Facebook Google+ Twitter

Naddniestrze – w poszukiwaniu Nibylandii

Ostatni bastion komunizmu rządzony przez przemytniczą mafię. Tak media przedstawiają Republikę Naddniestrzańską. Postanowiłem sprawdzić ile jest w tym opisie prawdy.

W Tyraspolu wciąż można znaleźć komunistyczne symbole. / Fot. Michał WójtowiczPrzed wyjazdem z Polski długo zastanawiałem się czy nie zahaczyć o formalnie należącą do Mołdawii, a w rzeczywistości niezależną Republikę Naddniestrzańska. Zbierając materiały o tej krainie, co chwilę natrafiałem na ostrzeżenia przed tamtejszymi pogranicznikami. Niemal każdy turysta został poddany próbie wymuszenia łapówki. Padały różne kwoty. Niektórzy wykupili się kilkoma euro, inni tracili prawie wszystkie posiadane przy sobie pieniądze. Co gorsza Polska, tak jak inne kraje, nie uznaje Naddniestrza, więc w razie problemów nasza ambasada nic by mi nie pomogła. Jadąc tam mógłbym liczyć wyłącznie na siebie.

Zniechęcała mnie również mało pochlebna opinia na temat wojsk krajów byłego ZSRR. Bałem się źle opłacanych, bezkarnych żołnierzy, którzy dla wymuszenia łapówki będą machać mi karabinem przed nosem, albo wsadzą mnie do celi. Mogli zrobić ze mną wszystko i nie ponieść za to żadnych konsekwencji.

Jeszcze w Polsce usłyszałem (nieprawdziwą jak się później okazało) plotkę, że przy przekraczaniu granicy muszę okazać 150 euro, które w każdej chwili mogłyby mi zostać zarekwirowane. Nie mogłem pozwolić sobie na wydanie tak dużej sumy, dlatego postanowiłem, że w takiej sytuacji nie pojadę do Naddniestrza. Wyszło mi to na zdrowie, bo przez następne kilka tygodni przestałem się denerwować. Gdy jednak znalazłem się w oddalonym o kilkadziesiąt kilometrów Kiszyniowie uznałem, że nie mogę przegapić takiej okazji. W czasach, gdy można pojechać niemal wszędzie, tym bardziej atrakcyjne stają się miejsca, do których ciężko jest się dostać. Gdybym odpuścił taką przygodę to nigdy bym sobie tego nie wybaczył.

Na dworcu autobusowym w Kiszyniowie znajdujemy marszrutkę do Tyraspolu, stolicy Naddniestrza. Wypytuję kierowcę o wszystkie formalności związane z przekraczaniem granicy. To co słyszę brzmi dobrze, więc razem z kolegami pakuję się do pojazdu. W środku spotykamy wszystkie grupy społeczne: emerytki z siatkami pełnymi zakupów, matki z dziećmi, zblazowanych cwaniaczków. Wszyscy siedzą spokojnie w oczekiwaniu na odjazd. Za to ja czuję się coraz bardziej nieswojo.

Kilkadziesiąt minut później dojeżdżamy do rzędu zdewastowanych, blaszanych bud, co okazuje się być granicą. Kierowca krzyczy na nas żebyśmy wysiedli z busa i udali się do odprawy. Żałujemy, że nie możemy zostać z pasażerami z Naddniestrza, którzy przy kontroli granicznej muszą tylko pokazać paszporty.
Na zewnątrz stoi już pogranicznik, który ogląda nasze dokumenty i oddaje je koledze. Ten prowadzi nas swojego gabinetu w obskurnym baraku, po czym zamyka drzwi i szczelnie zasłania okno.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

Alek
  • Alek
  • 09.10.2010 16:28

"ale to nie żaden komunizm, tylko kostium użyty przez bandycką elitę, która za nic ma socjalistyczne ideały równości"
Zgadzam się w 100 proc. z komunizmem ani socjalizmem Naddniestrze nie ma nic wspólnego. Dobry tekst. Byłem w Naddniestrzu i miałem podobne odczucia jak i autor. Media i niektórzy publicyści demonizują ten kraj ukazując go w jak najgorszym świetle. Nie spotkały mnie tam żadne problemy.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 07.11.2008 16:44

Dobre teksty!

Komentarz został ukrytyrozwiń

+
Michał jesteś naszym oknem na inny świat. Kompletnie egzotyczny i niezrozumiały jak gorsety sprzed 100 lat.
Uwielbiam czytać twoje teksty :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.