Facebook Google+ Twitter

Na zapleczu Europy. O pracy na Zachodzie

  • Autor usunął profil

  • Data dodania: 2011-11-12 16:35

Niezwykle popularne w ostatnich latach wyjazdy Polaków w celach zarobkowych przyczyniają się do rozwoju branży pośrednictwa pracy za granicą.

 / Fot. Photo taken by Al Luckow, domena publicznaOd wstąpienia Polski 1 maja 2004 roku do Unii Europejskiej biur oferujących pewną i dobrze płatną pracę w krajach Europy Zachodniej przybywa jak grzybów po deszczu. Chętnych na skorzystanie z ich usług dotąd nie brakuje. Jednak czy kandydaci do wyjazdów rzeczywiście są rzetelnie informowani przez „specjalistów od HR” na co faktycznie się decydują?

Proces rekrutacji jest bardzo uproszczony. Wystarczy dowód osobisty i CV. Nie potrzebujemy dyplomów ukończenia szkoły czy kursów, ani świadectw pracy. Praktycznie możemy nie mieć ukończonego gimnazjum, a w życiorysie umieścić informacje o ukończeniu politechniki, a nasz doradca zawodowy i tak nam bezgranicznie ufa. Sporadycznie wymaga się przedstawienia uprawnień od operatorów wózków wysokiego składowania bądź spawaczy, ale to jednak zadeklarowanie chęci wyjazdu jest ważniejsze od składania stosów zaświadczeń. Efektem tego może być, że po przybyciu na miejsce pracy okaże się, iż nie posiadamy wystarczających kwalifikacji do wykonywania prac na danym stanowisku. Zdarza się, że zagraniczny kontrahent wykazuje dobrą wolę, dając nam tydzień na przyuczenie się do nowej pracy, ale w większości przypadków kończy się to przedwczesnym powrotem do ojczyzny. Oczywiście, na koszt pracownika. Pani Beata Terechowicz – manager biura pośrednictwa pracy Hands to Work w Opolu zapewnia, że rekrutacja jest na bardzo wysokim poziomie, a konsultanci starannie dobierają dla konkretnych kandydatów najbardziej odpowiedni rodzaj pracy i dlatego tego typu przypadki dotykają co najwyżej 15 proc. kandydatów wysłanych do Holandii.

Na lidera rozwiązań logistycznych kreuje się firma Pollux. Niezadowoleni holenderscy i belgijscy klienci z usług lokalnych uitzendbureau (odpowiednik naszej agencji pośrednictwa), które do rozładunku kontenerów przychodzących z Chin desygnowały głównie przedstawicieli Ameryki Południowej i Afryki, płacąc im wygórowane stawki godzinowe, decydują się z nich zrezygnować. Polacy są rekomendowani jako tańsi i szybsi. Firma Pollux, zamiast godzinowych, wprowadza stawki akordowe, dzięki czemu odpoczynek przy tej ciężkiej pracy zwyczajnie się nie opłaca, ponieważ będąc w pracy nawet 12 godzin, specjaliści od norm mogą wyliczyć, iż daną ilość można wyładować w 7 godzin i tylko za tyle nam zapłacą. Dodatkowo takie przeciąganie grozi zwolnieniem z pracy. Zatem praca w dokach wre, a konsekwencją są naderwane ścięgna i wiązadła. Natomiast polska młodzież, zamiast ćwiczyć tężyznę fizyczną na boiskach i salach gimnastycznych, napędza zachodnią koniunkturę.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.