Facebook Google+ Twitter

Na tropach muzycznego widma

  • Autor usunął profil

  • Data dodania: 2008-08-23 08:15

Najciekawszych odkryć dokonujemy w najmniej oczekiwanym momencie, stąd gdy uskarżałam się na brak koncertów w Opolu, ich fenomenalny substytut znalazł się sam. Szkoda tylko, że pojawił się jak widmo i równie szybko zniknął.

W czwartkowy wieczór na Rynku rozlegały się subtelne tony wysmakowanej muzyki w wykonaniu zespołu Coloriage. Trzeba przyznać, że wśród tych dźwięków dał się słyszeć gwar ożywionych rozmów - ten jakże bezcenny symptom obecności licznej publiki. Jednak w tym samym czasie, parędziesiąt metrów dalej, odbywało się inne nietypowe spotkanie kulturalne. Zupełnie przypadkowo wstępując do pubu Highlander znalazłam się tak blisko muzyki, jak to tylko możliwe. Rozstawiona perkusja, futerały na instrumenty, gitara w czyichś wprawnie rozgrzewających palce dłoniach – czy to możliwe, kolejny koncert na żywo? Zdecydowanie lepiej – udało mi się spotkać muzyków w trakcie najprzyjemniejszego z możliwych występów – spontanicznego jam session. Nic nie daje tak niepowtarzalnego efektu jak improwizacja na scenie, kiedy nie trzeba dbać tyle o publikę, co o muzykę samą w sobie.

Pośród grających rozpoznać można było członków zespołu Bardians, który zdobył już pewne uznanie lokalnej publiki, choć wykonywane kompozycje różniły się od repertuaru zespołu. Trzeba przyznać, muzyka była przednia, ciała rezonowały w jej rytmie zarażone iście jazzowym klimatem. Piękny obrazek, z tym że czegoś w nim brakowało – publiki. Prócz wykonawców w pubie było około dziesięciu osób (wliczając barmanów, kelnerki i znajomych). Jednak w tym przypadku nie wypada po raz kolejny wytykać opolanom bierności, trudno przecież brać udział w imprezie–widmie, o której nikt nie informował.

Barman pubu z jawną satysfakcją oznajmił, że i owszem czasem muzycy lubią tu sobie poimprowizować, ale on nie wie kiedy konkretnie, trzeba przychodzić często i sprawdzać (przekomarzanie w stylu: „nawet jakbym wiedział, to bym nie powiedział”). Jeden z muzyków potwierdza tę wersję wydarzeń – ot takie spontaniczne, nieplanowane spotkanie, choć wspomina też obiecująco, że może we wrześniu, może w październiku wyklaruje się bardziej zorganizowana forma muzycznych improwizacji.

Nic tylko ręce załamać. Może we wrześniu, choć nie na pewno. A do tego czasu trzeba co wieczór urządzać pielgrzymki po klubach w poszukiwaniu upojnych widmowych koncertów. Taka taktyka nie działa na korzyść wykonawców, którzy oczywiste chcieliby jakoś zaistnieć, lub chociaż usłyszeć oklaski kilku par rąk. Taka taktyka nie działa też na korzyść ewentualnej publiki – przypadkowi goście lokalu mogą nie być zadowoleni z niezapowiedzianego, głośnego i dość swawolnego koncertu, a ci, którym przypadłby do gustu nie mają szansy przybycia. Słowem – taka taktyka nie działa w ogóle.

Niewiele jednak można z tym fantem zrobić. Może natrętne dopytywanie się o tego typu inicjatywy, może sugestie odnośnie ich nagłośnienia w mediach (nie trzeba pokaźnych funduszy na gazetowe łamy i plakatowe słupy – jest internet)? Mieszkańcom brakuje rozrywki, a wykonawcom publiki – rozwiązanie jest przecież oczywiste.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.