Dosyć niespodziewanie - zarówno chyba dla samych siebie, jak i dla naszych szkockich gospodarzy - staliśmy się przysłowiowym "języczkiem u wagi" mogącym przechylić szalę zwycięstwa w zbliżających się wyborach. Szkoccy politycy - świadomi faktu, że miejscowy elektorat podzielony jest mniej więcej po połowie na zwolenników rządzącej w tej chwili koalicji (laburzyści z liberalnymi demokratami) i opozycyjnej Szkockiej Partii Narodowej - już parę miesięcy temu rozpoczęli dość aktywną akcję propagandową skierowaną do mieszkających tu Polaków. W górskim regionie Highlands - gdzie nasi rodacy stanowią duży procent mieszkańców - większość partii postarała się nawet o wydrukowanie swych wyborczych obietnic także w języku polskim. A o co tak naprawdę toczy się walka?
Szkocki parlament
Szkocja - pomimo, iż nie jest niezależnym organizmem państwowym - posiada swój własny autonomiczny parlament. W dzisiejszym kształcie powstał on w wyniku reform politycznych Tony'ego Blaira po ogólnoszkockim referendum w 1998 r. Jako ciało ustawodawcze pozostaje w dość dużej niezależności od parlamentu i rządu w Londynie i rozciąga swoje legislacyjne obowiązki na następujące obszary życia: edukację, zdrowie, rolnictwo i prawo. Szkoccy posłowie mają więc rzeczywisty wpływ na losy swojego kraju i jego mieszkańców; od prawie dziesięciu lat stanowią oni prawo dla północnej części wyspy i - jak łatwo można zauważyć - prawo to różni się w niektórych sferach życia w istotny sposób od prawa obowiązującego w Anglii i w Walii (np. system stypendialny, eksploatacja łowisk przybrzeżnych, prawo karne).
Szkocki parlament posiada także zdolność prawną do rozpisania ogólnonarodowego referendum. Fakt ten może w decydujący sposób wpłynąć na wyniki tegorocznych wyborów, jako że właśnie rozpisanie referendum narodowego jest głównym hasłem wyborczym Szkockiej Partii Narodowej.
Władze lokalne
Tu walka wyborcza rozgrywa się w trochę inny sposób: bardziej liczą się konkretni, znani mieszkańcom ludzie, a nie partie polityczne przez nich reprezentowane. Kandydatów do lokalnych władz interesują głównie sprawy miejscowe - obiecują rozbudować szkołę, zwiększyć bezpieczeństwo na wsi czy też przeprowadzić remont lokalnej drogi. Mieszkańcy Dundee - na przykład - od dłuższego czasu postulują o zniesienie opłat za przejazd przez tutejszy most. Lokalni politycy (niezależnie od przynależności partyjnej) - kandydaci w nadchodzących wyborach - jednym głosem optują za zniesieniem tych opłat. Doszło do tego, że - jak pisze lokalna gazeta "The Courier" - nieważne kto wygra wybory w Dundee - opłata za przejazd zostanie zniesiona. Co najważniejsze, a co nas - Polaków - może trochę dziwić - większość tych przedwyborczych obietnic jest później spełniana - tu nikt nie pozwoli sobie na lekceważenie elektoratu - byłoby to po prostu polityczne samobójstwo.
Główni aktorzy wyborczego starcia
Scottish Labour PartySzkocka Partia Pracy (laburzyści) - to partia sprawująca obecnie władzę zarówno w Szkocji (Pierwszy Minister - Jack McConell), jak i w całym Zjednoczonym Królestwie (Premier Rządu Jej Królewskiej Mości - Tony Blair).
SLP jest partią centorlewicową, socjaldemokratyczną, członkiem Międzynarodówki Socjalistycznej, a jednocześnie zwolennikiem filozofii tzw.
"Trzeciej Drogi" rozwoju gospodarczo - społecznego państwa.
Hasła wyborcze partii to: czerpać jak najwięcej korzyści z postępującej globalizacji, rozwijać poziom nauki i techniki, zdecydowanie ograniczyć emisję dwutlenku węgla do atmosfery. Politycznie laburzyści są zwolennikami pozostania Szkocji w Unii z Anglią.
Szanse SLP na wygranie wyborów - pomimo wyraźnego spadku popularności, którego główną przyczyną jest narastająca niechęć Brytyjczyków do urzędującego jeszcze Blaira - oceniane sa na bardzo duże - przy czym realnym scenariuszem wydaje się ich ponowna koalicja parlamenterną z Liberalną Demokracją. Pozostanie tej koalicji przy władzy zapewniłoby Szkocji spokojny rozwój w kierunku obranym przed dziesięciu laty.
