat.

Ludzie przystają na chodnikach

Kiedy po dwóch latach Amerykanin wyjechał z garażu, zachwytom nie było końca. – Do tej pory na nasz widok ludzie przystają na chodnikach. Wielu nie może oderwać od auta wzroku – uśmiecha się dumny Tomasz. Podczas rajdu starych samochodów w Kętach żaden z członków jury nie odważył się oddać głosu na innego kandydata. – To była największa niespodzianka rajdu – wspomina.
Wyprawa do Kęt była najdłuższą w historii polskiego Amerykanina. W ciągu trzech dni dostojny staruszek pokonał trasę ponad 400 kilometrów. Na pytanie, ile pali, Tomasz Wachowski odpowiada ze śmiechem: – Tyle ile musi. Po chwili, już na poważnie, dodaje: – Trzydzieści litrów na 100 kilometrów. Aż w baku robi się wir.

Weselna bryka

Ale Amerykanin potrafi na siebie sam zarobić. Tomasz Wachowski wynajmuje samochód parom weselnym. – Nie daję żadnych ogłoszeń, a mimo to auto cały czas jeździ. Wieść o czerwonym de soto roznosi się sama – śmieje się niedobczanin. – Ile trzeba zapłacić, by pod kościół podjechać tym cudem? – pytamy nieśmiało. – To nie jest samochód dla każdego. Jednak, jeśli ktoś szuka czegoś takiego, na pewno wyciągnie portfel – mówi Tomasz Wachowski. Nowożeńcy korzystający z usług „rybnickiego gangstera” zawsze mają obstawę. Bo na trasie nigdy nic nie wiadomo... – Kierowca prowadzi de soto, a ja ubezpieczam je z tyłu, siedząc w innym samochodzie. Wolę dmuchać na zimne – przekonuje Tomasz Wachowski. – Chociaż wóz jest ubezpieczony, problemy związane z ewentualną naprawą są niewspółmierne do odszkodowania – dodaje.

A jeśli pojawiłby się kupiec z grubymi portfelem?
– Chyba kpisz – macha ręką Tomasz. – Przyjaciół się nie sprzedaje!

Konkwistador de Soto

Nazwa marki pochodzi od nazwiska hiszpańskiego konkwistadora – Hernando de Soto (1496-1542). Hernando był jednym z uczestników wyprawy Francisca Pizarra do Peru, podczas której podbito imperium Inków (1531 r.). W 1539 r. de Soto (już jako gubernator Kuby) zorganizował wielką wyprawę w celu podboju Florydy. W ciągu czterech lat 600-osobowa załoga (w skład której wchodzili żołnierze, duchowni i poszukiwacze skarbów) pokonała tysiące kilometrów. Wyprawa zakończyła się fiaskiem – nie udało się odnaleźć złota ani bogatych cywilizacji podobnych do meksykańskich i południowoamerykańskich. Zamiast tego konkwistadorzy nawiązali wrogie kontakty z licznymi plemionami indiańskimi. Hernando de Soto, wyczerpany trudami wędrówki, zmarł na żółtą febrę i został pochowany nad brzegiem Missisipi.

De Soto w liczbach:
x 560 centymetrów długości, 187 szerokości, 172 wysokości.
x silnik 6-cylindrowy, dolnozaworowy, 160 koni, 3800 cm sześc. pojemności.
x bak – 70 litrów

Pierwsze de soto były produkowane już w 1913 r. W 1928 r. marka została włączona do koncernu Chrysler. Model z 47 roku produkowany był tylko przez dwa lata (1946-48). W tym czasie z fabryki wyjechało zaledwie 20 tys. aut. Jedno z nich jeździ po rybnickich drogach.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

I po co deprecjonować wartość wozu?
A przy okazji -
*Kiedy po dwóch latach Amerykanin wyjechał * - jeśli mowa o samochodzi, statku itp., to nazwy narodowosci piszemy od małej litery, np. *u nas w stoczni remontujemy kilku islanczyków (islandów) rocznie*.
*Model z 47 roku* - chyba kropka po 47? Ale gdyby było 1947 to nie.
Czy ten de Soto nie był postrzegany przez Indian jak Hitler przez nas? A ma auto...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Nas Kubie jest tego peeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeełno. :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Złom i nic więcej...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.