Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

2024 miejsce

"Na wsi" Teatru im. Stefana Jaracza w Olsztynie - recenzja

Spektakl niezwykle życiowy i przez to zasługujący na uwagę. Opowiada historię małżeństwa z długoletnim stażem, które postanawia przenieść się z miasta na wieś, by ratować swój związek.

Corrine i Richard są małżeństwem z długoletnim stażem. Postanawiają porzucić miasto i zamieszkać na wsi, by ratować swój związek, który jest tak rozchwiany, jak stanowiąca element scenerii huśtawka. Corrine uważa, że Richard wciąż ją okłamuje i zdradza. Sytuacja pogarsza się w momencie, kiedy w nocy Richard przywozi do domu nieprzytomną dziewczynę. Jest lekarzem, zatem próbuje wmówić żonie, że znalazł ją leżącą w takim stanie na poboczu drogi.

Kłamstwo Richarda ma jednak krótkie nogi. Gdy ten wybiega nagle w środku nocy z domu, Corrine i Rebecca zostają same i stają ze sobą twarzą w twarz... Jak potoczą się dalsze losy małżeństwa i Rebeccy? Odpowiedź można poznać, wybierając się na spektakl "Na wsi" do Teatru im. Stefana Jaracza w Olsztynie.

Przedstawienie podjęło bardzo ważny, jakże uniwersalny i ponadczasowy temat, jakim jest ratowanie małżeństwa. Co zrobić, kiedy w długoletni związek wkrada się kłamstwo i zdrada? Jak uratować rozpadający się związek? Corrine i Richard postanowili porzucić swoje dotychczasowe życie i przenieść się w miejsce, w którym mogliby zacząć wszystko od nowa. Czy wyszło im to jednak na dobre? Czy przeszłość da się zamazać? Na te i inne pytania można było poszukiwać odpowiedzi w spektaklu "Na wsi".

W przedstawieniu można było zobaczyć tylko trzech aktorów. W rolę Corrine wcialiła się Marzena Bergmann, Richarda - Artur Steranko, zaś postać Rebeccy odegrała gościnnie Agnieszka Giza. I to właśnie Giza wypadła najlepiej. Świetnie wcieliła się w rolę niepoprawnej, uwodzicielskiej Rebeccy. Oddała w stu procentach przedstawianą postać. Artur Steranko także dobrze wcielił się w rolę Richarda. Był także interesującą postacią spektaklu.

Sceneria była symboliczna, ale doskonale oddawała przekazywaną treść spektaklu. Na scenie widniał szkielet domu, a właściwie dużego ganku, prowadzącego do drzwi wejściowych. Ustawiona była także huśtawka ogrodowa.

W tle słychać było muzykę, która najbardziej ujawniała się ona w dwóch momentach: jako przejście pomiędzy poszczególnymi scenami i jako wzmocnienie kluczowych momentów akcji.

Spektakl nie jest łatwy w odbiorze. Język przesiąknięty jest licznymi metaforami. Jeśli ktoś, wybierając się na przedstawienie, liczył na prostotę przekazu, z pewnością się rozczarował. Akcja wymagała dobrego śledzenia, a dialogi - uważnego słuchania i przekształcania użytych przenośni na konkretną treść.

Mi osobiście spektakl nie przypadł go gustu. Męczyłam się zawiłym przekazem. Liczyłam na prosty sposób ukazania tak istotnego tematu, jakim jest ratowanie upadającego związku. Akurat w tym spektaklu przekaz metaforyczny irytował mnie mocno. Nie chcę jednak nikogo zniechęcać do pójścia na to przedstawienie. Jeśli ktoś lubi zamienić prostotę przekazu na metaforykę, z pewnością wyjdzie z teatru zadowolony.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Zobacz także:

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.