2008-07-13 20:03, aktualizacja: 2008-07-13 20:41:01
Entuzjastycznie przyjętym przez publiczność koncertem Kasi Nosowskiej i zespołu "Hey" zakończył się w niedzielę w Ostrowcu Świętokrzyskim II Ogólnopolski Festiwal Bluesowo - Rockowy im. Miry Kubasińskiej "Wielki Ogień".
Hymnem tegorocznej edycji ostrowieckiego festiwalu była jedna z najpiękniejszych piosenek śpiewanych przez Mirę Kubasińska z zespołem "Breakout" - "Wyspa" Tadeusza Nalepy z tekstem Bogdana Loebla. Jej odtworzenie z płyty zaczynało każdy festiwalowy dzień, a właściwie wieczór. A potem na scenie pojawiły się...witaminy, czyli rybnicki zespół "Vitamins", ubiegłoroczni laureaci tego festiwalu. Młodzi muzycy (Zbigniew Szendzielorz - gitara, Piotr Szendzielorz - perkusja, Adam Wiesner - gitara basowa, Mateusz Musioł - gitara, Michał Ucher - śpiew) dali pełnowymiarowy koncert mocnego rocka. Przez miniony rok nagrali zaledwie jeden singiel i jeden videoclip. Choć ich występy nie gromadzą jeszcze szturmujących barierki tłumów piszczących wielbicielek, to potencjał muzyczny i estradowy, trzeba przyznać, mają ogromny. Ich utwory "Sześć, nie pięć", "Lepiej płonąć niż gasnąć", "Chciej" mają wszelkie szanse, by przy odpowiednim lansowaniu stać się przebojami, a wykonanie takich coverów, jak "Can live with or without you" świadczą o dużych możliwościach wokalisty, Michała Uchera. Ma on też sporą łatwość nawiązywania kontaktu z młodą publicznością.
Po "Vitamins" na scenie parku miejskiego w Ostrowcu Świętokrzyskim pojawili się, rzec można, weterani: grająca już od 26 lat "Nocna Zmiana Bluesa" ze swym niekwestionowanym liderem, Sławomirem Wierzcholskim. Zabrzmiały tak znane przeboje, jak "6.02", "Robota kipi", "Chory na bluesa", "W piątek wieczorem", "Zakratowana cela", cover z filmu "Blues Brothers". Wierzcholski znowu udowodnił, że jest niespożytym wulkanem energii, by nie powiedzieć showmanem w pozytywnym tego słowa znaczeniu. - To nieprawda, że blues w Polsce nie istnieje - przekonywał ze sceny. - Mamy w naszym kraju 18 festiwali bluesowych. Jeden z nich odbywa się u was, w Ostrowcu. Mira Kubasińska, z którą nieraz graliśmy, opowiadała dużo o tym mieście i była dumna, że z niego pochodzi...
W tym roku organizatorzy (Miejskie Centrum Kultury w Ostrowcu Świętokrzyskim) po raz pierwszy wprowadzili nową formułę: warsztaty muzyczne. Wszyscy chętni, nie tylko uczestnicy zmagań festiwalowych, mogli zasięgnąć porad u profesjonalistów (to ważne, że właśnie u znawców, a nie u tzw. gwiazd). Patrycja Gola prowadziła warsztaty wokalne, Roman Puchowski zajęcia z gry na gitarze, Dariusz Ziółek pomagał basistom, a Leszek Dziarek - perkusistom. Warto kontynuować tę formę w latach następnych. Po warsztatach rozpoczęły sie przesłuchania konkursowe. W tym roku komisja artystyczna dopuściła do nich dziewięć zespołów: "Aaron" i "Starcy" z Lublina, "Szopa Pracza" z Kielc, "Soundforge" (Dwikozy), "Electric LandLady" (Kraków),, "Kruki" (Krasne), "Sylwan" z Kunowa oraz "Infiniface" i "Bullshit Baby" z Ostrowca Świętokrzyskiego. Każdy z zespołów wykonał cztery utwory, w tym dwa z repertuaru patronki festiwalu. To, moim zdaniem, bardzo dobry wymóg regulaminowy, bowiem dorobek wykonawczy Miry Kubasińskiej zasługuje jak najbardziej na "ocalenie od zapomnienia". Walczono o nagrody pieniężne (4,3,2 tys. zł) i profesjonalną sesję nagraniową w Polskim Radiu Kielce. Jednego z pewnością nie można odmówić młodym wykonawcom - pasji grania i śpiewania ulubionej muzyki i radości, z jaką to czynią. Tegoroczna rywalizacja miał bardzo "burzliwy" przebieg ( czytaj: był przerywany przez przetaczającą się nad miastem burzę), dlatego koncert Martyny Jakubowicz, przewodniczącej jury, rozpoczął się z godzinnym opóźnieniem. Związana z ostrowieckim festiwalem od początku jego istnienia, artystka zaprezentowała nowy projekt "Blue True Blues", w którym usłyszeć można było miedzy innymi autorskie wersje Jakubowicz i jej muzyków znanych utworów Tadeusza Nalepy i zespołu "Breakout". Publiczność ciepło przyjęła piosenki pierwszej damy polskiego bluesa. I tak nadszedł...
Krzysztof Krzak 14.07.2008 09:37
SPROSTOWANIE: nagrodzony perkusista zespołu "Kruki" nazywa się GRZEGORZ ILNICKI. Za pomyłkę przepraszam, na swoje usprawiedliwienie mam tylko to, że użytą w tekście formę nazwiska podaje strona internetowa link (info o zakwalifikowanych zespołach).
Adrian Starczewski 14.07.2008 14:13
;)+
Agnieszka Baranowska 14.07.2008 14:40
Za Maćkiem
+
Tomasz Mazur 20.07.2008 19:42
Na Hey..ostatnio byłem...świetny klimacik:)... a Martyna Jakubowicz...hmm...sam miód :)
(+)
Wybrane oferty pracy: