Facebook Google+ Twitter

Na wariackich papierach. Wyspa skarbów

Porażona reportażem telewizyjnym o zaśmiecaniu naszych lasów uznałam, że nie ma co zamiatać pod dywan tego, czym na niego prychnęłam oglądając nowinki ze świata i kraju.

Wyspa skarbów. / Fot. Fot. Wojciech KowalczykA były to ni mniej, ni więcej tylko chipsy ziemniaczane z ostrą papryką, do konsumpcji których ani chybi diabeł mnie podkusił w momencie, kiedy wielebny sługa Błogosławionego Nieboszczyka oznajmił był, że w trakcie intubacji wybito błogosławionemu ząb. Na hasło ząb reaguję alergicznie, bo własne traciłam z rąk fachowców, którzy dokonywali wszystkiego, jednakże z wyjątkiem wybijania. No a poza tym, proszę pomyśleć: przez trzy dni dziennikarze telewizyjni na klęczkach sprawozdają uroczystości z Rzymu, PiS zaszczyca swoją obecnością uroczystości, na które papież sobie
zasłużył, bigoteryjny prezydent konstytucyjnie neutralnego państwa wypycha spodnie od najlepszego garnituru – a tu bęc! Ząb mu wybili, jak w jakiej zadymie stadionowej.

Po wyczyszczeniu dywanu i wykasłaniu tkwiących w gardle resztek suszonych ziemniaków uspokoiłam się ostatecznie na tyle, że dalsze ewentualne wieści o szkatułce z paznokciami czy poduszeczce z włosów może kardynał Dziwisz ujawniać urbi et orbi: w tym temacie, jak mawiano kiedyś – nic mnie już nie zdziwi.

W innym jednakże i owszem. Wydarzyło się coś w świeckiej sferze hajlajfu, na szczytach władzy. Coś, co przejdzie jak amen w pacierzu do rodzinnych anegdot dynastii Bernadotte. Oto bowiem nasz prezydent, na którego gafy lojalnie spuszczałam zasłonę wyrozumiałości, rąbnął kielich z szampanem królowej, sięgając prawą ręką do lewego zestawu kryształów rżniętych. Gdyby to zrobił tylko prezydent – pół biedy. Ale zrobił to hrabia! I tu przypomniało mi się opowiadanie szlachetnie urodzonej damy, która – aczkolwiek pozbawiona dóbr wielkogabarytowych – pomniejsze przecież zachowała i na pierwszy po wojnie bal sylwestrowy poszła w kolii z brylantów oraz… trzewikach. Był to zapewne nie odnotowany socjologicznie moment, kiedy
„urodzeni” spuszczali z tonu, a „chamy” zaczęły mozolną wspinaczkę na szczyty. A wracając do rzeczonego toastu aż strach myśleć o rewizycie.

Po refleksjach nad rzeczami wielkimi, czas na sprawy niższej rangi w skrócie: bandyci stadionowi robią swoje z właściwym sobie entuzjazmem; pan Lato stwierdza, że obserwatorzy z UEFA byli incognito, więc nic to, że zobaczyli normalną demolkę; premier usiłuje zawracać kijem Wisłę; najlepiej zarabiająca klasa robotnicza wynajmie Greków do walki o trzy stówy; facet zakopał żywe szczeniaki szatkując je uprzednio szpadlem; pan prezydent chce czerpać mądrość ze starodruku muzealnego, która brzmi: "Religią narodową panującą jest i będzie wiara święta rzymska katolicka, ze wszystkimi jej prawami. Przejście od wiary panującej do jakiegokolwiek wyznania jest zabronione pod karami apostazji”; pobożny lud pielgrzymuje do lasów składając naturze hołd ze śmieci, podlewając drzewostan zawartością szamba; zielona wyspa zmieniła
się w wyspę skarbów co widać na załączonym zdjęciu ilustrującym ogół zagadnień. A poza tym - wszyscy zdrowi i świetnie sobie radzą.
Do następnego razu.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

Pani Jadwiga ze zwykłą sobie maestrią do siedmiu grzechów głównych dodała kolejne. Nasi górą!!!
Zapisałem w kajecie na poczesnym miejscu. :)))))

Komentarz został ukrytyrozwiń
gra
  • gra
  • 08.05.2011 10:12

Boszeee, ten koszmarny polski sen ciągle trwa!

Komentarz został ukrytyrozwiń

A to wszystko przez to że za dużo chamów przeliczyło się i do tych szczytów wdrapać się nie mogą. Artykuł 6+

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.