Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

115225 miejsce

Naiwne myślenie, czyli ewolucja czasów i przestrzeni

"Nie można dwa razy wejść do tej samej rzeki, za każdym razem bowiem inna woda w niej płynie". Heraklit z Efezu

 / Fot. Tomasz WęgrzynowskiEmigracja (z łacińskiego emigratio - wychodźstwo), dobrowolne opuszczenie kraju rodzimego, także nazwa grupy ludzi - emigrantów; forma migracji ludzi. Zjawisko związane z przyczynami politycznymi lub ekonomicznymi.
Emigrant, osoba emigrująca, opuszczająca kraj, miejscowość, najczęściej w celu zapewnienia sobie lepszych warunków życia. Rozróżnia się emigrantów: stałych, sezonowych, okresowych, zarobkowych i politycznych.

(za "Słownikiem Encyklopedycznym Edukacji Obywatelskiej" wydawnictwa Europa. Autorzy: Roman Smolski, Marek Smolski, Elżbieta Helena Stadtmüller)

Kiedy myślę emigrant, przychodzi mi na myśl kilka rzeczy. Po pierwsze, mój własny, prywatny wuj. Wujo wyemigrował w pośpiechu, chociaż pieszo, zostawiając za sobą stalag. Doszedł do Francji. Potem Anglia. Wracał przez Afrykę, Włochy, znowu Anglię. No i wrócił niefortunnie, nie z tej strony świata. Po oderwaniu nóg od trapu zgarnęła go bezpieka. Kilka długich lat spędził w więzieniu. Nie mogło się pomieścić we łbie socjalistycznej władzy, że człowiek inteligentny, oficer porzuca śliczną zagraniczną narzeczoną, by wrócić do zniewolonej ojczyzny.
No po co on wraca? Żeby szpiegować i szkodzić rewolucji! Powrót wuja istotnie zaszkodził, szczególnie jego zdrowiu.

Po drugie, kolega z klasy, który ni stąd, ni zowąd zniknął. Po kilku dniach, pantoflową pocztą, rozniosło się, że cała rodzina otrzymała towar nader pożądany w tamtych czasach - paszporty. Z deficytowym towarem za pazuchą pojawił się jego ojciec. Bynajmniej nie, ni stąd, ni zowąd, a z internowania. Czasu mieli tylko tyle, by spakować się i wyruszyć w podróż z biletem w jedną stronę. Punkt docelowy – obóz przejściowy dla emigrantów bodajże gdzieś w Niemczech.

Po trzecie, mąż sąsiadki (przyjaciółki mojej mamy), przysyłający egzotyczne dolary z dalekiej Kanady. Dawniej marynarz. Zszedł ze statku po obejrzeniu relacji we wrogiej, kapitalistycznej telewizji z wprowadzenia stanu wojennego. Małżonka dołączyła do niego po dziesięciu latach rozłąki, kiedy Okrągły Stół i jego postanowienia zakończyły czas komunizmu w Polsce, a podróżowanie przestało być przywilejem nielicznych.

Po czwarte, z migawkami sprzed kilku lat pokazującymi pałętających się bez celu po anglojęzycznej ziemi rodaków. Oszukani przez pośredników, bez dachu nad głową, pracy, wyzuci z godności zupełnie nie pasowali do wizerunku otwartej, przyjaznej Europy.
Oczywiście, zdecydowanej większości powiodło się. Część nabiwszy konta funtem (bynajmniej nie kłaków), zdążyło wrócić, pootwierać firmy, pokupować mieszkania. Nie mniej zapamiętałem obrazy tej gorszej strony emigracyjnego owczego pędu pokolenia nowego milenium.

Po piąte i ostatnie, wypowiedź nieznanego mi z imienia i nazwiska człowieka: - Nie, nie wybieram się. Zarobki nie są tak pociągające żebym widział tam dla siebie jakąś większą szansę niż tu (Polsce).

To była reakcja na otwarcie w maju niemieckiego rynku pracy dla nas, Polaków. Pomyślałem wtedy, że otaczający mnie świat zaczyna wyglądać normalne, że ludzie w nim żyjący tak zaczynają myśleć - normalnie, rozsądnie.

Poczułem nawet pewien rodzaj dumy. Przypływ optymizmu podsunął zaś wyobraźni osiedlającego się na naszej piastowskiej ziemi Hiszpana, bo i on zaczął myśleć o nas normalnie. Tłum na ulicy zyskał nagle na barwności, a ubogacony tym dobrodziejstwem rodak z błogim wyrazem twarzy wyszedł właśnie z baru prowadzonego przez rodowitego Hindusa. Tak sobie myślę, że doczekam tego dnia. Zobaczę piękno kosmopolitycznego świata między Bugiem, a Odrą.

Chociaż emeryturę zamierzam spędzić w małej wiosce pięćdziesiąt siedem kilometrów od Rzymu. Co znaczy również, że mam nadzieję doczekać normalnej emerytury, ale to już zupełnie inna bajka. Mrzonki? Być może. Być może...

Z poważaniem. Podróżnik po czasie i przestrzeni.



Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

duch hałaśliwy
  • duch hałaśliwy
  • 11.06.2011 15:37

Rzym, wieczne miasto. Nie wiem tylko, czy wieczność gości w tej wiosce, w której chcesz jej szukać. Pozdrawiam. :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.