Facebook Google+ Twitter

Na ścieżkach przedeptanych ogrodem…

Niewiele mam czasu na wolność ciała tego lata. Ogród związał mnie ze sobą, przyczepił się wąsami ogórków i chińskiego chmielu, nie sposób się oderwać. Codzienność przynosi metafizykę – ciągłe wzrastanie, dojrzewanie, zmiany...

A w życiu tak wiele nie przedeptanych jeszcze ścieżek… Na jedną z nich weszłam niespodziewanie dla mnie samej. Pojechałam do Pustnika, niewielkiej, ale pięknej wsi. Z Mrągowa to tylko kilkanaście kilometrów - trzeba najpierw dojechać do Sorkwit, a potem skręcić w prawo na Gieląd Stary. Za nim już ta wieś - nie można nie trafić, bo droga sama poprowadzi. Przed wojną wieś nazywała się Pustnick, od pustki lub puszczy - po prostu. Nazwa zatem ocalała w formie prawie niezmienionej, choć pochodzi przecież jeszcze sprzed wojny.

Pustnik był wsią niezwykłą. Po wojnie jego dawni mieszkańcy, zamiast uciekać przed Rosjanami do Niemiec, postanowili, że zostaną tu i koniec. Ukryli się tylko, gdzie kto mógł, u rodziny, znajomych lub w leśnych ziemiankach, przeczekali najgorszy czas i wrócili - jako właściciele swoich domów i gospodarstw. I po wojnie prawie wszyscy mieszkańcy Pustnika to autochtoni.

Historycy patrzyli na to zjawisko z podziwem, bo drugiej takiej wsi na byłych Prusach Wschodnich nie było, a mieszkańcy okolicznych wsi mówili często, że Niemcy tam mieszkają. Albo gorzej - Szwaby. A tymczasem - ci autochtoni, którzy żyją do dziś, zapytani, jakiej są narodowości, mówią, że Mazurzy. Używają twardej, zniemiecczonej polszczyzny, bo są dwujęzyczni, a w ich domach panuje surowy i wdzięczny mazurski klimat, dokładność detali, przydatność każdej szufladki i półeczki oraz porządek, o jaki trudno gdzie indziej.

W Pustniku stał dwór - duży, z przestrzenią, zagospodarowaną na stajnie, rodowy cmentarz czy park. Dziś ocalało tylko kilka zabudowań i grobów. Teraźniejszość obyła się z tym miejscem bardzo boleśnie. Tuż przed wojną mieszkali tu Heitmannowie. Po wojnie przyszli Rosjanie i rodzina musiała opuścić swój dom. Na stosie przed pałacem płonęły meble i pamiątki, których nie dało się zabrać na wóz. Ludzie ze wsi przygarnęli do siebie obrazy, krzesła, porcelanę. Stary Heitmann zakopał część majątku w drewnianej skrzyni w parku, niedaleko cmentarza. Myślał, że wróci. Zabierze, co jego. Nie wrócił. Dziś potomkowie dziedzica mieszkają w Niemczech i… obraz pałacu noszą jedynie pod powieką. W pamięci przodków.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

Cudownie piszesz.

Komentarz został ukrytyrozwiń

:)
Perełce wrażliwości 5*

Komentarz został ukrytyrozwiń

5* Wpiszę na listę miejsc do odwiedzenia. Tylko przewodnika będę potrzebować :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.