Facebook Google+ Twitter

Na wariackich papierach. Seksmisja à la Gowin

Na tle wydarzeń sportowych, ekscytujących tysięczne gromady ludzi spragnionych igrzysk oraz napojów wspomagających skakanie, chłodnym, niewzruszonym i stałym jak szczyt Czomolungmy pokryty stateczną bielą, jawi się minister Gowin ze swoimi poglądami na szczytach tradycji.

Najtwardsze poglądy pana ministra dotyczą rodziny, a szczególnie: po pierwsze - sposobu jej powstawania; dopuszczalne „po bożemu” z wyklęciem In vitro. Po drugie - roli matki oraz ojca w podstawowej komórce społecznej, czyli uświęcone tradycją rodzicielstwo w wykonaniu porządnej żony. Tradycyjna rola porządnego męża, czyli faceta, który zapewnia chleb rodzinie, nie stanowi przedmiotu równie wielkiej troski pana Gowina, a przynajmniej ja niczego takiego nie słyszałam. I po trzecie, najważniejsze - stanu najwyższego obrzydzenia przemieszanego z przerażeniem w stosunku do par homoseksualnych.

To ostatnie (obrzydzenie z przerażeniem) wyrażane jest w sposób odmienny od powszechnie stosowanego, ponieważ minister Gowin jest homofonem wytwornym, eleganckim i nie używa słownictwa związanego z jazdą na rowerze. Również o kobietach odmiennej orientacji nie mówi „ta stara lesba”, bo jest człowiekiem dobrze wychowanym w Krakowie.

Kultura słowna pana ministra spowodowała, że zbudował on elegancka piramidę myślową, w której - troszcząc się o tradycyjną rodzinę i zwiększenie populacji metodą „jak Pan Bóg przykazał” - odniósł się w rozmowie z Moniką Olejnik do jednego z fragmentów Konwencji ws. zwalczania przemocy wobec kobiet, słowami:

"(...) poprzez zobowiązanie państw sygnatariuszy do wykorzenienia tzw. stereotypowych ról kobiety i mężczyzny, może być wykorzystywana do uderzania w takie wartości jak macierzyństwo".

Po tym cytacie, omawianie pkt. pierwszego z drugim (patrz wyżej) wydaje się bezcelowe, ponieważ rozumowanie pana ministra można twórczo rozwinąć bazując na trzecim: gołym okiem widać, że stereotypowe zachowania rodzinne jak: mycie garów, dźwiganie zakupów, obdziabywanie kartofli, zmiana pampersów, noszenie bachora w chuscie, pranie prania zamiast baby - coraz częściej przejmują mężczyźni, przeto obawy pana ministra o uderzenie w fundament tradycyjnych wartości dotyczyć mogą tylko dwóch, zasadniczych ról, przypisanych wyłącznie płciom odmiennym, i tak:

- Konwencja ostatecznie nakaże rodzić dzieci chłopom (produkcja wkładek higienicznych na okresy między porodami spowoduje zmianę technologii z powodu zmiany fasonu)
- Baby zmusi do siedzenia po budką z piwem, kiblowania na stadionach oraz prowadzenia Tirów z przystankami w miejscach obstawionych przez urodziwych chłopaków w stringach.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (77):

Sortuj komentarze:

marcin
  • marcin
  • 14.07.2012 14:15

Trudno bronić małżeństwa, skoro negowana jest jego definicja i przywileje. To trochę jak relacja właściwości do bytu. Najpierw coś jest, potem mówimy o jakościach. Jeszcze nigdy nie była negowana istota związku łączącego mężczyznę i kobietę.

"Tylko 3 proc. dzieci w domach dziecka to sieroty…"

Ale to chyba nie jest argument za pogłębianiem nieszczęścia tych dzieci przez oddanie parom homoseksualnym? Ilu z tych rodziców musiało wyjechać za granicę, bo państwo na ścianie wschodniej ulega rozkładowi i nie jest w stanie skutecznie zapobiec bezrobociu. W Rwandzie po wojnach, katastrofie głodu i suszy sieroctwo stało się plagą. Rodziców się nie wspomaga umiejętnie. Wizyty pań socjalnych to koszmar.

"część tych przypadków dotyczy partnerów żyjących w konkubinacie, to niepokojący jest fakt, że powielają oni zjawiska zrodzone w tradycyjnym małżeństwie i utrwalone kulturowo"

To zdanie jest przykładem wyjątkowej przewrotności interpretacyjnej – nie z twojej winy

Ustalonym przez naukę predyktorem przemocy domowej jest pokrewieństwo. Im bliższe związki biologiczne tym prawdopodobieństwo przemocy w rodzinie maleje.

