
Zabytek leżał pod ziemią, tuż przy murze dawnego klasztoru franciszkanów, gdzie obecnie mieści się kościół ewangelicki.
– To odkrycie świadczy, że już w XIV wieku istniał w Wodzisławiu rozwinięty system edukacji. Styllus i tabliczki były używane podczas nauki pisania. Papier był wtedy za drogi, by dawać go uczniom - mówi Sławomir Kulpa, wodzisławski archeolog. Nie powinno dziwić miejsce znaleziska. Większość ówczesnych szkół, gdzie można było opanować tajniki pisania mieściła się właśnie w klasztorach.
Po oczyszczeniu i konserwacji znalezisko trafi do muzealnej gabloty. Doczeka się również opracowania naukowego. Z pewnością będzie też jedną z największych atrakcji wystawy przygotowywanej z okazji 750-lecia Wodzisławia.
Styllus nie był jedynym interesującym odkryciem. Podczas prac wykopaliskowych archeolodzy natknęli się też na fragmenty średniowiecznej ceramiki, która pojawia się wszędzie tam, gdzie w średniowieczu żyli i gospodarowali ludzie, oraz tajemnicze pochówki, czyli groby. Niestety, zgodnie ze średniowiecznym zwyczajem w grobach nie było żadnego wyposażenia - biżuterii czy naczyń. Unikano umieszczania wraz ze zmarłym różnych przedmiotów, ponieważ przypominało to obyczaje pogańskie. Możliwe również, że natrafiono na groby franciszkanów, którzy głosili życie w ubóstwie i nie mieli nic na własność. Do kogo należały groby i jaki mają wiek, będzie wiadomo dopiero po badaniach antropologicznych.
(mir)
PT