Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

7652 miejsce

Na wstecznym... Wspomnienie z powojennego Wrocławia

Przemija życie... Żyje się pomalutku, żyje się wspomnieniami... Dziady - mówili. - Wesela im się zachciewa... Denerwują politycy od siedmiu boleści... - Piesku, oddaj pipi - prosiła... Nie pytaj komu bije dzwon...

Na wstecznym...

Ryk syreny. Pogotowie to, czy straż pożarna? Podchodzę do okna. Z dziesiątego piętra mam dobry, rozległy widok. - To syrena erki. Skręca w Drukarską, zatrzymuje się i z karetki wychodzi
dwóch mężczyzn. Pewnie lekarz i pielęgniarz z czarną, grubą torbą z lekami i przyrządami do reanimacji. Ktoś otwiera bramę, wchodzą. Zdążą, czy nie zdążą z pomocą? Ale co to? Nie minęło wiele czasu i karetka odjeżdża. Pojawia się w to miejsce jakiś inny, czarny minikarawan. Na noszach zniesiono do niego ciało w czarnym, plastykowym worku. A więc kostucha zawitała dziś na Drukarską. No, ktoś ma już wszystkie kłopoty z głowy...
Jutro lub pojutrze ukaże się na bramie nekrolog. Kim był ten człowiek? Jaką miał historię? Miał swoją teczkę w IPN-nie, czy takie teczki tworzył? Kat to, czy ofiara? Kiedy pojawił się w powojennym Wrocławiu?

Skąd przyjechał? Gdzie pracował? Miał rodzinę, czy był samotny? Kto go będzie odprowadzać w tej ostatniej drodze, kompania honorowa czy za karawanem pójdą tylko grabarze o regulaminowo, smutnych obliczach z przedstawicielem opieki społecznej? Nie wiadomo...

Ile to już lat spoglądam przez to okno. Gdy wprowadzaliśmy się do naszego bloku w 1969 r. z
domu na wpół rozwalonego bombą - rudery zagrożonej zawaleniem, cieszyliśmy się bardzo. Opuściliśmy mały pokoik, podstemplowany jak w chodnik w kopalni, z jedną ścianą
działową grubości cegły; za tą ścianą była kiedyś dalsza część budynku. Pozostała z niego tylko kupa gruzu. Nic to dziwnego, ponad połowa Wrocławia leżała w gruzach. Pokoik był
słoneczny i w lecie było nawet przyjemnie. Do Odry na spacery blisko, do Pergoli, Hali Ludowej
i wielkiego, pięknego parku też blisko.

W zimie zaś tragedia. Można było w piecu kaflowym spalić nawet i dwa wiadra węgla,
niewiele to dawało. Cienka ściana błyskawicznie oddawała ciepło. Za kawalerskich moich czasów, gdy mieszkałem sam ,woda zamarzała mi w miednicy. W zimie rzadko spałem w domu i wolałem waletować u kolegów w akademiku. Weselej tam było i ciepło.

Cieszę się nadal raczej dobrym, mocnym snem. Na dowód opowiem przygodę, jaka przydarzyła mi się, gdy byłem jeszcze uczniem w technikum; otóż wracałem z wałówką od rodziców w Złotym Stoku pociągiem. Wtedy jeździło się prawie wyłącznie pociągami. Najpierw krótka trasa do Kamieńca Ząbkowickiego lokomotywką z dwoma wagonami. Przesiadka i czekanie na dalekobieżny do Warszawy, oczywiście przez Wrocław, gdzie miałem wysiąść. Był to nocny pociąg. Pora zimowa. Wsiadłem do prawie pustego, ciepłego przedziału i monotonne stukanie kół wagonu uśpiło mnie. W pewnej chwili obudziłem się; przedział zapełniony na full; coś mnie tknęło i zapytałem nieśmiało, czy daleko jeszcze do Wrocławia? Odpowiedź natychmiast mnie otrzeźwiła: “Właśnie dojeżdżamy do Ostrowa Wielkopolskiego!”. Wysiadłem, było bardzo wczesne rano, kłopot z bileterem przy wyjściu z peronu. Kiedyś oddawało się bilety kontrolerowi. Potem musiałem czekać na pociąg powrotny. Kilka godzin w poczekalni stacyjnej. Dziś tego nie ma, ale kiedyś na korytarzach urzędów, na poczcie, w każdej takiej poczekalni były obowiązkowe spluwaczki i napis: "Proszę pluć tylko do spluwaczki!"

Pewnie ze złości splunąłem celnie kilkakroć! Dałbym jeszcze kilka innych przykładów mego
mocnego snu, ale niech ten jeden przykład wystarczy. Dlaczego mówię tu o mocnym śnie - zaraz się okaże.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.