Przemoc w konkubinatach to czterokrotność tej przemocy, z którą mamy do czynienia w małżeństwach. Molestowanie przez ojczymów to siedmiokrotność przemocy seksualnej ze strony biologicznych rodziców. Decyzje altruistyczne są podejmowane najczęściej przez rodziców spokrewnionych z dzieckiem biologicznie (za Iniewicz Grzegorz). W USA ewangelikalni ojcowie w modelu patriarchalnym rodziny poświęcają swoim dzieciom najwięcej czasu Porównanie dotyczyło modelu partnerskiego mieszanego i patriarchalnego. Nie ma podstaw i dowodów na to, ze źródłem przemocy są stereotypowe role mężczyzn i kobiet.

Jest na odwrót. Tam gdzie polityka społeczna bezmyślnie podważa podział płciowy narasta przemoc domowa. Szwecja, wzór polityki Genderowej, czyli takiej która poluźnia więzy biologiczne i wiele związków oderwanych od genealogii prowadzi w statystykach przemocy domowej, w tym seksualnej.

http://www.thelocal.se/19102/20090427/

http://www.amnesty.org/en/region/sweden/report-2009

http://www.nytimes.com/2005/03/29/world/europe/29iht-letter-4909045.html?_r=1&pagewanted=all

"PACS-y były próbą prawnego uregulowania istniejącej sytuacji (zwłaszcza sytuacji dzieci) - były skutkiem, a nie przyczyną. I jeśli chcemy uzdrowić małżeństwo, to przyczyn trzeba szukać gdzie indziej."

Sens przywilejów małżeńskich polega na tym, że w ten sposób społeczeństwo zapewnia stabilne, przynajmniej dużo bardziej stabilne środowisko wychowawcze i opiekuńcze.
Bez osiągnięcia tego celu nie ma sensu tworzyć kolejnych, zachodzących na siebie, dublujących się, wykluczających się ram prawnych, socjalnych, podatkowych dla kolejnych grup, które łączy uczucie. Bo zapewnienie komfortu powinno dotyczyć naprawdę wszystkich, staruszków, dzieci, kochanków, hetero, bi itd. – bez żadnego wyróżniania.

"Marcinie, zmierzam do tego, że równolegle z debatą na temat dopuszczalności bądź niedopuszczalności związków partnerskich (nie tylko jednopłciowych) powinna się odbywać dyskusja nad uzdrowieniem małżeństwa w jego obecnym kształcie."

Tego się nie da oddzielić. Chcą nadać przywileje związkom partnerskim, w rezultacie komuś trzeba będzie zabrać, żeby było bardziej po równo. Zabierze się małżeństwom. Można być dobrym dla bezpłodnych małżeństw, ale to się dzieje kosztem na przykład diabetyków. Budżet państwa nie starcza dla wszystkich.

"Mało tego, punkt ciężkości powinien być położony właśnie na tę kwestię, bo jeśli małżeństwo będzie zdrowe, to pary heteroseksualne nie będą miały powodu uciekać od tej klasycznej formy związku dwojga ludzi. "

Ludzie muszą mieć poczucie wyjątkowości małżeństwa; bardzo dużo się dzieje w sferze mentalnej. Zmiana mentalna jest punktem wyjścia zdrowienia rodziny. Małżeństwo musi być czymś nadzwyczajnym, jedynym, nieporównywalnym z niczym. Państwo nie szanuje małżeństwa i rodziny, nie promuje ich, nie