Scottish National PartyWbrew mylącej nazwie - SNP jest także partią centrolewicową, przy czym najważniejszym postulatem różniącym ją od pozostałych liczących się ugrupowań politycznych jest postulat zerwania unii z Anglią i ustanowienia niepodległego państwa szkockiego. W przypadku wygrania wyborów i objęcia większości w parlamencie Szkocka Partia Nacjonalistyczna ma zamiar rozpisać (w roku 2010) ogólnonarodowe referendum, które zadecydować by miało o samodzielnej przyszłości Szkocji. Scenariusz taki jest zupełnie realną perspektywą, przy czym należy zaznaczyć, że podobne referendum odbyło się już raz w roku 1978. Większość głosujących (51 proc.) było wówczas za odzyskaniem niepodległości, jednak ustawa o referendum skonstruowana została w ten sposób, że do zerwania unii z Anglią potrzebne było ponad 40 proc. wszystkich uprawnionych do głosowania - a ten warunek nie został spełniony.
SNP - jak już wspomniałem - jest partią socjaldemokratyczną i ma niewiele wspólnego z ksenofobicznymi wypowiedziami radykalnych polityków z marginesu brytyjskiej sceny politycznej. Jako jedna z nielicznych partii biorących udział w tegorocznych wyborach - Szkocka Partia Nacjonalistyczna opublikowała w Internecie swój manifest polityczny także w języku polskim:
Manifest SNP po polskuScottish ConservativesSzkocka Partia Konserwatywna (Torysi) to jedyne liczące się ugrupownie centroprawicowe na mapie politycznej dzisiejszej Szkocji. Jest to partia mniejszościowa, zdecydowanie popierajacą unię z Anglią i nie mająca większych szans na zdecydowaną poprawę stanu posiadania w przyszłym szkockim parlamencie.
Scottish Liberal DemocratsLiberalni Demokraci mają szansę na rządzenie krajem tylko jako mniejszy koalicjant laburzystów - co jest rozwiązaniem wysoce prawdopodobnym, biorąc pod uwagę fakt kilkuletniej owocnej współpracy tych dwóch partii. Jest to ugrupowanie centrolewicowe, przeciwne - oczywiście - zerwaniu unii z Anglią.
Co po wyborach
Realne wydają się dwa rozwiązania: zdecydowane zwycięstwo Szkockiej Partii Nacjonalistycznej (ponad 50 proc. miejsc w parlamencie) i rozpisanie przez nią referendum, lub zwycięstwo połączonych sił laburzystów z Liberalnymi Demokratami i dalszy marsz "trzecią drogą".
Za SNP przemawia fakt dosyć mocno rozbudzonego ducha narodowego Szkotów i ich szczerą niechęć do Anglii i Anglików. Ponadto dziesięcioletni okres rządów Partii Pracy przyczynił się wydatnie do ogólnobrytyjskiego zmęczenia i zniechęcenia do tejże partii. Największe zarzuty dotyczą bezpośrednio osoby Tony'ego Blaira - jego tragicznej decyzji o zaangażowaniu Zjednoczonego Królestwa w wojnę w Iraku, a także narastającej (według Brytyjczyków) do przerażających rozmiarów ingerencji państwa w życie pojedynczego człowieka. Wielkie oburzenie wywołał ostatnio projekt rządowy zakładający wprowadzenie ID (dowód tożsamości) dla wszystkich obywateli UK - odebrane to zostało przez społeczeństwo jako jawną oznakę państwa policyjnego.
Za zwycięstwem obecnej koalicji SLP-SLD przemawia fakt spokojnego i zrównoważonego wzrostu gospodarczego, a także - co dla Szkotów ważne - pokojowe wywalczenie sporej autonomii i własnego, niezależnego parlamentu. Większość wyborców wie, czego można sie spodziewać jeżeli przy władzy pozostałby dzisiejszy układ sił, natomiast nie bardzo wiadomo co się stanie w wypadku wygranej SNP. Na pewno odbyłoby się zapowiadane referendum, później ewentualne powstanie samodzielnego państwa szkockiego i co dalej? Co dalej z gospodarką, co dalej z Unią Europejską? Nikt - po paru wiekach zależności od innego państwa - nie wie tak naprawdę jak skutecznie i mądrze rządzić gospodarką narodową, jej zasobami i systemem monetarnym państwa.
Eksperci pytani o przyszłość Szkocji w Unii przyznają, że nie bardzo wiadomo, co mogłoby się stać po odzyskaniu niepodległości. Pesymiści twierdzą, że samodzielna Szkocja nie spełniałaby wymagań unijnych, w związku z czym nie mogłaby pozostać jej członkiem. Przedstawiciele SNP wskazują na przykłady Norwegii i Islandii jako bogatych i dobrze prosperujących krajów poza Unią.
Jaka przyszłość nas czeka - o tym 3 maja zadecydują mieszkańcy Szkocji - w tym także Polacy. Duża część moich rodaków wyraża zdecydowaną niechęć do jakiegokolwiek udziału w życiu publicznym (pokutujące jeszcze z Polski przekonanie, że "i tak nie mam na nic wpływu"), zaś Ci którzy wezmą udział w wyborach głosować będą zapewne na laburzystów - wdzięczni za miłe powitanie, jakie trzy lata temu zgotowali nam politycy Partii Pracy z Tony Blairem na czele. To przecież dzięki nim możemy tu mieszkać i pracować od maja 2004 r.
Autor: Maciej Lewandowski