Facebook Google+ Twitter

Na sarmatyzm nowe Polaka spojrzenie

Najnowsza książka Jacka Komudy to kolejna cegiełka przy budowie "sarmatyzmu dla mas". W "Banicie" szlachta wreszcie pokazana jest tak, jak wszyscy chcieli ją widzieć. Bez bohaterszczyzny i pompatyczności.

 / Fot. PromoUbi lex, ibi poena

Mikołaj Potocki to szlachcic słynny na kraj cały. Katolik, pan na włościach, rządca dobry; słowem - do szabli i do szklanki. O ile jednak drugą krzywdy nie wyrządził nikomu, to szabla jego oraz bat zwany Rachmet-Geraj stały się postrachem całego półświatka ladacznic w Przemyślu.
A więc może wypadałoby tytułować go inaczej? Potocki w głębi serca to zwykły kat i oprawca przypadkowych kurtyzan. Zwabiając w sidła swej komnaty znęca się nad nimi przeokropnie, upajając się ich bólem. Zawsze po równych dniach dwóch, sam przyznaje się jednak do winy. Co więcej - uchodzi mu to płazem.

Kiedy okazuje się, że nic nie powstrzyma Potockiego przed wyrżnięciem wszelkich skortezanek w mieście, na pomoc przychodzi wynajęty przez nie Jacek Dydyński. Słynny stolnikowic, zwany Jackiem nad Jackami. On - chcąc nie chcąc, musiał przystać na ich propozycję. Dość powiedzieć, że ich oferta była dla niego jedynym ratunkiem, gdyż przez ostatnie tygodnie pobytu w więzieniu utracił wszelkie koneksje, zaszczyty oraz towarzyszy broni. Jak tam trafił? Ano dał się złapać, na dodatek na gorącym uczynku. I chociaż zabójstwa szlachciców na życzenie ich wrogów były w Rzeczpospolitej codziennością, to najsroższą kare wymierzano tylko tym, którzy w ciągu dwóch dób od popełnienia przestępstwa, dali się złapać. Atoli Jacek Dydyński, to szlachcic z pokolenia na pokolenie, więc zamiast stryczka, swoje w więzieniu odsiedział i na wolność wyszedł. Tak oto, jedna z najsławniejszych szabel Rzeczpospolitej stała się sprawiedliwością, która mała dosięgnąć kata kurtyzan, Mikołaja Potockiego. Tylko któż przewidział, że szabla ta mając za nic wszelkie tradycje i honory szlacheckie, zakocha się w jednej z ladacznic? A miłość ta będzie przypłacona życiem. Czy Jacka? Zachęcam do czytania.

Arduum res gestas scribere

-Zacząłem pisać literaturę historyczną, bo miałem już dosyć popłuczyn po Sienkiewiczu i opowieści o rycerzach spod kresowych stanic. Zdecydowałem się odtworzyć wspaniały świat szlachty polskiej, nie popadając jednak w przesadę i bohaterszczyznę i pokazać klimat polskiego easternu - pisze sam Komuda.

Odważne to słowa w Polsce obciążonej tym Sienkiewiczowskim sarmatyzmem, dla wielu zbyt siermiężnym, nazbyt pompatycznym. Na przekór utartym wzorcom, na przekór obrazowi sarmatyzmu jako "czegoś nudnego na lekcjach polskiego" Komuda stara się kształtować nowe Polaków na sarmatyzm spojrzenie. A książki jego to skarbnica wiedzy, zwłaszcza dla młodzieży która, daję sobie drzemkę uciąć, więcej zapamięta z "Banity" niż z "Pamiętników" Jana Chryzostoma Paska. Doskonale napisane są również przypisy, które pomimo że zawierają istotne fakty z historii Rzeczpospolitej, oblane są tak pysznym likworem humoru, że i umysł się raduje, i ciało (przy okazji - polecam lekturę gwary pijackiej zawartą w akapicie "smoktali węgrzyna").

Jackowi Komudzie przy gratulacjach za wydanie kolejnej dobrej książki, należy uścisnąć dłoń i podziękować. Przede wszystkim za uparte, nieprzerwane dążenie do obalenia mitu skostniałego i nudnego sarmaty. Rzeczpospolita w jego powieściach tętni życiem, sapientia leje się litrami, a Sienkiewicz w grobie się przewraca, bo kto to widział pisać dla młodzieży o prostytucji w tak zacnym kraju.

Premiera: 19 marca 2010
Wydawnictwo Fabryka Słów

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Ciekawe.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.