Komentarz został ukrytyrozwiń

Marcinie, zmierzam do tego, że równolegle z debatą na temat dopuszczalności bądź niedopuszczalności związków partnerskich (nie tylko jednopłciowych) powinna się odbywać dyskusja nad uzdrowieniem małżeństwa w jego obecnym kształcie. Mało tego, punkt ciężkości powinien być położony właśnie na tę kwestię, bo jeśli małżeństwo będzie zdrowe, to pary heteroseksualne nie będą miały powodu uciekać od tej klasycznej formy związku dwojga ludzi.
Piszesz, że operuję perspektywą jednostki. Cóż, jako jednostka miałam przez kilka lat kontakt z wychowankami domu dziecka. Ani jedno z tych dzieci nie było naturalną sierotą, a tylko jedno pochodziło z niepełnej rodziny (samotna matka, nb. ofiara brutalnego gwałtu). Pozostałe miały rodziców żyjących w związku małżeńskim. Nie jest to sytuacja jednostkowa, skoro raport NIK stwierdza:
"Tylko 3 proc. dzieci w domach dziecka to sieroty. 17 proc. wychowanków ma jednego, a 80 proc. oboje rodziców. Jednocześnie spada odsetek dzieci wracających do biologicznych rodzin (obecnie wynosi on między 25 a 30 proc.). Oczekiwanych efektów nie przynoszą wysiłki pomocy społecznej, domów dziecka czy Powiatowych Centrów Pomocy Rodzinie. Pracownicy tych instytucji wyjaśniają, że z połową rodzin w ogóle nie mogą się skontaktować (rodzice unikają kontaktu lub przebywają za granicą). Pozostałe wykazują nikłą chęć współpracy. W konsekwencji praca z nimi odbywa się głównie na papierze."
Idźmy dalej. W 2011 r. ODNOTOWANA liczba ofiar przemocy w rodzinie wyniosła 113.546 osób, w tym 21.394 dzieci do 13 roku życia. Do tego należy dodać przypadki nieobjęte procedurą "Niebieskiej Karty". I choć część tych przypadków dotyczy partnerów żyjących w konkubinacie, to niepokojący jest fakt, że powielają oni zjawiska zrodzone w tradycyjnym małżeństwie i utrwalone kulturowo (o czym świadczą choćby "mądrości narodu" w rodzaju: "Jak chłop baby nie bije, to jej wątroba gnije" czy "Brudy należy prać we własnym domu").
Zjawiskiem coraz bardziej powszechnym stał się rozpad małżeństwa spowodowany brakiem dojrzałości i odpowiedzialności partnerów - dostrzegli to również hierarchowie Kościoła, stąd propozycje zaostrzenia procedur poprzedzających przyjęcie sakramentu. Papież na pewno nie prezentuje w tej sprawie punktu widzenia jednostki.
Zwróć uwagę, że francuskie PACS-y powstały nie tylko w odpowiedzi na zapotrzebowanie homoseksualnych partnerów - były reakcją na fakt, że w latach 90-tych 50 milionów Francuzów żyło w nieformalnych związkach, a 40 proc. dzieci pochodziło właśnie z takich związków. Innymi słowy, PACS-y były próbą prawnego uregulowania istniejącej sytuacji (zwłaszcza sytuacji dzieci) - były skutkiem, a nie przyczyną. I jeśli chcemy uzdrowić małżeństwo, to przyczyn trzeba szukać gdzie indziej.

Komentarz został ukrytyrozwiń
marcin
  • marcin
  • 14.07.2012 09:23

A słyszałeś o balii która toczy się W Wielkiej Brytanii i USA, nie o związki gejowskie - o małżeństwa gejowskie.

Konsekwencją legalizacji związków gejowskich jest kolejny krok - feministki mówią: pełna emancypacja, albo prawdziwa równość.

Wchodzisz na drabinkę, robisz pierwszy krok i żeby być spójnym robisz następny. Argument jest taki: małżeństwo zarezerwowane dla m i k dyskryminuje innych. Potem skrzydła rozwija nauka. Socjologowie udowadniają, że w tych stanach, w których dopuszczono gejów do małżeństwa wiedzie im się lepiej, są zdrowsi, mniej zestresowani etc. Jednym słowem to wszystko czym kierujemy się popierając związki partnerskie działa na szczeblu wyższym - przy związkach małżeńskich dla gejów. Eskalacja żądań, bo czemu nie. Skoro ten sam argument działa na szczeblu niższym, powinien zadziałać aż do pełnego zrównania. Skoro nie ma różnica między gejami a hetero, to wszystko wszystkim się należy.

Komentarz został ukrytyrozwiń

@marcin Dzisiaj 00:18
Nie bardzo rozumiem, po co od nowa definiować pojęcie małżeństwa? Jest to na tyle jasne określenie instytucji społecznej, że nie ma tutaj jakichś niedomówień czy wątpliwości. Chyba żaden chrześcijanin sobie tego nie życzy, bo z sakramentu zrobi się ekskrement...

Nie słyszałem, aby środowiska homoseksualne domagały się nazywania jednopłciowych związków małżeństwem.

