Facebook Google+ Twitter

Na wariackich papierach cz.4

Ponieważ kilka tygodni temu nasz osobisty RedNacz wyjawił był, że ma dość wulgaryzmów i stanowczo oraz zasadniczo protestuje przeciw ich używaniu - przyszło mi - w związku z pewnym wydarzeniem - zająć się tematem ponownie.

Temat wdzięczny jak uśmiech Fotygi i komplementy Jarosława na temat obuwia razem wzięte.
Dodatkowo, spełniam życzenie pana Aleksandra, który w poprzednim odcinku napisał
„… Proszę o kilka następnych razów. Proponuję rozdawać je z lewa i prawa” - dzisiaj będzie prosto między oczy, czyli po sprawiedliwości, obrona niezbywalnych, demokratycznych praw do języka polskiego.

Do rzeczy. Wydarzenie miało formę cosobotniego panelu dyskusyjnego na tematy wszelkie, a dyskutanci - elita kulturalna z najwyższej półki w składzie zmiennym, lecz niezmiennie znakomitym - omawiała wydarzenia bieżące, metodą eleganckiego pleple przy dyżurnych ciasteczkach.

I otóż w sobotę, trzynastego (13!) listopada, prowadzący tę moją ulubioną audycję, pan Marcin Meller, rzucił był w ferworze dyskusji słowem, które po włosku i łacinie oznacza krzywiznę lub zakręt, całkiem niesłusznie będąc u nas określeniem wyłącznie poważnej niecnoty dziewiczej; a którego powszechne używanie w miejscach publicznych tępione jest przez purystów obyczajowych i językowych z wielkim zacięciem i powagą.

Wycinki montażysta zrobić nie mógł, bo rzecz cała szła na żywo i ja, stara przechera - ucieszyłam się z tej wpadki jak dziecko. Dla pana Mellera pechowa trzynastka, dla mnie - sama radość z patrzenia na uczestników, z których każdy na swój sposób dławił serdeczną radochę udając, że ani, ani, nic w ogóle się nie stało. Pan Materna, aby zgorszenia nie siać - zasłonił
był rękami rozradowane oblicze do momentu odzyskania online równowagi i powagi.

Mogę z czystym sumieniem powiedzieć, mając w uszach wypowiedź, a oczach reakcję hajlajfu przy kawiarnianym stoliku, że rzucanie słowem potępionym nie jest im całkiem obce. A ponieważ wyraźnie widać, jak się towarzystwo męczy na wizji sznurując wytwornie usta - należy podpowiedzieć substytut do rzucania w ferworze.

Ta piękna wpadka na wizji przejdzie do annałów telewizyjnych na wieki, ale ja zaczęłam się głowić nad substytutem owego potępionego słowa. Czy może je zobrazować lepiej jakaś inna krzywizna, którą można rzucić?

Po dłuższym namyśle - wzorem Pomysłowego Dobromira, któremu coś na głowę padło, mogłam zakrzyknąć - „eureka”! Przecież to bumerang! Przedmiot wystarczająco krzywy, którym mieszkańcy antypodów rzucają na okoliczność, mniejsza z tym na jaką; ważne, że odkryłam źródłosłów, braterstwo dusz z Aborygenami oraz słowo, które tym bardziej wraca
na usta, im bardziej chcemy je porzucić.

Uradowana odkryciem, po głębszej analizie i wykonanych do lustra ćwiczeniach dykcyjnych doszłam jednak do smutnego wniosku, że sprawa nie jest taka prosta i naszą rodzimą k…ę
o wiele łatwiej wyartykułować, podkreślając samo słowo tembrem oraz uczuciem z serca płynącym.

No bo proszę spróbować wygarnąć sąsiadowi w oczy:
- Jak mi bumerang jeszcze raz bumerang naszczasz bumerang na wycieraczkę, to ci bumerang nogi z „pip pip” powyrywam.

No i tak: perswazja odpowiednio zakręconą, uszu nie obraża, ale chyba każdy przyzna, że to k…nie brzmi swojsko.
Rezygnuję z tej reformy.

