Facebook Google+ Twitter

Na szlaku, którego nie ma. O książce Colina Thubrona

Zacznę pretensjonalnie: są książki ciekawe, które dobrze się czyta, i są książki wartościowe pod względem merytorycznym. "Utracone serce Azji" Colina Thurbona wydane przez Czarne w serii Orient Expres łączy te dwie cechy.

Okładka książki Colina Thubrona. / Fot. www.czarne.com.plTa opowieść jednego z najbardziej znanych i utytułowanych (laureata m.in. Medalu Lawrence'a z Arabii, Nagrody Szkockiego Towarzystwa Podróżniczego) brytyjskich pisarzy - podróżników, Colina Thubrona, łączy w sobie cechy przynajmniej kilku gatunków literackich. Jest to na pewno dziennik podróży, którą autor odbył w 1992 roku po pięciu byłych republikach radzieckich, które zaledwie kilka miesięcy wcześniej wyzwoliły się spod kurateli "Wielkiego Brata". Turkmenistan, Uzbekistan, Tadżykistan, Kazachstan i Kirgistan odwiedzane przez angielskiego dziennikarza, leżące niegdyś na tak zwanym Jedwabnym Szlaku są teraz niepodległymi państwami i nie bardzo wiedzą, co zrobić z tą niepodległością.

"Utracone serce Azji" jest zapisem tamtejszej rzeczywistości z początku lat 90. XX stulecia. Rzeczywistości znaczonej ciągłą obecnością na ulicach pomników Lenina, Dzierżyńskiego, haseł typu "Chwała ludom radzieckim" i bezrobociem, drożyzną, brakiem perspektyw. I właśnie to poczucie bezradności, czy nie powiedzieć beznadziei jest dominujące w wypowiedziach niemal wszystkich osób, z którymi Thubron spotyka się przemierzając Azję Środkową. I nieważne, czy jest to były minister kultury, pracownik premiera, artysta czy zwykły mieszkaniec tych terenów. Wszyscy oni narzekają na to, że zostali opuszczeni przez protektora, jakim był Związek Socjalistycznych Republik Radzieckich i pozostawieni sami sobie, jak niechciane dzieci, sieroty pozbawione tożsamości. Wydaje się, że nie chcą takiej niepodległości. Tylko nieliczni widzą przed sobą zielone światło w tunelu, ale najczęściej jest ono związane z emigracją do Rosji, bądź do... Meksyku.

W książce "Utracone serce Azji" Colin Thubron jawi się także jako wytrawny reportażysta. Z niezwykłym poświęceniem dociera do miejsc, które nawet dla tubylców utraciły znaczenie (np. groby władców i przywódców wojskowych z okresu świetności i potęgi Azji Środkowej, gdy jeszcze nie istniały tam granice sztucznie utworzone przez Stalina). Przy okazji tych wędrówek Thubron dociera także do domów swoich przewodników, poznaje ich bytową codzienność, obyczaje, stosunek do religii, a także kuchnię (tę ostatnią zgłębia z takim poświęceniem, że aż traci ząb). To wszystko pozwala autorowi stworzyć głęboko prawdziwy portret psychologiczny mieszkańców, wśród których wciąż można spotkać typowych homo sovieticus (patrz: panie etażowe z miejscowych hoteli) i cwaniaczków, pragnących wykorzystać obcokrajowca, ale i takich, którzy cierpią, gdy nazywani są sowietami, co jest synonimem zdrajcy. Zdrajcy swej narodowej tożsamości. Brak poczucia tożsamości narodowej zdaje się być największym i najistotniejszym problemem mieszkańców nowych niezwisłych państw. Jednocześnie nie robią oni nic, a w każdym razie niewiele, dla przywrócenia choćby symboli chlubnej przeszłości tego regionu.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.