Facebook Google+ Twitter

"Na wschód i zachód od Sahary" okiem Julii Haremskiej

Nazywa się Julia Haremska. Ma 23 lata, jest studentką arabistyki w Sewilli, obecnie na stypendium w Casablance. Biegle zna angielski, francuski, hiszpański i arabski oraz kilka arabskich dialektów. Uczyła się też ośmiu innych języków. Łodzianie mogą obejrzeć galerię zdjęć, które w latach 2006-2007 zrobiła w Maroku i Jemenie ta niezwykła kobieta.

Zaproszenie na wernisaż Julii Haremskiej. Na jej zdjęciu liczące ponad 2 tys. lat Shibam - miasto drapaczy chmur zwane "Manhattanem pustyni". / Fot. Maeriał promocyjny Wernisaż wystawy Julii Haremskiej odbył się 29 sierpnia w Galerii Sztuki Brodzka przy ul. Piotrkowskiej 109 w Łodzi. Wystawa nosi tytuł: „Na wschód i zachód od Sahary”. Polka z kilku wypraw przywiozła zbiór barwnych fotografii przedstawiających ludzi i architekturę leżącego na zachód od Sahary Maroka i Jemenu usytuowanego od pustyni na wschód. To, że fotogramy są barwne to za mało powiedziane.

Maroko - " Od XVIII wieku aż do hiszpańskiej okupacji w latach dwudziestych, wstęp do Chefchouen był zakazany dla wszelkich obcokrajowców. Tylko kilku podróżnikom udało się tam dostać w przebraniu. Nie wszyscy oni wyszli z tej przygody cało." / Fot. Mirosława Kasowska Na zdjęciach mamy prawdziwy festiwal kolorystyczny, zestawienie odcieni, które spotkać można tylko w tym rejonie świata i jedynie w kulturze arabskiej. Z ciekawością ogląda się ludzi i ich stroje oraz domy w wielu tonacjach bieli, beżu, brązu czy czerwieni. W szczególny sposób zachwyca niebo mocno nasycone ultramaryną oraz widoki pełne słonecznych promieni i srebrnych połysków. Wyjątkowo rzadko spotykane morze barw mamy na zdjęciu zrobionym w Maroku, a przedstawiającym rozstawione na dużej powierzchni kadzie z barwnikami do skóry. Jak twierdzi Julia Haremska unosi się nad tym miejscem bardzo nieprzyjemny zapach, ale widok - równie piękny, obojętnie z której strony się stanie - wynagradza tą niedogodność.

Jemen - "Nawet mieszkańcy biednych przedmieść San'a dbają o to, by ich okna w domach były tradycyjnie uwieńczone kolorowym witrażem i koronkową, gipsową oprawą." / Fot. Mirosława Kasowska - Zdjęcia nie były poddawane żadnej obróbce. Widoczne na nich kolory są jak najbardziej prawdziwe – powiedziała Wiadomościom 24 autorka. Jednak nie są to pocztówkowe widoczki. Julia Haremska przygląda się temu światu z bardzo bliska. W przenośni i dosłownie. Uwiecznieni bohaterowie to zwyczajni ludzie, tylko niekiedy pozujący do zdjęć. Z zaufaniem dający się uwieczniać.

Jemen - "Hadramut to kilkadziesiąt kilometrów palm daktylowych w rozległym pustynnym płaskowyżu, spływającym w stronę rzeki stromymi, rdzawoczerwonymi ścianami. Sibam znajduje się też przy południowej ścianie doliny, za którą jest już tylko pustynia." / Fot. Mirosława Kasowska Z fotografii bije swoista bliskość istniejąca między autorką a jej bohaterami. Dlatego te prace są czymś dużo więcej niż tylko dokumentalno-reporterskim zapisem ukazującym miejscowy folklor. Są jak ilustracje do arcydzieła literatury światowej z IX-X wieku - „Baśni z tysiąca i jednej nocy” osnutego na dawnych opowieściach arabskich, staroindyjskich, perskich i babilońsko-asyryjskich.

"Tradycyjne kindżały, "yambiyye" nosi się w Jemenie na co dzień. Te zabytkowe, bądź wykonane ze szlachetnych materiałów mają podkreślić status społeczny i pochodzenie ich właścicieli, rzadko są więc używane w celach innych niż dekoracyjne." / Fot. Mirosława Kasowska Bardzo dużym plusem prezentacji są wyczerpujące opisy umieszczone pod każdym fotogramem. Julia Haremska bardzo dokładnie przedstawia w nich miejsca i okoliczności w jakich dane zdjęcie zostało zrobione. Widać dołożoną staranność co jest przejawem szacunku do widza. Wystawa jest więc ucztą nie tylko dla oczu, bo niesie też sporą dawkę konkretnej wiedzy, z którą na co dzień Polacy raczej się nie stykają. Wystawa nie ma motywu przewodniego. Wraz z autorką wędrujemy od jednego miejsca do drugiego chłonąc poszczególne elementy tamtejszej kultury.

