Facebook Google+ Twitter

Nadobnisie i koczkodany... w Teatrze Powszechnym w Warszawie

Przedstawienie o tym, jak nie powinno się żyć? Chyba tak. Piętnujące zło, amoralność, psychodeliczny i narkotyczny trans? Tak.

Na deskach Teatru Powszechnego możemy oglądać dramat S.I. Witkiewicza "Nadobnisie i koczkodany, czyli zieloną pigułkę" w reżyserii Łukasza Kosa. Sztuka wpisuje się w charakterystyczny dla Witkacego nurt teatru absurdu, czarnej komedii, estetycznej teorii Czystej Formy.

Sztuka bardzo podobna w wymowie do "Szewców", choć w jeszcze większym stopniu ukazująca spustoszenie, jakie niesie ze sobą upadłość obyczajów.

"Nadobnisie i koczkodany..." to obraz człowieka funkcjonującego poza nawiasem moralności, a zamaskowanego w pozornym świecie przebieranek, tytułowych - "nadobnisiów i koczkodanów". Półnadzy i niepokojąco sobie bliscy Pandeusz (Robert Koszucki) i Tarkwiniusz (Piotr Ligienza) przechodzą kolejne etapy poznawania "prawdy o życiu". Dyskutują o filozofii. Tarkwiniusz wydaje się być niewinnym nowicjuszem, czystym chłopcem, uczniem, w którego wyobraźni Pandeusz zapisuje ideały wspólnoty męskich dusz...

Sesję przerywa gwałtowna i wyzwolona femme fatale - Zofia z Abencerage'ów (Katarzyna Herman), wkraczając na scenę ze świtą pół-zwierząt, pół-ludzi i pół-ludzi oraz pół-cyborgów - 40 Mandelbaumami i Gwanxami zamkniętymi w klatkach. Rozpoczyna "taniec" żądz i podporządkowywanie sobie kolejnych mężczyzn. Jest kobietą cyniczną, przebiegłą, dumną - a jej światem wydaje się kierować jedynie chęć dominacji. Poza tym jest to świat pozbawiony jakichkolwiek reguł. Na scenie rozgrywa się swoista przepychanka ludzi walczących o uczucia, a tracących je w korelacjach z innymi. Ludzi próbujących ocalić resztki metafizycznych pragnień w obliczu przewagi tych, którzy niszczą napierającą fizycznością, a nawet zwierzęcym instynktem.
Uczucia wyższe przegrywają... Witkiewicz twierdził, że ani religia, ani systemy filozoficzne nie są w stanie znaleźć odpowiedzi na pytania metafizyczne. Jedynie sztuka może je właściwie zobrazować. Ukazać rzeczywistość jako czysty mechanizm relacji międzyludzkich. Dramaturg odarł swój utwór z metafizyki, opisał świat pozbawiony uczuć, świat, który właśnie z powodu braku pierwiastka duchowego zmierza do wielkiej nieuniknionej katastrofy...

Rewelacyjna gra aktorska Katarzyny Herman jako zimnej, stanowczej kobiety. Niezwykle wiarygodne kreacje: Ewy Dałkowskiej, która gra... mężczyznę (rola Sir Granta Blauewella Padlocka), Piotra Ligienzy oraz Roberta Koszuckiego. Przekonująca kreacja Niny w wykonaniu Elizy Borowskiej, próbującej ocalić resztki delikatnej kobiecości w świecie rządzonym przez sex. Role Gwanxów - nagich ludzi uwięzionych w klatkach zagrali studenci Akademii Teatralnej, a 40 Mandelbaumów - 15 statystów. Mandelbaumi to mężczyźni podporządkowani Zofii - uosobienie jej żądz, którzy ostatecznie zwyciężają swoją panią; Zofia ginie jako ofiara ich pragnień.

Co chciał pokazać Łukasz Kos? Czy pewien wycinek rzeczywistości? Czy to, przed czym wszyscy powinniśmy się strzec? Czy ukazał wyzwolone yuppie pokolenia X w szarych garniturach, które wieczorami urządzają sobie alkoholowe orgietki? Czy gro wyrzuconych poza nawias życia, mających "witkacowskie" wizje, narkomanów? Pedofili piętnujących fizycznie i duchowo swoich wychowanków? Pewnie tak... I na koniec udowodnił, że z takiego świata (utwór ma w podtytule "komedia z przynajmniej czterema trupami w tle") pozostaje jedynie ruina, pustka, na którą zniesmaczony, a nawet lekko cofający głowę widz patrzy na szczęście jedynie z widowni...

Sztuka grana jest w Teatrze Powszechnym im. Zygmunta Hubnera w Warszawie.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.