Meller zaliczył wpadkę na żywo.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (13):

Sortuj komentarze:

Grażyno, serdeczne dzięki za te gwiazdki w imieniu :)

A co do angielszczyzny - rzeczywiście jest ona znacznie prostsza w użytkowaniu, z czego skwapliwie korzysta nasza wykształcona młodzież, która ma skłonność do upraszczania wszytkiego do bólu. Dlatego zgłaszam postulat, by na wzór Facebooka i innych mniej wirtualnych zgromadzeń założyć na W24 grupę obrońców naszej rodzimej krzywizny językowej, bo jeśli nie będziemy jej pielęgnować, za kilka lat przyjdzie nam wyjśc na ulice i zakrzyknąć pod jakąś siedzibą organów państwowych: Gdzie jest k...a! :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Wybacz, Basieńko, ale swoich nawyków językowych nie zamierzam zmieniać. Nie te latka. Co do przekleństwa - cholera, za jego użycie dostałam w dzieciństwie tęgie lanie od ojca, więc raz na zawsze wywaliłam go z mojego repertuaru. Pozdrawiam.

Komentarz został ukrytyrozwiń

EWo, koniecznie musisz to zmienić, Twoja alternatywa jest fatalna i niczego nie zmienia w kwestii zasadnieczej.. tzn gorszenia uszu . Dlaczego nie - cholera? też przekleństwo przecież.
pod mikroskopem te bakterie też są zakręcane , pokręcone. A bumerang , bije na głowę wszystko ...;)))

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 17.11.2010 07:56

O bumerang!

Genialny tekst!

Komentarz został ukrytyrozwiń

@ freelancer - Ach! Szanowny pan też z Żoliborza!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Przyznaję się bez bicia, że i mnie zdarza się czasami używanie "zakrętu" jako przerywnika. By jednak nie gorszyć moich słuchaczy - używam słowa "kuźwa". Twój pomysł z bumerangiem, droga Jadziu, bardzo mi się podoba i włączę go do mojego słownictwa. Czyli może być tak: O kuźwa! Bumerang! a dalej to już w miarę literacko i oczywiście bez wulgaryzmów, choć bo to człowiek wie, co mu może w ferworze dyskusji strzelić do głowy? Pozdrawiam z zakrętasem.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Cóż, zawsze tak było, że najlepsze programy zaliczamy na żywo. Po wycięciach i różnych tzw. kosmetycznych zabiegach smaczek znika i czar pryska. Nic tu na wariackich papierach, a raczej z życia wzięte. Obyśmy mieli więcej życia! :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Mam nadzieję, że nikt mi nie wyrzuci komentarza za nieocenzurowanie niecenzuralnego słowa - na wszelki wypadek głośno krzyczę: to jest CYTAT! Z WIEKLIEJ ARTYSTKI! :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Rewelka :) Gwiazdek nie stawiam, bo sie nepotyzmem brzydzę, ale nie mogę nie zareagować na geniusz własnej Matki :)))

A tak z innej beczki, natychmiast przypomniała mi się anegdotka, o uwielbianej przezez mnie Kalinie Jędrusik,którą to anegdotkę przypomniano ostatnio bodajże na Onecie (wklejkę robię z własnych notatek, bo linka do oryginału zgubiłam, za co serdecznie przepraszam autora artykułu - ale nie mogę się powstrzymać):

"Wojciech Młynarski opowiadał kiedyś, jak to napisał dla niej piosenkę Z kim ci tak będzie źle jak ze mną, w której padało słowo „ścierwo”. Aktorka zrobiła mu awanturę, krzycząc, że dama takich słów nie używa i tekst trzeba zmienić. On tłumaczył, że jak dama się wścieknie, to zapomina o manierach i używa wyrażeń jeszcze gorszych. Na co Kalina zwróciła się do towarzyszącej jej Agnieszki Osieckiej, mówiąc: „No widzisz, on, kurwa, nic nie rozumie."

Z krzywym pozdrowieniem dla wszystkich - niech żyje i rozkwita język polski :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

wyżdżał automobilem. rzecz jasna. a starszej pani chodziło o zakręty na drodze.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.