Facebook Google+ Twitter

Na szczycie świata

"Windows on the World" przypomina dobrze zmontowany film. Film, w którym dominują ludzkie dramaty i lęk przed nieuchronnym. Poraża tylko świadomość oparcia na autentycznych wypowiedziach świadków...

Okładka książki Noir sur BlancFrederic Beigbeder dosyć dużo zaryzykował. Naraził się na lincz i druzgocącą krytykę ze strony tych, którzy o 11 Września wciąż mówią i myślą z drżeniem rąk i przyspieszonym biciem serca. Spróbował wczuć się w klimat, którego nikt z nas tak naprawdę nie chciałby poznać. Autor w swojej książce "Windows on the World" przedstawił fikcyjną, ale bardzo realistyczną wersję wydarzeń mających miejsce na ostatnich piętrach jednej z wież World Trade Center, w snobistycznej japiszońskiej restauracji, feralnego "Dnia Niepodległości" XXI wieku...

Minuta po minucie czytelnik obserwuje przemianę głównego bohatera Carthew Yorstona - z cynicznego przedstawiciela amerykańskiej więcej niż "middle class" – w bezbronnego wobec nadchodzącego Armagedonu, rozliczającego się ze swoim życiem, słabego człowieka. Kontestatora otaczającej go rzeczywistości, krytykanta wszystkiego, do czego przez całe życie dążył i co pragnął osiągnąć.

Autor nawiązuje do "American Beauty" Sama Mendesa, parafrazuje fragment scenariusza i pisze w imieniu uwięzionego wśród "okien na świat" mężczyzny: "Za dwie godziny nie będę żył, a w pewnym sensie już jestem martwy". Coraz silniejsze przerażenie, brak nadziei i prozaiczny ludzki strach prowokują Carthew do podjęcia próby pogodzenia się z samym sobą, usprawiedliwienia błędów i odnalezienia wewnętrznego spokoju.

Czytelnicy towarzyszący bohaterowi i uwięzionym wraz z nim jego synkom w ostatnich 105 minutach życia, są świadomi zakończenia, a mimo to doczytują powieść do końca, wciąż licząc na cudowny happy-end w amerykańskim przesłodzonym stylu, prosto z przepełnionych patetyzmem filmów katastroficznych. Na stronach "Windows on the World" widzimy też opozycyjny wobec powszechnego antyamerykanizmu pogląd, iż w rzeczywistości Europejczykami kieruje zazdrość wobec pluralizmu Stanów Zjednoczonych i złość na ignorancję narodu zza oceanu wobec tworów kultury ze Starego Kontynentu.

Beigbeder pisze także o Bogu znanym z amerykańskiej dewizy "God bless the America". Bogu, który zapomniał o niej w najważniejszym momencie, zostawił ją na pastwę ogarniętych furią i nienawiścią fanatyków. Dla autora to właśnie ich bóg tym razem zwyciężył. Według Beigbedera zmiana krajobrazu na Manhattanie odbiła się echem w sercu każdego człowieka, bez względu na stosunek do Amerykanów jako imperialistów zalewających europejski świat. "Windows on the World" uświadamia, że terroryści nie podpalają symboli, tylko ludzi. A wszystko co można powiedzieć o piekle na szczycie świata, zawsze będzie znajdować się 410 metrów poniżej prawdy. "The windows on the world are covered with rain, Where is the sunshine we once knew? (...) Let the sun shine through" – pisze Beigbeder…

Frederic Beigbeder
"Windows on the World"
Przełożyła: Magdalena Kamińska-Maurugeon
Noir sur Blanc, Warszawa 2004


Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Książki Beigbedera czytałam jednym tchem...Windows on the World dech mi zaparło - warto przeczytać ;-)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.