Komentarz został ukrytyrozwiń
marcin
  • marcin
  • 14.07.2012 00:18

Trudno nam się porozumieć, bo ty (piszę roboczo ty) operujesz perspektywą jednostki. Ta różnica między nami wygląda tak: jest sobie C. Pazura, który trzeci raz… A ja w tym momencie mam przed oczami wyniki badań profesora Krzysztofa Koseły, które dowodzą, że u wierzących odsetek zdrad i rozwodów spada 4-krotnie w porównaniu do niewierzących.

Zgadzam się oczywiście, że na kryzys małżeństwa składa się wiele czynników, ale też nie chciałbym niedoszacować jednego z tych czynników, którym – moim zdaniem – jest wolna (mentalna) lub szybka (formalna) zmiana definicji małżeństwa pod wpływem związków homoseksualnych.

Małżeństwo – według nowej definicji - nie jest monogamicznym związek mężczyzny i kobiety, bo może to być związek jednopłciowy, wielu osób lub przelotny, lub otwarty jak homoseksualistów.

Komentarz został ukrytyrozwiń

@marcin
Przyznam, że zdziwiła mnie podana przez Pana informacja:
"Statystycznym faktem jest, że w stanach, gdzie zalegalizowano małżeństwa homoseksualne zawsze spada ilość zawieranych związków małżeńskich heteroseksualnych."
Czym tłumaczona jest ta zależność?
Obawiam się, że wrzawa wokół związków jednopłciowych i potencjalnego zagrożenia z ich strony służy jako zasłona dymna dla autentycznego niebezpieczeństwa, jakim jest pochopne zawieranie małżeństw, brak ostracyzmu społecznego wobec osób rozbijających związki małżeńskie (własne i cudze) oraz łatwość ponownego wstępowania w taki związek. To ostatnie dotyczy również związków sakramentalnych - proszę zauważyć, ile osób korzysta obecnie z możliwości unieważnienia takiego związku, i jak deprecjonuje się sakrament małżeństwa, dopuszczając do takich sytuacji, jak choćby trzeci ślub kościelny powszechnie znanego p. Pazury.

Komentarz został ukrytyrozwiń
marcin
  • marcin
  • 13.07.2012 23:25

Trwałość związku jest najsilniej - obok dzietności - skorelowana z poczuciem szczęścia partnerów, co zadaje kłam obiegowym opiniom.

Komentarz został ukrytyrozwiń
marcin
  • marcin
  • 13.07.2012 23:17

@ Marta Jenner
Do patologii od wieków trapiących małżeństwo i rodzinę doszły nowe, subtelne jej postacie takie jak odmowa pierwszeństwa małżeństwu, jako związkowi realnie "lepszemu", co niesie ze sobą określone konsekwencje. Mniej więcej od lat 30., a może wcześniej prowadzi się statystyki rozpadu małżeństw i niezmiennie wskazują one na związek polityki społecznej i trwałości węzła małżeńskiego.

Myślę, że poważnym zagrożeniem ze strony związków jednopłciowych jest rozmycie sensu i definicji małżeństwa: przypieczętowanie rozłamu prokreacji i seksualności, rozmycie ról płciowych: męskości i kobiecości, zdeklasowanie kobiety jako jedynej i najważniejszej partnerki mężczyzny, odebranie małżeństwu przywilejów zagwarantowanych tylko dla niego (w zamian za stabilizację i zobowiązania które podejmowali partnerzy), osłabienie monogamii, otwarcie furtki dla poligamii (za Z. Lew Starowicz).

Statystycznym faktem jest, że w stanach, gdzie zalegalizowano małżeństwa homoseksualne zawsze spada ilość zawieranych związków małżeńskich heteroseksualnych. A to jest niekorzystne dla nas wszystkich zwłaszcza dla dzieci.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Do Marta Jenner - z bardziej lub mniej trudnych rodzin pochodzi przygniatająca większość moich znajomych. Osoby z fajnymi domowymi klimatami takimi jakie (teoretycznie) powinny być to niestety mniejszość. Nawet jeśli to nie są rodziny z alkoholem czy przemocą, to do miłych domowych relacji naprawdę wiele im brakuje.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Marto, zgadzam się z Twoją oceną sytuacji. Dodałbym do tego coraz większa chęć dbania o tzw. poprawność polityczną, co tak naprawdę nie rozwiązuje wielu spraw, tylko je jeszcze bardziej zaciemnia. Panu Bogu świeczkę i diabłu ogarek...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.