Jemen - "Hadramut dziś liczy sobie tylko kilka tysięcy mieszkańców żyjących głównie z turystyki i skromnego rolnictwa. Niegdyś był to ważny ośrodek na szlakach olibanum, perfum i kadzidła." / Fot. Mirosława Kasowska W Europie czy Ameryce Północnej robienie zdjęć w miejscach publicznych jest czymś normalnym. W krajach arabskich niekiedy może być nawet niebezpieczne. Wiele osób może się więc zastanawiać jak nasza rodaczka samodzielnie podróżująca po krajach muzułmańskich zdołała zrobić tam tak wiele fotografii. Tajemnica tkwi w tym, że łodzianka Julia Haremska jest osobą wyjątkową.

Julia Haremska podczas otwarcia wystawy. / Fot. Mirosława Kasowska Chcąc osobiście przekonać się, co jest prawdą, a co nie z tego, co słyszała o świecie arabskim wybrała studia dotyczące tej tematyki. Jest studentką IV roku arabistyki w hiszpańskiej Sevilli, obecnie na stypendium w marokańskiej Casablance. Biegle – zarówno w mowie jak i piśmie – zna język angielski, francuski, hiszpański i arabski oraz kilka arabskich dialektów. Poza tym uczyła się włoskiego, portugalskiego, szwedzkiego, niemieckiego, hebrajskiego, niderlandzkiego, jidisz i łaciny.

Jemen - "Niemalże przypadkiem zostałam gościem na ulicznym weselu w środku starego miasta w San'a. Nieznany mi zupełnie uczestnik wesela sfotografował mnie telefonem komórkowym przede wszystkim dlatego, że byłam na owym weselu jedyną kobietą. Żeńskie wesele odbywa się tradycyjnie oddzielnie, w domu pany młodej." / Fot. Mirosława Kasowska Znajomość tak wielu języków, a przede wszystkim dialektu egipskiego i marokańskiego daje jej możliwość wchodzenia w bliski kontakt z miejscową ludnością. To ogromny atut w sposób oczywisty stwarzający jej możliwość porozumienia. Autorka wie, jak się w tym świecie poruszać, jak wejść w bliską relację z ludźmi, żeby nie dopuszczać do sytuacji konfliktowych. A takie mogą się zdarzać, gdy na terenach zamieszkałych przez muzułmanów próbujemy robić zdjęcia w taki sposób, jak to czynimy na naszym kontynencie.

"Czytający koran mężczyzna w Yebla, z uwagi na krótki wzrok trzymał w rękach wydanie Koranu specjalnie przygotowane dla osób starszych, w którym zamiast niewyraźnej, acz podobnej kaligrafii widniały proste, równo nakreślone, ogromne litery." / Fot. Mirosława Kasowska - Bywa różnie – mówi młoda podróżniczka. – Czasem ktoś nie chce, żeby go fotografować. Innym razem trzeba zapytać. Kobiety godzą się najrzadziej. Tylko z dziećmi, tak jak i w innych rejonach świata, raczej nie ma problemu. One przeważnie same chcą, żeby je sfotografować, bo od razu pragną zobaczyć własny wizerunek na ekranie cyfrowego aparatu.

Podczas wernisażu. / Fot. Mirosława Kasowska Religia jest tym, co łączy pokazane na wystawie dwa kraje. Jednak – jak powiedziała podczas wernisażu ubrana w marokański strój autorka - te dwa państwa pod pewnym względem mocno się różnią. Inaczej się po nich podróżuje. Maroko od pewnego czasu żyje z turystów. Z kolei Jemen jest pod tym względem dziewiczy. Tam wędrowiec jest jeszcze gościem i poszczególne rodziny wręcz zabiegają, żeby właśnie je zechciał odwiedzić i u nich odpocząć. Wiedza o tej różnicy może przydać się każdemu, kto zechce tam pojechać. A ci, którzy obejrzą wystawę czynną do końca września na pewno nabiorą takiej ochoty. Bo któż nie lubi bajek?

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

;-)Plus niestety nie widziałem, ale dzięki za relacje;-)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.